Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Gra
Autor Wiadomość
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 13-01-2016, 02:10   Gra

Przez ostatnie tygodnie wiele się zmieniło. Poniekąd na lepsze. Dostałeś dłuższą przepustkę na którą czekałeś od dawna. Zastanawiałeś się zresztą nad wycofaniem się z walki na rzecz rodziny. Co więcej twój i Aldei żołd pozwolił wam na wykupienie niewielkiego domu w Caer, gdzie medyczka miała zamiar otworzyć klinikę.
Przez jakiś czas wszystko układało się dobrze. Niestety, jak nauczyło cię życie nic co dobre nie może trwać wiecznie.
Sytuacja w twoim życiu powoli się pogarszała i nie chodziło nawet o wojnę, która znów stanęła u progu twego życia. Przywykłeś już do rozlewu krwi i śmierci. Jednak gorsze od horrorów frontu były problemy rodzinne. Zwłaszcza dotyczące Dagmary.
Zwykłeś tłumaczyć brak więzi z nią jej talentem magicznym, jednak teraz miałeś wrażenie, że to coś więcej. Zaczęła wymykać się w nocy z domu, odkąd z trenu wrócili Nox i Tirianus miałeś wrażenie, że w jej obecności słyszysz w głowie cichy szept, niby szelest liści.
Kiedy twoja córka zaczęła znikać na coraz dłużej postanowiłeś dowiedzieć się co się dzieje. Rozmowy z Dagmarą nie przyniosły efektów, zimna i wyniosła jak zawsze zbywała cię kilkoma słowami, z matką nie rozmawiała prawie w ogóle.
Pewnego dnia córka nie pojawiała się na śniadaniu. Czekałeś w progu domu z ojcowskim pasem w ręce i silnym postanowieniem wybicia jej z głowy owych nocnych eskapad. Jednak gdy drzwi się otworzyły nie stanęła w nich Dagmara, a kobieta Qa w szatach medyka, która, z nie do końca jasnych dla ciebie powodów zaoferowała ci pomoc.

Praca z Ai była męcząca. Codzienne doświadczenia, hodowanie nowych kolonii, pozyskiwanie próbek do badać. Zwłaszcza to ostanie, nie przywykłaś do żywych obiektów testowych. Zwłaszcza takich, które komplementują twoje oczy.
Potrzebowałaś odskoczni. Czegoś co odciągnie twoje myśli od podziemnego kompleksu którego ściany tworzyły mocarne korzenie żywych wież miasta. Nie mogłaś jednak zająć się czymś całkiem nie związanym z pracą.
Rozpoczynając badania dostałyście dokładną listę osób, które znalazły się w jaskini w pobliżu osady kopaczy jak również zestawienie miejsc ich przebywania, stan zdrowia i domniemania na temat stadium, w którym się znajdują.
Ze wszystkich tam opisanych mężczyzna zwany Erykiem przykuł twoją uwagę. Między innymi ze względu na fakt, że był tak blisko. Tu w Caer. Musiałaś się z nim zobaczyć.
Zanim jednak do niego przyszłaś zasięgnęłaś języka i dowiedziałaś się o jego problemie z córką. Współczując kochającemu ojcu i widząc w tym perspektywę na poznanie go bliżej zaoferowałaś swoją pomoc tłumacząc się współczuciem i posiadaniem wiedzy, która mogła pomóc w odnalezieniu dziewczynki.
Dobrze widziałaś, że mężczyzna się zgodzi nie miał, dużego wyboru, nie wiedział co robić.

Czekaliście pod domem Eryka od dłuższego czasu. Słońce powoli zachodziło w przepiękny sposób rozświetlając gęsty baldachim bordowy złotych liści zawieszony nad miastem.
Caer było żywe, jego budowle nie powstały z martwego kamienia czy drewna, lecz zostały wyhodowane od sadzonki. Każdy konar, każdy korzeń i każdy liść miały swoje miejsce i tworzyły wspaniałe strzeliste kamienice, wieże i kopuły o białych ścianach pokrytych setkami misternych zdobień i płaskorzeźb, w które idealnie wkomponowano ostrołukowe framugi okien. Spod hełmów najwyższych wierz rozciągały się obszerne baldachimy liści, które zamykały się kopułą nad miastem.
Dom Eryka nie był zbyt wysoki, miał tylko dwa piętra, przy czym parter stanowił klinikę Aldei. Sypialnie dziewczynek były na poddaszu, z oknami umieszczonymi w eleganckich wykuszach. Cierpliwe czekaliście, aż wreszcie otworzyło się okno sypialni Dagmary.
Pierwsze co cię uderzyło Tlilo to wzrost dziecka. Była wysoka, przypominała wzrostem raczej piętnasto lub szesnastolatkę, nie zaś dwunastoletnie dziecko. Zanotowałaś ów szczegół w pamięci.
Dziewczyna niezwykle zwinnie zeszła na ziemię przytrzymując się gzymsów i parapetów domu. Rozejrzała się po okolicy. Eryku kiedy jej wzrok padł na ciebie znów usłyszałeś delikatny szmer, jednak była to tylko przelotna chwila. Gdy dziewczyna była przekonana, że nikt jej nie śledzi puściła się pędem przez ulice miasta. Odczekaliście chwilę po czym ruszyliście za nią.
Dagmara była niezwykle szybka i sprawna. Z łatwością wymijała nielicznych przechodniów i pokonywała mostki. Nie mogłeś w to uwierzyć. Blada i delikatna Dagmara nie wyglądała na osobę o takiej kondycji fizycznej. Zacząłeś nawet w duchu wyrzucać sobie, że to zawsze z rumianą Ingą wiązałeś większe plany na przyszłość chcąc ją szkolić w szermierce. Podjąłeś żelazne postanowienie, że gdy sytuacja się unormuje zaczniesz uczyć szermierki obie córki i nie ma przebacz, taki talent nie mógł się zmarnować.
Dziewczyna wskoczyła w ciemny zaułek między dwiema kamienicami a wieża. Pewni, że już ją macie weszliście w uliczkę bez drugiego wyjścia tylko po to, by odkryć, że jest pusta. Po córce Eryka nie było śladu. Obejrzeliście dokładnie miejsce i szybko znaleźliście klapę prowadzącą do podziemi wierzy.
Budowanie w Caer nigdy nie było łatwe. Jednak odkąd zaczęto stawiać żywe domy stało się niewspółmiernie łatwiejsze. Korzenie drzew utwardzały grunt i sprawiały, że można było budować nie tylko wzwyż, ale także w głąb. Pod miastem umieszczono wiele struktur odpowiedzialnych za ważne funkcje. Wielkie gąbczaste twory wypełnione starannie dobieranymi koloniami grzybów i glonów łączyły się z długimi korzeniami wierz, które służyły za kanalizację. Zanieczyszczenia spływały pod ziemię gdzie były oczyszczane przez organiczne filtry, które zamieniały ściek w czystą wodę i zwracały ją mieszkańcom miasta.
System uzdatniania wody znajdował się pod każdą większą wieżą, a wraz z nim plątanina tuneli stworzona by móc monitorować jego pracę i pielęgnować kolonie filtra. Ściany owych korytarzy utwardzane były przez masywne korzenie zastępujące szalunki. W powietrzu dało się wyczuć wilgoć i dziwną woń hodowanych tu grzybów.
Niewiele myśląc ruszyliście przed siebie, aż nie stanęliście przed pierwszym rozwidleniem korytarz. Eryku wybrałeś ścieżkę w lewo, gdyż od tamtej strony czułeś ruch powietrza. Miałeś nadzieję, że jest to droga z której skorzystała Dagmara.
Po kilku chwilach znaleźliście się w ślepym zaułku. Nie było widać innej drogi niż ta wstecz, dziewczyny także nie było widać, a ty, Eryku, byłeś całkowicie przekonany, że czułeś z tego miejsca ruch powietrza jeszcze kilka chwil temu. Faktycznie powietrze w pomieszczeniu nie było wypełnione tak silnym aromatem grzybów jak reszta kompleksu, co znaczyło, ze musiało być tu jakieś ujście powietrza.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Strandbrand 
Żywa Tarcza


