Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Gra
Autor Wiadomość
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 16-01-2016, 01:50   Gra

O Leth Caer moglibyście powiedzieć wiele rzeczy. Było ucieleśnieniem przeciwnika. Synonimem oporu przeciw waszym staraniom i cierniem w boku dla tych, którzy podbili świat. Jednak mimo to było piękne, zwłaszcza dla was.
Architektura Caer u swej podstawy przypominała budowle Aetnhil jedna rozwinięto ją w innym kierunku. Smukłe wieże i domy przypominały zwykła zabudowę. Lekkie miałe ściany pokryte były zawiłymi wzorami misternych plecionek i płaskorzeźb, w które idealnie wkomponowano ostrołukowe framugi okien. Przypominało to nieco budownictwo ludzi skrzyżowane z elficką sztuką i poczuciem piękna.
Jednak budowle znacznie różniły się od ludzkich faktem bycia żywymi organizmami. Wspaniałe arkady pałaców i wierz były korzeniami namorzynowymi, białe ściany nie były pokryte tynkiem zaś korą, a dachy tworzyły kopuły z jesiennych liści. Najwyższe wierze miasta miały pod swoimi hełmami rozłożyste korony, które tworzyły nad miastem przepiękny, bordowo, złoty baldachim.
Miasto poniżej przecinała gęsta sieć kanałów nad którymi rozpięto liczne mostki. Wiele z nich łatwo dawało się zniszczyć by uniemożliwić wrogowi skorzystanie z nich. Inne można było podnieść by zagrodzić przeciwnikowi drogą i jednocześnie stworzyć proste umocnienia. Po kanałach snuły się niewielkie łódeczki, zaś uliczkami na brzegach szli mieszkańcy miast oraz patrole straży.
Mieliście dobry widok na miasto z przydzielonej wam rezydencji. Cesarstwo ponownie nawiązało stosunki dyplomatyczne z Aenthil, co zdecydowanie ułatwiło wam działanie w obrębie silnie strzeżonej stolicy. Oczywiście po ostatnich atakach Qa sytuacja stanęła nieco pod znakiem zapytania. Jednak chwilowo uzyskane zawieszenie broni było dla was dobre.
Wciąż było wiele rzeczy do zrobienia.
Nie można było pozwolić, by Clovis pozostał w rękach sympatyków północy, do jakich na pewno nadal należał w sercu Elidis. Zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach.
Wasz cel był dobrze ukryty w bezpiecznym laboratorium, jednak wszędzie można się dostać. Zwłaszcza, że wkrótce w wasze ręce miała zostać dostarczona pewna istotna przewaga.

Nie byłaś pewna dokąd idziecie. Podali ci coś, przez co ciężko było ci się skoncentrować. Obraz mijanych budynków i ulic prześlizgiwały ci się przez świadomość nie pozostawiając w niej śladu.
Musiałaś iść. Nie mogąc zebrać siły, by się oprzeć musiałaś iść.
Gdzieś w głębi świadomości walczyłaś, starałaś się wyrwać od wpływu mikstury, przypomnieć sobie słowa, które kiedyś dawały ci siłę w takich momentach.
Bogini...
Wieniec z gwiazd dwunastu...
Zostań z nami...
Zostań...
Aż do końca...
Nie mogłaś ułożyć słów. Prowadził cię człowiek, któremu ufałaś, człowiek z którym przyszłaś tutaj, tak daleko od kraju. Ernest, wyłuskanie jego imienia z galopującej pamięci nie było aż tak trudne jak sądziłaś.
Wreszcie zatrzymaliście się gdzieś, ciężko było ci rozpoznać miejsce. Słońce chyliło się już ku zachodowi i miasto pogrążało się w mroku.
Wydawało ci się, że byliście gdzieś nieopodal murów miejskich, ale mogłaś się mylić. To nie było trudne w tej chwili.
Ernest położył ci ciężką rękę na ramieniu kiedy zaczęłaś odzyskiwać normalne widzenie świata. Przed tobą stało trzech elfów. Jednym z nich był wysoki Tulia którego widziałaś na balu. Obok niego stało dwóch elfów których nie znałaś. Jeden wyraźnie należał do kasty wojowników. Ohtat, czy jakoś tak. Drugiego ciężej było ci rozpoznać, ale pas z fiolkami i obszerna torba, z której wystawały jakiegoś rodzaju rośliny podpowiadały ci, że masz zapewne do czynienia z alchemikiem.
I Toruviel.
Elfka skrywała połowę twarzy za maską o perłowej barwie i idealnie gładkiej powierzchni. Dobrze wiedziałaś, że kryje pod nią blizny, które będzie nosić do końca życia. Blizny pozostawione przez jej dawnego mistrza, u którego jest teraz w gościnie.
A który cię zdradził w imię wyższych celów.
Jakże urocze jest życie.
Poruszyłaś rękami próbując się uwolnić, jednak z żelaznych kajdan nie tak łatwo było się uwolnić.