Skąd: Trzyciąż (Taka wieś w Wergundii)
Wysłany: 14-01-2016, 21:08   

Daga, co ty wyprawiasz dziecko?
Eryk westchnął ze zrezygnowaniem. Ostatnimi czasy życie wydawało się strasznie męczące. Może to pierwsze oznaki starości, a może naturalna reakcja na wydarzenia ostatnich miesięcy. Fatalne wydarzenia na jednym z ostatnich patroli w jakich uczestniczył, oraz konieczność długiego wypadu z załogą Astlady by ratować Aldeę były chyba tylko preludium. Fakt, nastąpiła później jakaś taka przerwa - dłuższa przepustka którą chyba cudem uzyskał oraz pobyt w Caer, dzięki czemu ani Aldea ani dziewczynki nie musiały już żyć w sąsiedztwie frontu...
Do czasu gdy okazało się że Szrapnel skrewił sprawę i zamarzyło mu się zostać przydupasem opiekunów. Teraz front znów się przybliżał, Szrapnel nie żył, Noxa powiesili za zdradę a za Tiranusem wysłano listy gończe. Krążyły też plotki że Ylva ze Styryjskiego Wywiadu, długoletniego sojusznika Leth Caer zostanie wydana Qa. Zaś czubkiem tej okropnej góry był fakt, że Dagmara zachowywała się jak zachowywała, i teraz musiał szukać jej po podziemiach Leth Caer.
Podziemia. Czemu u licha zawsze muszę wylądować w podziemiach... Vekowar, teraz tu...
Wspomnienie wydarzeń z Vekowaru, prawie 16 lat temu dało mu pewien pomysł. Gdzieś tutaj musiało być przejście, skoro czuł powiew powietrza jeszcze kilka chwil temu. Zbliżył się do ściany wieńczącej korytarz i przystawił do niej ręce. Jedna szukała jakiegokolwiek podmuchu powietrza, dowolnej szczeliny przez którą mógł wydostawać się wiatr. Druga obmacywała (Cegły? Fragmenty ścian?), jakby wierząc w to że za chwilę nastąpi kliknięcie i ściana otworzy się ukazując mu dalszą drogę.
Nie takie rzeczy widziałem pod murami Vekowaru. A jeśli o tym pomyśleć, to pewnie pod każdym większym miastem tak bywa.
Przerwał jednak na chwilę swoją pracę. Zapomniał o swoim towarzystwie. Odwrócił głowę i spojrzał na Qa. Wciąż nie rozumiał tak wielu kwestii. Co Qa robiła w Leth Caer? Czemu mu pomagała? Na rozkaz jakiejś ważnej persony z miasta? Samego cesarza być może? A może miała w tym własny interes? Cholera, gdyby nie to że z Dagą działo się coś naprawdę nie w porządku i że on i Aldea nie mogli sobie w żaden sposób poradzić sami, nigdy nie przyjąłby tej pomocy. Ale w takiej sytuacji...
-Jeśli mi pomożesz sprawdzić czy tu gdzieś nie ma przejścia, może jeszcze ją złapiemy. A jeśli nie poszła w tą stronę... tym bardziej, jeśli się pośpieszymy to prędzej się wrócimy i podążymy za Dagmarą.
Nie czekał aż mu coś odpowie. W ogóle niewiele dotąd ze sobą rozmawiali. Wrócił do szukania czegoś, czegokolwiek nie pasującego do tej ściany.
_________________
Pengantar - Eryk Strandbrand, uciekinier z Wergundii zarabiający na życie jako łowca głów.
III Turnus 2014 - Eryk Strandbrand, łowca głów pracujący jako ochroniarz Octavia Lecorde (Który Octaviem wcale nie był... to dłuższa historia)
Nelramar - Kaldel Strandbrand, magnifer czerwonego tymenu patronujący negocjacjom nad zawieszeniem broni.
II Turnus 2015 - Callan dar Strandbrand, Paladyn z łaski Modwita, działający pod przykrywką jako członek smoczej kompani. [*]
Epilog 2015 - Duch Callana dar Strandbranda, paladyna walczącego z Qa nawet po śmierci
 
 
Powój 
Villsvin
Rozwydrzona


Skąd: Z bajorka
Wysłany: 16-01-2016, 23:03   

Bagienne miasto ją intrygowało od samego przyjazdu. Zdające się żyć budowle, alejki wyłożone kamiennymi płytkami utrzymywanymi na grząskim gruncie przez dziwne roślinne pędy, szeregi mostków o pięknie rzeźbionych balustradach jednak wykonane tak by w razie potrzeby odciąć jedną wyspę od drugiej. Lud zamieszkujący to miejsce potrafił docenić piękno, ale pamiętał o panującej wokół wojnie. Odbicie tego konfliktu widziała na twarzach kolejnych mijanych przez nią mieszkańców.
To przerażające jak bardzo to ma na nich wpływ. Do tego stopnia, że nie chcą zawiązać pokoju, wyniszczając samych siebie.
Była pacyfistką, w rodzimych stronach należała do organizacji chcącej zaprzestania wojny, wycofania wojsk i zakończenia ekspansji. Nie potrafiła nienawidzić podbitych narodów za to, że chcieli walczyć o własną wolność... No może oprócz Styryjczyków. Strach i nienawiść do nich odziedziczyła w pamięci minionych pokoleń, wspomnień o ofiarach składanych przez ich kapłanów, rzekach krwi spływających po schodach świątyń.
Ale to samo teraz czeka nas. Aczi...
Wspomnienie przyjaciółki wciąż wywoływało ból. Była pierwszą która znalazła ciało. Serce kapłanki wciśnięte w jej własne usta, otwarte z przerażenia oczy, aureola rudych włosów wokół jej głowy. Ślady błota wokół. Rozcięcia na skórze.
Te wspomnienia prowadziły też do kolejnych, związanych z jej mordercą. Clovis. Zarażony wergund za którym tu przyjechała, obiecała znaleźć lek na jego chorobę, wykonać go więcej żeby chronić swój lud przed błędami przeszłości... Jednak teraz nie była już tego taka pewna. Nie potrafiła już zrozumieć własnych myśli, zwłaszcza tu wśród obcego ludu wrogiego wobec niej i jej rodaków. Świadomość, że gdzieś na froncie być może jej brat lub Miztli toczył walkę z ludźmi z którymi tu przyszła, to wywoływało fale bólu. Dlatego starała się o tym nie myśleć, poświecić badaniom.
Tyle, że tu stanowił problem Clovis. Stanowczo nie przywykła do obiektów które albo chcą jej ukraść nóż, albo próbują ją zagadać. Dlatego zostawiła go pod opieką Aii i zaczęła analizować listę pozostałych osób które wtedy weszły do jaskini. Stranbrand był idealny, blisko, również tam był, żył pod naciskiem środowiska. I miał dzieci, być może mogły być one odpowiedzią na ich poszukiwania. Dlatego za nim podążyła.
Przedstawiła mu się jako Tilo, wiedząc, że ludzie północy prędzej połamią sobie język niż poprawnie wypowiedzą jej imię lub imię kogoś z jej ludu. To samo miała ona jeśli chodzi o ich imiona, niektóre były proste, inne skomplikowane, znała tylko jednego człowieka który nie miał z tym problemu. Korheni. Ale nie żył. Zabili go na jej oczach.
Oderwała sie od tych myśli i skupiła na tym co mówił jej towarzysz.
- Mhym. Już szukam. - Przyznała krótko, rozglądając się wokół.
Każdy fragment miasta zdawał się być zaplanowany, czyli ruch powietrza musiał być również przewidziany w trakcie tworzenia kanałów. Uniosła wyżej niewielką minerałową latarnię którą wyjęła z torby gdy weszli do kanałów. To było jedyne źródło światła jakie posiadali.
Skupiła się na splotach drewna szukając miejsca, gdzie naturalna sekwencja była zaburzona tworząc ukryte przejście lub szczeliny mające służyć za źródło powietrza.
_________________
Tej gry nikt nie wygrywa.
 
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 17-01-2016, 03:27   

W nikłym blasku rzucanym przez minerałową latarnie korytarz nabierał zimnych, upiornych barw. Biel kory tworzącej ściany jawiła się niczym wyblakła kości dawno pożartej ofiary, zaś organiczne piękno i finezja konstrukcji bledły przy niepokojących kształtach przywodzących na myśl organizm potężnej bestii trwającej w uśpieniu.
Być może było to dzieło pozbawionego ciepła błękitu latarni z minerału, substancji, której nie powinno być w tym mieście, w dodatku trzymanej przez osobę z ludu będącego zażartym wrogiem całego Cesarstwa. A jednak Tlilo była tu, w stolicy jednego z ostatnich ludów, który śmiał opierać się jej ziomkom.
Pomagała jak mogła, z sobie tylko znanych przyczyn.
Przez umysł uzdrowicielki przewinęła się myśl. Caer było pięknym miastem, a przynajmniej jego mieszkańcy je kochali, jednak tuż pod ich stopami leżał mroczny, tajemniczy świat pełen niepokojących kształtów i dźwięków.
Czy taka była natura tych Wysokich Elfów? Spokojni z zewnątrz, lecz zacięci i nienawistni w sercach?
Czy ten stan rzeczy był dziełem twojego ludu...?
Skupiliście się na poszukiwaniach przejścia. Eryk koncetrował się na samym ruchu powietrza, który jak na złość raz wzmagał się, raz malał z irytującą nieregularnością. Tlilo zaś poświęcała uwagę samej budowie korytarza. Niemożliwe było, by tak zmyślne istoty jak owe elfy powstrzymujące od dawna napór ich armii pozwoliły na choćby ślad niedoskonałości w swym perfekcyjnym mieście. Musiało być tu jakiegoś rodzaju przejście umieszczone tu celowo.
Tak zakładała i pomyliła się tylko trochę.
W pewnym momencie Erykowi udało się ustalić kierunek podmuchów powietrza, Tlilo natychmiast zajęła się sprwdzaniem ściany w tamtym miejscu. Odkryła wgłębienie w ścianie, które zwężając się płynnie przechodziło w tubę idącą pod ostrym kątem do który. Kanał był zbyt wąski by jakikolwiek człowiek mógł przecisnąć przez niego barki.
Zauważyliście jednak, że tuż pod tuba kora ściany pękała, czy może została rozerwana przez ogromną siłę, zaś rosnący w tym miejscu ogromy porost delikatnie falował niczym unoszony wiatrem. Odgarniając go odkryliście tunel, wyraźnie nie był roboty tutejszych architektów. Brak drzewnej tkanki na ścianach i fakt, że ściany kanału zarastały przejście do tunelu, wskazując wyraźnie, że nie był on częścią planów korzeni.
Coś zaszurało za wami, cicho, niemal pomijalnie, wciąż dało się to wyłapać. Dźwięk był blisko. Obróciliście się błyskawicznie w tamtą stronę. Jednak nic nie było widać w ciemnym korytarzu. Wpatrywaliście się w przejście kiedy znów usłyszeliście szmer i dostrzegliście ziemię osypującą się z niezarośniętego korzeniem fragmentu w ścianie.
Wpatrywaliście się jeszcze chwilę w korytarz pełni niepewności i niepokoju, którego nienaturalne światło minerału nie miało szans ukoić.
Do głowy Eryka wlewały się wspomnienia z Vekowaru. Mężczyzna doskonale pamiętał swoje liczne potyczki z tamtejszymi podziemnymi horrorami. Jedyną dobrą rzeczą, która spotkała go w tamtym przeklętym przez bogów miejscu była Aldea.
Vekowar, teraz pewnie stolica pieprzonych Qa, ciekawe, co z nim zrobili. Spojrzał nieco niepewnie na swoją towarzyszkę lustrującą korytarz z szeroko otwartymi oczami. Całkiem ładnymi oczami.
Jak się w to wplątaliście? Z jakiego powodu? Albo też, co bardziej prawdopodobne, za jakie grzechy?
Obróciliście się z powrotem w stronę tunelu ukrytego tunelu. Był niski, ciasny, wilgotny, w wyraźny sposób piął się w górę pod akceptowalnym kątem, za szalunek robiło zbutwiałe drewno, które wyraźnie przeleżało swoje w bagiennej, lub morskiej wodzie. Dagmara na pewno przeszła tą drogą, jednak ona wyglądała na znacznie zwinniejszą od was. Popatrzyliście niepewnie po sobie. Jeden fałszywy ruch, jedno dotknięcie w niewłaściwym miejscu i zostaniecie pogrzebani pod kilkoma tonami ciężkiej, mokrej ziemi.
Zdecydowanie nie było to dla was przyjemna perspektywa.
Za wami rozległo się ciche stuknięcie jakie wydaje grudka ziemi opadająca na drewnianą podłogę. Tym razem odgłos był bliżej niż ostatnio.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Strandbrand 
Żywa Tarcza


Skąd: Trzyciąż (Taka wieś w Wergundii)
Wysłany: 19-01-2016, 02:40   

Eryk spojrzał wgłąb odkrytego przez nich tunelu. Błękitny blask pozwolił w nieznacznym stopniu dostrzec jak wygląda. I nie można było powiedzieć by jego wygląd był zachęcający. Wydrążony w gołej ziemi, która w przeciągu lat uformowała mniej-więcej równe ścianki, podparte zbutwiałym drewnem. Gdyby nie ciemność, oświetlana jedynie zwodniczym niebieskim blaskiem przysiągłby że drewno wciąż jest mokre i gdzieniegdzie zwisa z niego kawałek glonu czy innego wodorostu.
Zmierzył szerokość i wysokość tunelu wzrokiem. Potem, wyobraził sobie samego siebie jak wciska się do tunelu.
No chyba nie.
I znowu, wspomnienia z zamierzchłych czasów, z Vekowaru. Jeszcze mniejszy tunel, jeszcze bardziej niebezpieczny - potężny głaz zaklinowany między ścianami. I jedyna droga prowadząca pod nim. Ysard, Keithen, Powój, Ofelia, Szrapnel i Elidis przedostali się już na drugą stronę. Został on i Octavio.
Odruchowo wzdrygnął się na myśl o własnej głupocie. O tym jak postanowili zrzucić głaz, odcinając przejście. O tym jak Rożenek stracił nogę pod głazem. Ten tunel przedstawiał podobne możliwości. Jeden fałszywy ruch, jedno nieporadne tknięcie i tracisz nogę. Albo życie.
Spojrzał na stojącą obok Tlilo. Odetchnął i powiedział cicho.
-Może spróbuj pierwsza. Jeśli ty nie dasz rady, to tym bardziej ja.
W prawie tej samej chwili gdy skończył mówić znów usłyszał coś za plecami. Tym razem odwrócił się, z dłonią na rękojeści swojego miecza. Ostrze gładko wysunęło się do połowy długości, wydając cichy syk w tunelu.
Nie dostrzegł wiele w ciemnościach. Światło minerałowej latarni skupione było w ukrytym tunelu. Próbował myśleć racjonalnie, przecież byli pod Leth Caer. Ale wspominanie Vekowaru i rosnące zdenerwowanie w związku z sytuacją w jakiej się znalazł, nie pozwalały mu opuścić gardy. Zamiast tego, w przestrzeń przed sobą rzucił aktualnym hasłem patroli, którymi posługiwano się w mieście i w terenie. Jeśli był to ktoś ze straży lub wojska, zwyczajnie mu odpowie i będzie mógł odetchnąć z ulgą. Gdy czekał na odzew, lustrował zarówno podłogę jak i ściany oraz sufit znajdujący się przed nim. Kilka razy przekonał się już że mieszkańcy południa w poważaniu ma normalną walkę, czy to atakując spod ziemi czy z sufitu.
_________________
Pengantar - Eryk Strandbrand, uciekinier z Wergundii zarabiający na życie jako łowca głów.
III Turnus 2014 - Eryk Strandbrand, łowca głów pracujący jako ochroniarz Octavia Lecorde (Który Octaviem wcale nie był... to dłuższa historia)
Nelramar - Kaldel Strandbrand, magnifer czerwonego tymenu patronujący negocjacjom nad zawieszeniem broni.
II Turnus 2015 - Callan dar Strandbrand, Paladyn z łaski Modwita, działający pod przykrywką jako członek smoczej kompani. [*]
Epilog 2015 - Duch Callana dar Strandbranda, paladyna walczącego z Qa nawet po śmierci
 
 
Powój 
Villsvin
Rozwydrzona


Skąd: Z bajorka
Wysłany: 19-01-2016, 10:28   

Spróbowała opanować rozkołatane serce. Stanowczo nie nawykła do takich atrakcji, chociaż w ostatnim czasie los postanowił jej udowodnić, że da radę. W końcu przecież i tak gorzej być nie może. No, chyba, że jednak może...
Nie było jej w podziemiach Vekowaru gdy trwała tam rzeź. Jednak słyszała te historie. I pewnie gdyby nie wspomniany wcześniej parszywy los, teraz mogłaby darzyć tych ludzi tylko nienawiścią. Ale musiała odciąć się od tego co czuje, poświecić pracy za wszelką cenę. Nawet jeśli z jednej strony musiała oglądać styryjczyków, dawnych oprawców jej ludu, a z drugiej płakać w żałobie nad prawie obcym jej elfem powieszonym za zdradę. Nie była wyrachowana. Była człowiekiem. Tylko człowiekiem.
I teraz patrząc w ciemność korytarza uświadomiła sobie swoją słabość po tysiąckrotność. Jednak nie miała wyboru, bo czym jest jej życie w porównaniu do setek które mogą zginąć jeśli zarażeni przejdą do kolejnego stanu. Lub jeśli dziecko jednego z nich okaże się jeszcze większym potworem niż to czym stanie się jego rodzic.
Nie zwróciła uwagi na szelesty za nią, czy odgłosy ziemi spadającej na wnętrze drzewnego korytarza. Przywykła już, świadoma, że zawsze ktoś jej pilnuje. Poza tym, wolała myśleć, że to jej cień a nie przeciwnik.
Westchnęła ciężko poprawiając latarnię w dłoni.
- Racja. - Przytaknęła.
Wejście w tunel i tak zajęło jej chwilę, musiała zlustrować najpierw podłoże oraz ściany, a także sklepienie żeby wiedzieć jak przejść kilka pierwszych metrów i żeby nie zawaliło jej się to wszystko na głowę. Mogła założyć się, że jeśli Dagmara tędy przechodziła to przebiegła tędy nie dotykając prawie podłoża.
_________________
Tej gry nikt nie wygrywa.
 
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 20-01-2016, 03:43   

Tlilo zaczęła powoli wchodzić do tunelu. Był ciemny, wilgotny, wąski. Stanowił idealne miejsce do nabawienia się klaustrofobii w czym pomagała wiedza o kilku tonach ziemi wiszącej nad głową, którą przed zmiażdżeniem delikatnej postury Qa powstrzymywało tylko kilka desek niezbyt dobrej jakości.
Jeden fałszywy ruch, jedno dotknięcie ściany w niewłaściwym miejscu i wszystko to na nią runie pozostawiając ją pogrzebaną pod miastem, które było mauzoleum dla tak wielu jej współbraci. Jeśli miałaby szczęście ziemia zmiażdżyłaby jej ciało dając bolesną, acz szybką śmierć. Gdyby tak się jednak nie stało czekały ją długie minuty agonii wywołanej zmiażdżeniem kończyn i powolną śmiercią z braku powietrza.
Dziewczyna podziękowała swojej świadomości za ten piękny opis zagrożenia i potencjalnej śmierci jaka mogła ją zaraz czekać, po czym weszła do tunelu uważając na każdy krok, przez co siłą rzeczy poruszała się dość powoli.

Czekając na zewnątrz Eryk wypowiedział głośno zawołanie straży i czekał odzewu zdejmując tarczę i dobywając miecza. Wolał być zabezpieczony po przygodach w Vekowarze i nie dać zaskoczyć się czemuś co mogło wypełznąć ze ściany, wciąż jednak liczył, że to co słyszał było patrolem.
Cholera to mógł być nawet oddział chędożonych Qa, byle była to ludzka istota, a nie jakieś monstrum z chorego snu.
Odzew jednak nie nadchodził.
Kolejne stukniecie, nieco dalej.
I jeszcze jedno.
I kolejne.
Brzmiały, jakby dochodziły z różnych miejsc, ale nie dało się określić dokładnego kierunku, tylko to, że były cały czas gdzieś blisko, jednak zawsze były o cal zbyt głęboko w cieniu by mógł je dostrzec, lub też o sekundę za późno obracał się w ogólnym kierunku, z którego dochodziły.
Coś błysnęło gdzieś na początku korytarza, w którym staliście. Światło było widać tylko przez ułamek sekundy i Wergund nie mógł być pewien, czy na pewno je widział, czy były to tylko omamy wywołane zdenerwowaniem i dziwacznym otoczeniem podziemi Caer.
Wiedział jednak z całą stanowczością, że nie chciał tu zostawać ani jednej zapomnianej przed Modwita chwili dłużej niż było to absolutnie konieczne dla odnalezienia Dagmary.
Jak ona w ogóle mogło tędy chodzić? Kto jej pokazał to miejsce?

Tunel był dość długi i wznosił się pod wystarczającym kątem by nie dało się dostrzec jego końca stojąc na początku, jednak już po kilku metrach zauważyłaś jaśniejsze przebłyski. Sądząc po świetle i zapachu powietrza tunel kończył się gdzieś pod gołym niebem.
Usłyszałaś dziwny, cichy dźwięk dobiegający ze ściany. Jakby coś szorowało po ziemi. Był jednak bardzo odległy i cichy. Mogła go wydać sama ziemia zasypując jakąś kieszeń powietrza, czy inną norę jakiegoś małego zwierzęcia.
Co ryło w ziemi na bagnach?
Nie skupiałaś się na tym, dźwięk był zdecydowanie zbyt odległy by był ważny. Nie było też zbyt wiele czasu zanim wasza zwierzyna oddali się poza wasz zasięg.

Qa krzyknęła do swojego towarzysza żeby szedł za nią i że zmieści się w tunelu. Eryk niechętnie schował broń i zaczął gramolić się do tunelu uważając by nie dotknąć żadnej ściany, a ni tym bardziej sufitu. Musieliście iść na czworaka, bardzo powoli, lecz wreszcie dotarliście do końca tunelu.
Po wyjściu na zewnątrz osłupieliście ze zdziwienia.
Tunel nie kończył na żadnym placu, lub ogródku. Eryk podejrzewał zwłaszcza to drugie, widział bowiem obleśne spojrzenia jakie chłopcy często posyłali jego córeczce. Jednak nie dość, ze tunel nie prowadził do żądnego ogrodu, nie kończył się w Caer.
Staliście ładne kilkanaście metrów od murów miasta. Przy tunelu leżało powalone drzewo, zaś kilkanaście metrów dalej widać było mały zagajnik. Był to odcinek murów położony z dala od głównych bram miasta, nieco zaniedbany przez ostanie walki.
Eryk wiedział, że zagajnik i powalone drzewa powinno się usunąć aby oczyścić przedpole. Być może Wergund rzuciłby kilka zgryźliwych uwag na temat przygotowania tego odcinku muru i zarządzającego nim heseldy, gdyby nie zauważył fragmentu czarnego materiału powiewającego na gałęzi w zagajniku.
Mężczyzna bez trudu rozpoznał materiał, którego zakupem jeszcze kilka dni temu chwaliła się Aldea. Eryka chciał pokazać znalezisko Qa.
Jednak wtedy ziemia za nimi eksplodowała.
Wynurzył się z niej wielki, oblepiony błotem kształt jakiego w życiu nie widzieliście. Stworzenie miało wielką, masywną, najeżoną ostrymi jak brzytwa kolcami skorupę zakrywającą tułów. Przednie kończyny i głowa wystawały z otworów w skorupie, zaś tylne łapy i zad były chronione mniejszymi, pozwalającymi na większą swobodę ruchu tarczkami. Dodatkowo skórę stwora pokrywała łuska. Jego łeb osadzony był na długiej szyi, miał ostry, szeroki pysk i sporej wielkości kostny grzebień. Grube, gadzie łapy zakończone były ostrymi pazurami. Potwór miał też średniej długości ogon zakończony rogowymi kolcami.
Erykowi stworzenie przypominało żółwie błotne, które mieszkańcy Cesarstwa często poławiali dla mięsa i twardych skorup z których można było zrobić nawet niezłej jakości tarczę. To bydle było jednak znacznie większe, rozmiarem przypominało raczej dużą krowę niż żółwia i było zdecydowanie bardziej kolczaste.
Niestety wiedza Eryka na temat tych stworzeń sprowadzała się głównie do sposobów konsumpcji, nie znał się na metodach polowań na nie. Wiedział natomiast, że nawet mała wersja tego stora posiadała kościane listwy w paszczy, które działały niczym gilotyna i mogły spokojnie przeciąć kość. Większa wersja oznaczała więcej siły i jeszcze większą gilotynę.
Stwór zawył przeciągle rozdziawiając bezzębną paszczę.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
Ostatnio zmieniony przez Elidis 20-01-2016, 04:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Strandbrand 
Żywa Tarcza


Skąd: Trzyciąż (Taka wieś w Wergundii)
Wysłany: 03-02-2016, 18:07   

Zaskoczenie z jakim wiązało się wyjście na zewnątrz murów miejskich, szybko ustąpiło zimnemu wojskowemu, racjonalnemu myśleniu.
Aha. Czyli trzeba zgłosić to jakiemuś oficerowi straży. Najlepiej jak najszybciej będzie pogrzebać ten... podkop? Cholera jeśli Qa wiedzieli o tym tunelu to mogą już teraz mieć znaczną przewagę. Zdecydowanie trzeba wspomnieć przełożonym.
Nie mógł ukryć uśmiechu gdy pomyślał że jedna Qa jest już w mieście. Cholera, ta sama Qa właśnie odkryła razem z nim to przejście prowadzące pod Caer i śledziła jego własną córkę. Jak to się dziwnie czasem wszystko układa.
Dalsze rozważania tym tokiem myśli zostały grubiańsko przerwane przez eksplodującą ziemię za ich plecami. W pierwszym odruchu pomyślał że uruchomili jakieś cholerne zabezpieczenie Leth Caer - minę albo magiczną pułapkę. Po tym co zobaczył, wolałby chyba tą wersję wydarzeń.
Z pulchnej bagiennej ziemi zagajnika wyłonił się... no właśnie co? Wyglądał jak żółw błotny, powiększony jakieś 3-4 razy. I zdecydowanie bardziej bojowy. Kolce wystające ze skorupy wyglądały wyjątkowo niezachęcająco w połączeniu z pazurami u łap. I całym opancerzeniem tego stwora.
Gdzie ja niby mam wsadzić miecz?!
Wergund zdał sobie sprawę że chyba pora na inne podejście. Zanim masywny żółw zdążył całkowicie wyłonić się z ziemi, Eryk klepnął Tlilo w ramię i wskazał na zagajnik rosnący kilka metrów od nich.
-Nie mamy jak z tym walczyć. Damy później znać straży, ale teraz mamy szansę uniknąć walki i gonić Dagmarę.
Co powiedziawszy ruszył przed siebie kierując się do zwisającego z gałęzi materiału. Tego samego materiału, nad którym rozwodziła się jego żona kilka dni wcześniej, opiewając tkaninę z takim uwielbieniem jakby jej czerń sama w sobie miała pomóc pokonać Qa w wojnie. Eryk złapał za ten materiał - jedyny znak że wciąż byli na tropie jego córki - i zdjął go z drzewa, gdy czekał aż Tlilo do niego dołączy.
Może dalej Daga zostawiła więcej śladów. Cholera mnie bierze że nie ma z nami jakiegoś doświadczonego tropiciela... ale kto mógł wiedzieć że zwieje za mury miasta?
_________________
Pengantar - Eryk Strandbrand, uciekinier z Wergundii zarabiający na życie jako łowca głów.
III Turnus 2014 - Eryk Strandbrand, łowca głów pracujący jako ochroniarz Octavia Lecorde (Który Octaviem wcale nie był... to dłuższa historia)
Nelramar - Kaldel Strandbrand, magnifer czerwonego tymenu patronujący negocjacjom nad zawieszeniem broni.
II Turnus 2015 - Callan dar Strandbrand, Paladyn z łaski Modwita, działający pod przykrywką jako członek smoczej kompani. [*]
Epilog 2015 - Duch Callana dar Strandbranda, paladyna walczącego z Qa nawet po śmierci
 
 
Powój 
Villsvin
Rozwydrzona


Skąd: Z bajorka
Wysłany: 03-02-2016, 18:36   

Na widok stwora pisnęła, co było dość oczywistą reakcją. Nie nawykła do gromady zmutowanych stworzeń które ją próbowały zabić. Stanowczo nie nawykła, a ostatnie spotkania ze stworzeniami które nie miały prawa istnieć... Nie, to stanowczo nie pomagało. Dlatego pierwszą i dość oczywistą reakcją było piśnięcie.
A potem jej towarzysz skupił jej uwagę na rzeczywistości i przełamał czar strachu. Musieli działać. I faktycznie ucieczka w głąb zagajnika wydawała się całkiem rozsądnym rozwiązaniem. Stwór raczej nie powinien zapuszczać się pomiędzy rośliny utrudniające mu ruch, no i raczej bronił swojego terenu. A mimo wszystko, gdy ruszyli biegiem w stronę karłowatych drzew, wsunęła dłoń w torbę i zacisnęła palce na minerałowej płytce. Moc przeskoczyła pomiędzy jej palcami żądając uwolnienia, ale nie chciała tego robić. O ile zwierze nie ruszy za nimi. Marnowanie takiego daru byłoby doprawdy głupotą... A poza tym wciąż miała pewne opory by krzywdzić, opory których jej przyjaciel nie miał tworząc ten sigil.
Jakby to było wczoraj przypominała jej się pracownia w której spędzali długie godziny nad wspólnymi badaniami. W sumie gdyby nie on i Aczi to spędzałaby całe dnie pochylona nad księgami, tylko ta dwójka potrafiła ją wyciągnąć na słońce i zmusić do odrobiny odpoczynku. Właśnie w tamtej pracowni powstał ten skomplikowany wzór wyryty w minerałowej płytce, jedyny w jej zbiorze mogący uczynić krzywdę. Owszem, sama mogła zrobić taki, ale nie chciała. No i może nie taki sam. Trzy symbole nachodzące na początkowy pierwszy, harmonia trudna do uzyskania. Nie potrafiłaby połączyć ich tak, by zabijały. Jej sumienie na to nie pozwalało. A mimo tego i tak zacisnęła palce na płytce, gotowa w razie potrzeby jej użyć. Zarazem kierowała się w stronę zagajnika, tuż za Strandbrandem. Musieli się śpieszyć...
_________________
Tej gry nikt nie wygrywa.
 
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 06-02-2016, 05:08   

Kiedy Tlilo i Eryk zaczęli uciekać w stronę zagajnika żółwio podobne stworzenie próbowało ich gonić. Było dość szybkie jak na swój rozmiar jednak biegnąc po prostej łatwo było je prześcignąć, gdyż sama masa stworzenia dawała wam przewagę.
Stworzenie dobiegło do zagajnika i zatrzymało się unosząc łeb, sycząc i parskając gniewnie. Widać było, że nie ma ochoty wchodzić między drzewa gdzie jego ostra skorupa łatwo mogłaby utknąć zaklinowane w jednym z drzew. Stworzenie chodziło w tę i z powrotem po na zewnątrz linii drzew patrząc w stronę ludzi łapczywym, głodnym wzrokiem. Parę razy próbowało przecisnąć dziwaczny, trójkątny łeb przez gęstą zaporę drzew, jednak gdy tylko ten się blokował zwierze cofało głowę.
Czuły wzrok badacza jaki posiadała Tlilo nie mógł nie dostrzec ciekawego faktu. Przy jednej z prób dostania się do chroniących się w lesie ludzi żółw uderzył przypadkiem w drzewo długim, skórzastym wyrostkiem zakończonym małymi dziurkami. Swoista antena wyrastała spod pancernych płyt czoła i była wyraźnie nie osłonięta. Gdy tylko bestia uderzyła nią o drzewo cofnęła się sycząc gniewie.
Wyraźnie był to organ czuciowy jakiegoś rodzaju, bardzo wrażliwy na wszelkiego rodzaju bodźce.
Eryk nie miał tyle czasu na zastanawianie się nad potworem, przypomniał sobie jednak, że podobne stworzenia zostały zaprojektowane by bronić zewnętrznych części Obręczy. Miejsc w labiryncie iluzji regularnie odwiedzanych przez Qa, gdzie Cesarskie patrole były rzadkie, a świadome stworzenie z instynktem łowcy i... smakiem, na Qa było bardziej efektywne i wymagające mniejszego zachodu niż miny, które trze było uzupełniać.
Jakim cudem ten stwór znalazł się tak blisko miasta? W trakcie ich hodowli i tresury kładziono wieli nacisk na to by nigdy nie zbliżyły się do elfickich osiedli. To oznaczało, że coś musiało przełamać warunkowanie bestii. Coś bardzo potężnego i zapewne dobrze znającego te tereny.
Ciężko było nie rzucić podejrzliwym okiem na wyraźnie zafascynowaną istotą Qa.
Jednak nie było czasu na wewnętrzne animozje, trzeba było skupić się na poszukiwaniach Dagmary. Zwłaszcza, że przerażająca bestia ze zirytowanym parsknięciem odstąpiła od lini drzew i cofnęła się w stronę miasta szybko znikając z oczu wśród błotnistej ziemi otaczającej ten fragment miasta.
Za fragmentem materiału można było dostrzec odciśnięte w błocie w miarę świeże ślady. I Wergund i Qa podziękowali w duchu bogom za to, że nie zesłali częstego w tych rejonach deszczu, który by zatarł ślady. Oczywiście każde podziękowało za to innym bogom.
Tlilo i Eryk ruszyli śladem odcisków, które czasem całkiem znikały z oczy, by pojawić się kilka lub kilkanaście metrów dalej. Po pewnym czasie dwójka ludzi trafiła skraj zagajnika. Do linii drzew kończącej przedpole miasta było jeszcze dobre sto metrów.
Stojąc na skraju linii drzew wyraźnie dostrzegliście obdartą sukienkę znikającą w gęstwinie. Nieco niepewnie ruszyliście w tamtą stronę obawiając się, że znów spotkacie jakąś nienaturalna bestię. Wyglądało na to, że Zapołudnie, a zwłaszcza Morein roiło się od tego typu przyjemności.
Ku zaskoczeniu obojga ludzi nic takiego się nie stało tym razem.
Weszli w leśną gęstwinę.
Puszcza Morein nie przypominała idealnie uporządkowanych, choć pozornie naturalnych ogrodów Caer, ani baldachimu liściastych dachów żywych wierz. Las był bardzo gęsty, rosnące blisko siebie pnie sprawiały, że ciężko było sięgnąć wzrokiem dalej niż na dwadzieścia metrów. Wszędzie zwieszały się liany i dzbaneczniki, a ściółkę tworzyły dziwaczne rośliny o ostrych liściach i kwiatach o kolorach i woniach od których kręciło się w głowie. Co więcej było tu wiele rzeczek i większych zbiorników wodnych, oraz zdradzieckie, zakamuflowane grzęzawiska, nie wspominając o przerażających magicznych pułapkach, które dosłownie wywracały nieostrożnego przechodnia na lewą stronę.
Nie bez kozery największa armia świata od dwudziestu lat nie mogła rzucić Cesarstwa na kolana.
Choć żadnemu z nich nie podobał się ten pomysł Eryk i Tlilo wiedzieli, że muszą iść dalej. Podążając za śladami natrafili na pierwsze niepokojące znalezisko. Wyglądało to jak stawiane na szybko obozowisko. Niedbały szałas, stare ognisko, dziwacznie uformowane miski.
Nic wielkiego, ale było jednak w tym miejscu coś niepokojącego. Wszystkie gałęzie użyte do budowy szałasu były dziwnie powyginane, choć ciężko było je ocenić na pierwszy rzut oko. W misce były resztki jedzenia pachnące kwiatami i owocami.
Wewnątrz szałasu zauważyliście zwichrowany barłóg, schronienie jednak było na tyle duże i tak postawione by nie dało się całkiem obejrzeć go z zewnątrz.
Przy ognisku ktoś narysował coś w miękkiej ziemi.
W powietrzu dało się wyczuć coś dziwnego. Jakiegoś rodzaju niepokój, który lodowatymi palcami wspinał się po kręgosłupie aż do postawy czaszki gdzie zalegał. Obecny, wyczuwalny, ale wymykający się świadomości, nie dotykający jej w pełni.
Powietrze było ciężkie i zimne.
Był też w nim dziwny zapach.
Woń tropikalnych kwiatów spotykanych w Caer, delikatnych olejków i ciężka woń, która nie dawała się uchwycić, lecz była jasno obecna. Obca.
Oboje ludzi otaczały ciche, poruszajace dźwięki bagien. Szelest liści na wietrze, tupot stóp małego gryzonia w krzakach, przyduszony śpiew nocnego ptaka.
Syk, szelest, szuranie.
Ślady Dagmary urywały się w obozowisku i żadne z poszukiwaczy nie mogło dostrzec następnej wskazówki, następnego odcisku stóp, czy skrawka materiału. Krwi. Czegoś, co poprowadziło by ich dalej.
Tak Tlilo jak Eryk mieli wrażenie, że słyszą ciche nucenie dobiegające z krzaków.
Ale był to tylko cichy śpiew ptaka.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Powój 
Villsvin
Rozwydrzona


Skąd: Z bajorka
Wysłany: 06-02-2016, 12:25   

Umysł badacza miał to do siebie, że dostrzegał różne rzeczy których inni nie rejestrowali. To tak jakby twój umysł działał na dużo większych obrotach wszędzie doszukując się ciekawych szczegółów i ignorując dostępne ogólniki. W warunkach laboratoryjnych oczywiście było to nad wyraz przydatne, żadnych zmutowanych żółwi chcących cię zjeść czy też głodnych grzęzawisk chętnych do wciągnięcia w odmęty wody.
W taki właśnie sposób dostrzegła u żółwia czuły punkt. A potem gdy dotarli do prowizorycznego obozowiska, skupiła się na zarejestrowaniu szeregu detali ignorując ogół znaczenia. Prowizoryczne miski, barłóg w szałasie, nawet ognisko. Wszystko stworzone tak aby mieszkać. Ale...
Miała wrażenie, że przed oczami przewijają jej się wszystkie opisy badań które prowadzili w ośrodku Ainquteihata. Legowisko. Dagmara tworzyła legowisko.
O ile się nie myliła, a teraz miała nadzieję, że się myli.
Dała sygnał Strandbrandowi, żeby nie podchodził do ogniska i sama ostrożnie sprawdziła to co ktoś próbował rysować w ziemi. Jeśli mieli pecha, to wpadli w pułapkę. No chyba, że Dagmara nie skończyła jeszcze pracy nad leżem, co byłoby iskierką nadziei w tym co tu się dzieje.
Tyle, że w takim razie dziewczyny nie można było określić mianem człowieka. Tego się obawiała.
Ale gdzie podziała się dziewczyna? Mimowolnie spojrzała do góry, jakby spodziewając się, że Stranbrandówna spadnie jej na głowę z której gałęzi.
_________________
Tej gry nikt nie wygrywa.
 
 
 
Strandbrand 
Żywa Tarcza


Skąd: Trzyciąż (Taka wieś w Wergundii)
Wysłany: 07-02-2016, 18:34   

W momencie gdy bestia postanowiła ich zostawić, odetchnął z ulgą. Nie często bywało by uciekał z pola walki ale w tym momencie wiedział że była to dobra decyzja.
Głupia gadzina.
Zagłębili się w gęsty las, szukając tropów albo znaków że Dagmara tędy przechodziła. Z czasem trafili do jakiegoś obozowiska. Pierwszym co przyszło Erykowi do głowy, był fakt że było to obozowisko Qa.
Qa tak blisko miasta? No bez jaj. Najpierw tunel, teraz to...
Jako że Eryk więcej czasu w ciągu ostatnich 15 lat spędził w terenie lub w którymś z fortów niż w samym Caer, mógł teraz tylko narzekać na opieszałość oddziałów miejskich. Podkopy pod murem, nieoczyszczone przedpole. Jeden z tych wielkich żółwi, które jak teraz sobie przypominał kręciły się po zewnętrznym kręgu Obręczy, w jakiś sposób dostał się pod same mury. Obozowisko jakiegoś zwiadu Qa. Aż dziw że największa armia świata od dwudziestu lat nie mogła rzucić Cesarstwa na kolana.
Po chwili jednak musiał przyznać, że na standardowe obozowisko Qa to nie wyglądało. Zbyt prowizoryczne. No i, gdyby to był prawdziwy zwiad Qa, z jednego z ich cholernych plemion to nie zostawiliby tego obozowiska. Zbyt często załoga Estel miała informacje o obozie Qa, by po przybyciu na domniemane miejsce, zastać pustkę i stan naturalny Morein. Tylko najlepsi tropiciele potrafili wtedy stwierdzić, że faktycznie jakiś obóz się tam znajdował, ale został doskonale uprzątnięty.
Tlilo kazała mu zostać na miejscu, a sama ostrożnie przypatrywała się dziwnemu obozowi. Eryk nie bardzo mając dużo do zrobienia, zdjął tarczę z pleców. Chociażby spotkanie z żółwiem przed chwilą pokazało, że nigdy nie można czuć się zbyt pewnie na południu. Rozglądał się wśród gęstych gałęzi i listowia, jakby oczekując że kolejny zabójczy gatunek z tych terenów zaraz na nich wyskoczy.
_________________
Pengantar - Eryk Strandbrand, uciekinier z Wergundii zarabiający na życie jako łowca głów.
III Turnus 2014 - Eryk Strandbrand, łowca głów pracujący jako ochroniarz Octavia Lecorde (Który Octaviem wcale nie był... to dłuższa historia)
Nelramar - Kaldel Strandbrand, magnifer czerwonego tymenu patronujący negocjacjom nad zawieszeniem broni.
II Turnus 2015 - Callan dar Strandbrand, Paladyn z łaski Modwita, działający pod przykrywką jako członek smoczej kompani. [*]
Epilog 2015 - Duch Callana dar Strandbranda, paladyna walczącego z Qa nawet po śmierci
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 12-02-2016, 02:32   

Kiedy Eryk został z tyłu by zabezpieczyć teren Tlilo weszła głębiej do obozu z chęcią przyjrzenia się detalom tego prowizorycznego schronienia. Myśli galopowały w głowie Qa niczym stado dzikich Norimów przez bagna gdy zbliżała się do obozu.
Badaczka omiotła obozowisko szybkim spojrzeniem. Coś było nie tak w kształtach przedmiotów użytkowych i szałasu. Jakby ten kto je tworzył nie potrafił ocenić swojej siły, lub miał zdeformowane ręce uniemożliwiajcie precyzyjną pracę. Tyczki szałasu były pokrzywione, połamane w paru miejscach. Miski były nieforemne.
Szybki rzut oka na otoczenie pozwolił jej zdefiniować być może najbardziej zabójczą i najważniejszą rzecz w całym obozie. Znaki wyrysowane na ziemi. Czym mogły być?
Zaklęciem?
Planem czegoś?
Ostrzeżeniem?
Wszystkie te tezy przelatywały przez umysł badaczki jednak prawda okazała się zupełnie inna. To co znalazła Tlilo nie pasowało do żadnego z jej wcześniejszych domysłów. W ogóle nie pasowało do reszty rzeczy jakie znaleźli w obozowisku.
W miękkiej ziemi bagna widniały wyrysowane obrazki i słowa.
Wysoka postać z wyraźnie zaznaczonymi długimi uszami i podpis "elf"
Prosty szkic budynku z dymem wychodzącym z komina z podpisem "dom"
Szkic mężczyzny z mieczem i tarczą opatrzony podpisem "wróg"
W ziemi były ślady podobnych rysunków, które zostały już zatarte przez deszcze i wilgoć. Nieopodal leżał patyk z pewnością służący do tworzenia rysunków.

Stojący nieco dalej Eryk bacznie przypatrywał się ziemi dookoła, gałęziom drzew i ścieżkom między roślinnością. Wiele razy został już zaskoczony na tych ternach i nie zamierzał by znów dać się podejść.
W pewnym momencie Wergund zauważył coś na krawędzi wzroku.
Wyglądała to jak para oczu, błyszczących, ale ludzkich.
Kiedy tylko wojownik obrócił się by spojrzeć w tamtym kierunku oczy, czy cokolwiek to było, zniknęły. Jednak kiedy wpatrywał się w tamtym kierunku Eryk czuł lekkie szumienie w głowie, niczym odległy, niezrozumiały szept.
Jednak już chwilę później jego uwaga została znów odciągnięta. Kiedy Tlilo badała wzory przy ognisku Wergund usłyszał trzask łamanego drewna połączony z przytłumionym hurgotem przesuwanej ziemi. Nie był w stanie określić skąd dochodził dźwięk, ale na pewno go słyszał.
Chwilę później dźwięk znów się pojawił. Tym razem był głośniejszy, a więc to co go wydawało zapewne było coraz bliżej.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Strandbrand 
Żywa Tarcza


Skąd: Trzyciąż (Taka wieś w Wergundii)
Wysłany: 13-02-2016, 23:46   

Gdy odwracał głowę w kierunku błyszczących w ciemnościach oczu, miał dwa podejrzenia. Z jednej strony spodziewał się że z ciemności zaraz wyłoni się Dagmara, i wyjaśni mu co tu się dzieje. Może przeprosi za swoje zachowanie, wyjawi że inaczej nie mogła. Z jakiegokolwiek powodu. A potem wrócą do domu, i wszystko będzie w porządku. Pożegna się grzecznie z Tlilo dziękując za pomoc.
Z drugiej strony, doświadczenie i przykład z ostatnich... nawet nie miesięcy, z ostatnich lat podpowiadały mu że czające się w ciemności punkciki oznaczają niebezpieczeństwo, i że niedługo będzie zmuszony po raz kolejny walczyć o przetrwanie w obliczu przeciwności losu, przeciwko którym niejedni już towarzysze Eryka żegnali się z życiem. Do tych przeciwności losu zaliczał głównie wojowników Qa oraz zwierzęta i potwory żyjące na tych obszarach, chociaż elfy trzymające z Qa też mogły się tutaj pojawić.
Zanim jednak mógł się przekonać co obserwowało go z mroku, punkciki zniknęły. Zastanawiając się czy to dobry czy zły znak - pewnie zły, znając Moreinn - początkowo nie zdawał sobie sprawy, że... odczuwa? słyszy? niewielkie szumienie, gdzieś na granicy umysłu. Zdążył tylko zdać sobie sprawę że coś takiego istnieje, gdy trzask łamanej gałęzi zniszczył jego koncentrację.
Czyli znikające oczy były złym znakiem.
Sięgnął do miecza. Rozglądał się, próbując dociec z której strony rozległ się dźwięk lecz zbyt go zaskoczył by mógł określić kierunek. Zrezygnowany spojrzał w stronę Tlilo, zastanawiając się czy Qa również to słyszała. Wydawała się pochłonięta dziwnym obozowiskiem więc Eryk podszedł powoli i powiedział cicho:
-Coś słyszałem, w puszczy. Trzas...
Nie dokończył zdania, gdyż kolejny, bliższy dźwięk rozległ się wśród drzew. Tym razem był pewien że i Qa go usłyszała, nie musiał więc dalej mówić o co chodzi.
Rozejrzał się prędko po okolicy, szukając nie źródła dźwięku, lecz schronienia. Wydało mu się że dostrzegł niedaleko gęstą kępę wysokich krzewów rosnących w dżungli - posiadały bardzo giętkie gałązki, co pozwalało bez problemu i bez przesadnego hałasu ukryć się pośród nich. I można z nich obserwować polankę z obozowiskiem. Wskazał Tlilo wyciągniętym mieczem tą kępę. Podejrzewał że Qa nie preferuje walki, więc miał nadzieję że skieruje się do kryjówki.
-Idź kryj się.
Zaś Eryk? On został na miejscu. Nie był dobry w chowaniu się, i miał nieco dość tych podchodów. Pora przekonać się, do kogo faktycznie należy obozowisko. Bo podejrzewał że tylko właściciel może zachowywać się tak głośno w tym regionie - wie że ma tutaj kryjówkę i nie spodziewa się gości, więc czuje się bezpiecznie. Tak więc Eryk stał, z wyciągniętym mieczem i tarczą na środku obozowiska, oczekując spotkania z domniemanym właścicielem obozu.
_________________
Pengantar - Eryk Strandbrand, uciekinier z Wergundii zarabiający na życie jako łowca głów.
III Turnus 2014 - Eryk Strandbrand, łowca głów pracujący jako ochroniarz Octavia Lecorde (Który Octaviem wcale nie był... to dłuższa historia)
Nelramar - Kaldel Strandbrand, magnifer czerwonego tymenu patronujący negocjacjom nad zawieszeniem broni.
II Turnus 2015 - Callan dar Strandbrand, Paladyn z łaski Modwita, działający pod przykrywką jako członek smoczej kompani. [*]
Epilog 2015 - Duch Callana dar Strandbranda, paladyna walczącego z Qa nawet po śmierci
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 23-02-2016, 03:12   

Na głośny trzask Tlilo podnioła zaalarmowana głowę znad oglądanego w tej chwili znaleziska. Rozejrzała się lekko spłoszonym wzrokiem analizując dźwięk i porównując go z wcześniej zasłyszanym żółwio - potworem. Obawiała się, że bestia wróciła po swoją zdobycz.
Jednak to było coś innego, coś mniejszego...
Eryk kazał jej się ukryć wskazując pobliską kępę roślinności. Nie zamierzała protestować, zresztą w razie nagłej potrzeby wciąż mogła stamtąd działać. Ścisnęła mocniej jedną z pokrytych magicznymi wzorami tabliczek. Jej energia powoli spłynęła wzdłuż jej kości przyjemnym mrowieniem. Dotyk magii, dotyk samych Opiekunów, uspokajał i upewniał. Sprawiał, że czuła się bezpieczna.
Zanim ukryła się w zaroślach podeszła szybko do Eryka i tak cicho jak tylko mogła szepnęła mu na ucho :
- To coś jest mniejsze, nie większe od rosłego mężczyzny.
Po czym szybko schowała się we wskazanych krzakach i bacznie obserwowała otoczenie.

Eryk skinął uzdrowicielce na potwierdzenie, że słyszał i stanął w pozycji na środku obozowiska, gotów przyjąć cokolwiek co wynurzy się spomiędzy drzew. Powoli trzask zbliżał się do czekającego wojownika. Nasłuchując Eryk zaczął się zastanawiać jaką siłę ma człowiek, który może łamać coś z takim trzaskiem.
Zwłaszcza, że sądząc po dźwięku był pewien, że łamane konary były co najmniej grubości jego ramienia. Ze znanych mu humanoidów tylko Ulundo Kamienia i niektórzy Orkowie posiadali podobną siłę. Spotkał się już z Orkami na tym terenie, ale nie sądziłby, któryś z nich zapuścił się tak blisko Caer.
Zaś jedyni Ulundo w okolicy walczyli w obronie miasta i raczej nie zapuszczali się po za mury by zakładać niedbałe obozowiska.
Eryk czekał, a dźwięk narastał.
Wojownik czuł jak stróżka słonego potu zaczęła cieknąć mu po skroni.
Dźwięk był już bardzo blisko.
Naglę głowę Eryka rozdarł silny ból, który promieniował na kręgosłup. Słyszał, czy może raczej czuł wszechogarniające szepty. Tysiące cichych głosów złożone w jeden, obezwładniający, nie mający żadnego sensu krzyk. Wergudn czuł jak jego ciałem trzęsą fale dreszczy, ale się nie zachwiał. Walczył już przy dużej utracie krwi, walczył, gdy w jego żyłach krążyła trucizna.
Ból głowy go nie pokona.
Wtedy dostrzegł oczy w ciemności. Te same co przed chwilą.
Ułamek sekundy później oczy zniknęły, a z miejsca, w którym dostrzegł je Eryk, wystrzelił zabójczo szybki kształt. Tak szybki, że mężczyzna nie mógł dostrzec konturów. Instynktownie zasłonił się tarczą przed potężnym ciosem, który zachwiał lekko jego postawą. Później nadeszło kolejne uderzenie i jeszcze jedno.
Eryk wychwycił tarczą ostatni cios, lecz jego siła odepchnęła mężczyznę i posłała go kilka niepewnych kroków do tyłu. Stojąc dalej od napastnika mógł go lepiej obejrzeć.
Szybko pożałował tego stanu rzeczy.
Adwersarz był przerażający. Zgarbiona postać miała bladą, poszarzałą skórę pokrytą serkami blizn i otwartych ran. Co więcej w wielu miejscach rosły ostre, rogowe łuski. Stwór miał długie ręce, zbyt długie jak na człowieka. Na ramionach były niewielkie łuski, których rozmiar zwiększał się wzdłuż ręki, aż do zdeformowanych, pokrytych ostrymi łuskami dłoni, których końcówki palców zmieniły się w szpony. Dłonie były zdecydowanie zbyt duże by zapewniały manualną sprawność, co tłumaczyło wygląd przedmiotów w obozie.
Stwór ubrany był w długą, ciemną, kobiecą suknię, wyraźnie za małą. Ubranie zostało rozcięte na wysokości bioder po obu stronach by zapewnić większą swobodę ruchów. Do sukni został doszyty obszerny kaptur, spod którego opadały długie, ciemne włosy o niemożliwym do określania w półmroku kolorze. Całe ubranie nosiło oznaki znoszenia, ale i zadziwiającej troski. Było dość czyste jak na warunki Morein, a wszelkie rozdarcia były pieczołowicie zaszyte starannymi, kolorowymi łatkami.
Najdziwniejszym elementem wyglądu istoty była jasno błękitna wstążka zawiązana w pasie stworzenia na misterną, ozdobną kokardę.
Eryk miał niejasne wrażenie, że widział tak tę suknię jak wstążkę, ale nie miał czasu teraz nad tym myśleć.
Stworzenie zarzuciło kilka razy głową lustrując obozowisko. Gdy dostrzegło porozrzucane przez Qa i Wergudna naczynia oraz częściowo starte przez cofającego się Eryka rysunki przy ognisku uniosło ręce i na tyle, na ile pozwalały na to szpony złapało się za głowę. Zaczęło wyć, żałośnie, przeciągle.
- Moooo... MOOOjEEeee!! – krzyknęło rzucając się w kierunku Eryka, głos był niski, głęboki i zniekształcony, nienaturalny, ale zdecydowanie kobiecy.
Istota była przerażająco szybka. Dzielący ją od Eryka dystans pięciu metrów przesadziła jednym susem ledwie dając mężczyźnie czas na reakcję. Skacząc uniosła ostre jak brzytwa, wiele szpony by ciąć oboma na raz ukośnie znad głowy w kształt litery „x”.
Celowała w głowę i pierś Wergunda, który widział w swoim życiu dość starć, by wiedzieć, jak dewastujące będzie dla jego tkanki spotkanie z potężnymi pazurami. Możliwe było, że bestia jednym ciosem rozerwie jego ciało na strzępy. A nawet jeśli to nie nastąpi, jej cios mógł rozpruć organy wewnętrzne Eryka i skazać go na powolną, bolesną śmierć z utraty krwi.
Szumy i szepty w głowie mężczyzny nasiliły się wybijając go z rytmu, burząc koncentrację, nie pozwalając się skupić na walce. Eryk nie rozumiał szeptów, ale czuł czego od niego chcą. By odstąpił, by złożył broń, by nie robił nic złego pokracznej, zgarbionej bestii.
Przez chwilę Wergudn poczuł nawet delikatne ciepło w sercu i wyrzut, że unosi broń przeciw... temu potworowi. Wojownik zwalczył narastającą w nim niechęć do starcia, przez chwilę wyparł część szeptów.
Musiał skupić się na przeciwniku.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Strandbrand 
Żywa Tarcza


Skąd: Trzyciąż (Taka wieś w Wergundii)
Wysłany: 23-02-2016, 18:31   

Gdy pierwsze raz zobaczył co przed nim stoi, podziękował sobie w duchu noszenia srebrnego noża przy pasie. Nie będzie całkiem bezbronny jeśli okaże się że potworność jest wrażliwa na srebro.
Jednak im bardziej przyglądał się przeciwnikowi, tym bardziej jego głowę zajmowała jedna myśl.
Dlaczego zawsze muszę się natykać na najokropniejsze potwory? Co ja jestem łowca?! Nie do tego mnie szkolili.
Prędko i ona wyparowała z głowy, gdy wrzask stworzenia rozdarł puszczę i rzuciło się ono w jego kierunku. Pozostało samo praktyczne myślenie, jak przeżyć w walce. Potężne szpony celowały w górną część ciała Wergunda. Zaś on walczył nie tylko z fizycznym zagrożeniem, ale również z tajemniczymi szeptami które nachalnie atakowały jego myśli.
Proste przekazy zaczęły docierać do jego głowy. Nie walcz. Nie atakuj. Zostaw to w spokoju.
Prędko potrząsnął głową, jakby chcąc wyrzucić głosy w umysłu gwałtownym ruchem. Walczył w naprawdę wielu warunkach, nawet pod wpływem ataku psionicznego. I wtedy też czuł się podobnie.
Doświadczenie i wrodzone zaparcie pozwoliły na chwilę odsunąć od siebie szepty. Musiał działać. Widział jak stworzenie leci w jego kierunku, gotowe pociąć go na kawałki z pomocą swych szponów. Czuł już ich siłę na własnej tarczy, widział że zrobiły w niej bruzdy. Nie mógł na razie liczyć na atak.
Eryk zasłonił się tarczą, bardziej w odruchu niż celowym działaniu, osłaniając głowę i tors. Następnie już z jakimś planem przykucnął, oczekując na idealny moment do wykonania zaplanowanego manewru. Czując że nadeszła odpowiednia chwila zaparł się ciężko na tarczy którą poniósł nad głowę, wyłapując ciężar lecącego potwora i przerzucając go za siebie. Masywny wojownik nie miał problemu z przerzuceniem mniejszego i szczuplejszego od siebie potwora. Gdy tylko z tarczy uszedł cały ciężar, natychmiast się odwrócił, gotów przejść do kontrataku i uderzyć mieczem zdezorientowanego stwora.
_________________
Pengantar - Eryk Strandbrand, uciekinier z Wergundii zarabiający na życie jako łowca głów.
III Turnus 2014 - Eryk Strandbrand, łowca głów pracujący jako ochroniarz Octavia Lecorde (Który Octaviem wcale nie był... to dłuższa historia)
Nelramar - Kaldel Strandbrand, magnifer czerwonego tymenu patronujący negocjacjom nad zawieszeniem broni.
II Turnus 2015 - Callan dar Strandbrand, Paladyn z łaski Modwita, działający pod przykrywką jako członek smoczej kompani. [*]
Epilog 2015 - Duch Callana dar Strandbranda, paladyna walczącego z Qa nawet po śmierci
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 01-03-2016, 16:49   

Eryk przygotował się by odeprzeć nacierającą potworność, przykucnął zapierając się na tarczy. Miał plan. Musiał zdekoncentrować stworzenie, wykorzystać jego impet i niewielką wagę przeciw niemu. Kiedy tylko znajdzie się tam gdzie, Wergund planował będzie mógł zaatakować.
Jednak bestia miała na ten temat inne zdanie.
Przez kilka pierwszych sekund była zaskoczona faktem, że jej nogi oderwały się od ziemi i znalazły w powietrzu, jednak szybko zaadaptowała się do sytuacji. Czymkolwiek było to coś było bardzo bystre i świadome własnych zdolności. A było przerażająco szybkie.
Kiedy stworzenie znalazło się na tarczy zaczęło obracać swoje ciało, wbiło długie szpony w górną część tarczy. Ostre pazury przebiły się na drugą stronę niemal docierając do twarzy zdezorientowanego Eryka. Zanim wojownik zdołał zareagować istota wykorzystała zakotwiczoną w tarczy rękę i własny pęd, obróciła się w powietrzu, szarpnęła ręką uwalniając ją z tarczy i spadła na plecy Eryka uderzając go obiema stopami.
Wergund stracił równowagę i wylądował twarzą w miękkiej, cuchnącej ziemi Morein. Połknął garść błota w procesie. Jednak zdecydowanie nie to było najgorsze. Potworność siedziała na jego plecach okrakiem, co prawda była zbyt mała i za lekka by przytrzasnąć ręce wojownika jednak wciąż mogła zadać mu kilka poważnych ciosów.
Z dzikim, zdumiewająco wysokim piskiem potwór uderzył kilka razy w plecy Eryka. Pierwszym ciosom towarzyszył dźwięk rozrywanego metalu, kółka kolczugi Eryka pękające pod ciosami pokracznie wielkich szponów.
Później dźwięk metalu ustał, zastąpiony ohydnymi mlaśnięciami rozszarpywanego ciała.
Ból spływał powoli wzdłuż kręgosłupa do głowy wojownika. Niczym słup zimnego metalu pnący się wzdłuż ciała. Rany piekły, a ból promieniował na całe ciało. Adrenalina robiła swoje powstrzymując uczucie przed staniem się nieznośnym, pozwalała dalej działać. Dzięki niej Eryk wiedział, że będzie miał siłę wstać, ale będzie musiał działać szybko. Jeszcze kilka ciosów i rany będą zbyt poważne, zbyt głębokie, by mógł dalej działać.
Na szczęcie dla Wergudna istota zeskoczyła z jego pleców i stanęła znów przed nim. Wyglądało to jakby czytała jego myśli i obawiała się, że Eryk spróbuje walki w parterze, przy zabawnie delikatnej budowie stworzenie nie miałoby zbyt wielkich szans na wygranie z przypominającym niedźwiedzia wojownikiem.
Tarcza i miecz Eryka leżały tuż obok, wystarczyło tylko po nie sięgnąć i zmusić się do wstania i być może będzie mógł jeszcze wygrać to starcie.
Jednak kiedy tylko o tym pomyślał szepty nasiliły się.
Przestały być łatwym do pominięcia szmerem, a stały dość głośnym szumem, jakby ten, kto mówił stał niedaleko Eryka i normalnie z nim rozmawiał. Głosy wciąż były niezrozumiałe i nie do rozróżnienia, ale wyraźniej stały się bardziej agresywne, nachalne. Eryk mimowolnie zaczął się w nie wsłuchiwać, wyłapując urywki zdań.
- Intruz... Intruz... Intruz...
- Zostaw... Odejdź...
- Moje, nie dotykaj, MOJE!
- Krzywdziciel... Krzywdziciel...
- Nie chcę cię tu NIE CHCĘ!
- Po co przyszedłeś?
- Nie chcę...
- Zabijać... Bez sensu...
Eryk nerwowo potarł oczy i czoło, jak człowiek, który stara się wyrzucić z głowy koszmar. Pomogło na chwilę.
Istota krążyła po obozowisku, obchodząc powoli Wergudna, patrząc się na niego jak drapieżnik na swoją zwierzynę, w każdej chwili gotów zaatakować. Sądząc po jej prędkości Eryk będzie miał ułamki sekund by zareagować, a nawet jeśli mu się uda była dość silna by złamać drzewo grubości jego ramienia.
Potwór czekał na ruch wojownika.

Tymczasem siedząca w krzakach Tlilo miała doskonały widok na starcie, uważnie oglądała walkę Eryka z dziwacznym stworzeniem, próbując znaleźć w swojej głowie coś, co przypominałoby podobne stworzenie.
Z rezygnacją stwierdziła, że nie kojarzy niczego podobnego.
Zastała więc obserwacja i późniejsze skatalogowanie nowoodkrytej kreatury. Morein było doprawdy kopalnią dziwactw, od elfów mieszkających wewnątrz domów zrobionych z żywych drzew, przez elfy modyfikujące lokalną i tak zabójczą florę i faunę by była jeszcze bardziej zabójcza, piękne żaby drzewne, których jad wystarczyłby na zabicie małej wioski, rośliny zjadające zwierzęta, elfy jeżdżące na wielkich jeleniach, po humanoidalne potwory.
Kiedy się nad tym zastanowić, elfy były zdecydowanie najdziwniejszą, najgroźniejszą, a zarazem najbardziej skorą do współpracy częścią bagien. Chore miejsce, jak plemię Aligatora w ogóle tu wytrzymuje?
Tlilo z zapartym tchem obserwowała nierówną walkę człowieka i bestii, która wcale nie różniła się tak znacznie od niego. Qa nasłuchiwała otoczenia, uważając na każdy dźwięk, w końcu kto wie co jeszcze mogło czyhać w tych chaszczach.
I czy ta bestia była jedyną w tej okolicy, w końcu mogły być stadne. Ta myśl spłynęła po skroni Tlilo w postaci kropli zimnego potu.
Dziewczyna miała czas wrażenie, że ktoś ją obserwuje, ale ilekroć rozglądała się w poszukiwaniu domniemanego obserwatora nie dostrzegła nic, oprócz nocnego bagna. Kilka razy miała wrażenie, że dostrzega jakiś ruch bardzo daleko w lesie, ale było zbyt ciemno by móc stwierdzić, czy nie było to tylko przywidzenie.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Strandbrand 
Żywa Tarcza


Skąd: Trzyciąż (Taka wieś w Wergundii)
Wysłany: 04-03-2016, 00:37   

Kombinacja szponów które przeorały jego plecy oraz przeklętych głosów rozlegających się na granicy pojmowania wywołały jedyną słuszną w danej chwili reakcję. Gdyby nie to że Wergund miał usta zapchane błotem w które wylądował pewnie kląłby teraz niczym przykładny akwirgrański szewc. Zadowolił się układaniem wiązanek w swoich myślach.
Z trudnością, podpierając się swoją tarczą wojownik powstał. Rzucił ukradkowe spojrzenie w kierunku krzaków w których powinna przesiadywać Tlilo. Mógł się założyć że Qa już dawno uciekła, zostawiając go na pastwę losu. Lata walki z jej ludem oraz jej dotychczasowe zachowanie oczywiście podpowiadały co innego, ale sytuacja nakłaniała do przyjmowania najczarniejszych scenariuszy.
Nie licząc na jej pomoc, skupił się na stojącej przed sobą potworności. Nieco utrudniały mu to nasilające się w umyśle głosy. Wiedział że długo nie pociągnie. Wykrwawiał się z ran na plecach, żłobienia w tarczy nie napawały optymizmem. Adrenalina była jedyną rzeczą która utrzymywała go na nogach, a te cholerne głosy w głowie nie pozwalały się skupić. Czuł się jakby zwariował.
Musiał działać. Skupił się żeby wyprzeć obecność z umysłu. Nie żeby posiadał taką moc, ale wydawało mu się że na chwilę osłabły. Chciał działać póki mógł.
Nie zapomniał nawet na chwilę o łańcuszku i amulecie, zwisającym pod jego koszulą i kubrakiem. I wiedział że był to moment gdy musiał go wykorzystać. Prezent od Aldei, naszyjnik nasączony jej magią uzdrawiającą.
Postanowił zaczekać na odpowiedni moment. Stwór krążył powoli wokół niego, obserwując i czekając co zrobi. Eryk poprawił uchwyt na tarczy, i zacisnął mocniej miecz. Przybrał postawę bojową, co nie było łatwe gdy jego plecy wrzeszczały w bólu. Widział że jego ruch wzbudził w niej ostrożność i agresję. Wyglądało jakby szykowała się do kolejnego skoku... a może podejścia do niego? Nie mógł ocenić. Stworzenie wydawało mu się bardzo nieprzewidywalne.
Utrzymywał iluzję, jakoby rany były jego końcem. Uśpić czujność bestii, zbliżyć się na odległość ciosu gdy będzie myśleć że wergund jest skończony. Nie żeby udawanie tego było trudne, cięcia na plecach naprawdę były bolesne. Ale wydawało się że chwyciło przynętę. Zbliżało się do Wergunda, z wyciągniętymi szponami i gniewem w oczach. Prawie spodziewał się że zaraz znów na niego zawrzeszczy.
Zgięta postawa i zbolały wyraz twarzy w końcu doprowadziły do nieuniknionego. Uparty Wergund, nie chcący rzucić swej broni sprowokował bestię. Może bezczelnym spojrzeniem, może samym swoim wyglądem. Nie wiedział. Ale dostrzegł, że bestia zbiera się do kolejnego susa w jego stronę. Na chwilę przed tym gdy odbiła się od ziemi, Wergund wypowiedział słowa, po których moc naszyjnika miała się uaktywnić.
-Zielony Vekowar.
Dosłownie poczuł jak rany na plecach się zrastają. Zamiast tępego bólu promieniowały kojącą energią. Mógł dostrzec że amulet naprawiał nie tylko jego plecy. Zadrapania, małe nic nie znaczące rany na ramionach i dłoniach również zniknęły jak ręką odjął. Ból ustał, pozwalając mu działać.
Wraz z wypowiedzeniem przez niego słów o których mówiła mu Aldea, bestia skoczyła w jego kierunku. Może i potrafiła szybko poruszać się nawet i na jego tarczy, ale zmienić toru lotu w jego trakcie na pewno nie potrafiła. Z tą myślą w głowie i z nową energią pochodzącą od zaklęcia amuletu, Eryk zupełnie zaskoczył stwora, gdyż zamiast boleśnie próbować odeprzeć atak swoją tarczą, Wergund z wigorem odskoczył na bok, zamachnął się swoim mieczem na przelatującą przed nim sylwetkę, zanim ta wylądowała. Miał zamiar co najmniej odpłacić jej tym samym co ona uczyniła jemu.
_________________
Pengantar - Eryk Strandbrand, uciekinier z Wergundii zarabiający na życie jako łowca głów.
III Turnus 2014 - Eryk Strandbrand, łowca głów pracujący jako ochroniarz Octavia Lecorde (Który Octaviem wcale nie był... to dłuższa historia)
Nelramar - Kaldel Strandbrand, magnifer czerwonego tymenu patronujący negocjacjom nad zawieszeniem broni.
II Turnus 2015 - Callan dar Strandbrand, Paladyn z łaski Modwita, działający pod przykrywką jako członek smoczej kompani. [*]
Epilog 2015 - Duch Callana dar Strandbranda, paladyna walczącego z Qa nawet po śmierci
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 13