Miejsce przekazania więźnia było niedaleko murów miejsce, w uliczce otoczonej przez wysokie mury wież. Wasz kontakt pojawił się punktualnie i miał ze sobą to, co wam obiecał.
Ylva Darren.
As wywiadu Styryjskiego, wróg numer jeden szamanki oraz Lomin’yaro.
Wreszcie była w waszych rękach. Ten niezwykle cenny łup mógł wam potencjalnie otworzyć wiele drzwi, włącznie z tymi prowadzącymi w głąb struktur SSW i do miejsca gdzie znajdował się Wergund.
Jednak zanim mogliście ją wykorzystać należało wyprowadzić ją z miasta i dostarczyć do obozujących poza Caer Qa. Tam w miejscu, gdzie nie roiło się od sił zbrojnych i wywiadowczych waszych wrogów, lub potencjalnych wrogów, będzie mogli ją przesłuchać w spokoju.
- Tak jak obiecywałem – powiedział Ernest przekazując wam więźnia.
- Dobrze się sprawiłeś – rzekła Toruviel, należało zachować pozory. – Możesz już odejść.
- Jak sobie życzysz pani – powiedział ironicznie Styryjczyk zamiatając kapelusze uliczkę. – Żegnaj Ylvo. Było miło znów cię zobaczyć. – powiedziawszy to zniknął w gąszczu uliczek.
Odczekaliście aż odejdzie, po czym ruszyliście w stronę waszego wyjścia z miasta. W trakcie ostatnich szturmów Qa poważnie naruszyli mury w jednym miejscu i stworzyli wyrwę przez którą mogła przejść trójka ludzi.
Udało się wam dowiedzieć kto miał kiedy wartę oraz upewnić się, że się na nią nie stawi. Elidis teoretycznie zapewniał wam możliwość wyniesienia Ylvy z miasta, jednak woleliście nie ryzykować.
Najpierw jednak musieliście dostać się do murów, a w tym celu konieczne było przejście długą aleją do mostku na końcu wyspy, a następnie pokonanie odcinka drogi w pobliżu murów usianego odgałęzieniami mniejszych uliczek.
Patrole was ignorowały, nie one były zmartwieniem. Bardziej obawialiście się potencjalnego pościgu ze strony Styryjczyków.
Kilka metrów dalej od ściany odkleiła się odziana w czerń postać. Wam wolno było poruszać się po mieście, jednak Qa wciąż nie mogli przechodzić przez bramy. Namacuix, mag wojownik, weteran wojen z północą i szanowany badacz, miał was prowadzić w samym obozie Qa, kiedy tylko do niego dotrzecie.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 17-01-2016, 05:35   

Wasz oddział przejął "przesyłkę" w postaci Styryjskiej komandor wywiadu. Dla zachowania ostrożności obszukaliście słaniającą się na nogach Yvlę, na wypadek, gdyby wasz kontakt nie był zbyt dokładny w swojej robocie. Oczywiste skrytki jak buty i karwasze były puste, jednak znaleźliście kilka ostrzy ukrytych w warstwach ubrania czy na biodrach.
Agentka nie protestowała, nie była w stanie patrzyła dookoła bez zrozumienia sytuacji, jakby kompletnie nie widziała co dzieje się wokół niej. Zresztą tak właśnie powinno być. Dla pewności zakneblowaliście ją, co okazało się przydatne w chwilę potem.
Wzrok Ylvy padł na Toruviel, która przyglądała się pokonanej agentce. Przez chwile patrzyłyście na siebie nie mogą oderwać wzroku, coś was hipnotyzowało we wzajemnym spojrzeniu, sprawiało, że nie mogłyście zerwać kontaktu wzrokowego, było to coś fascynującego i przerażającego zarazem, spływającego po karku lepką, zimną kroplą niewypowiedzianej grozy.
W twoich uszach Toruviel rozległ się cichy szept, którego nie mogłaś zrozumieć, a który dobywał się znikąd. Przypominał szum liści poruszanych na wietrze, rozmywający się gdzieś w tle, nieistotny, pomijalny, a jednak zbyt uporządkowany by być dźwiękiem żywego dachu miasta.
Przez chwilę niemal poczułaś...
Wtem oczy Styryjki powiększyły się, jej oddech przyśpieszył, zaczęła się szarpać i rzucać, próbowała krzyczeć, ale knebel są powstrzymywał. Wodziła wokół błędnym spojrzeniem, mamrotała coś. Nagle zamarła w bezruchu dysząc jak po walce z niedźwiedziem, patrząc nieruchomo w jeden punkt przed sobą gdzie nie było nic. Zamknęła oczy i szarpnęła głową jakby szykowała się na śmiertelny cios.
Powoli otworzyła oczy, jej oddech uspakajał się, jednak szaleństwo dalej tliło się w jej oczach. Bez słowa zarzuciliście jej kaptura na twarz. Trzeba było ruszać.
Do mostku nie było daleko, może z trzysta metrów, jednak Ylva znacząco spowalniała marsz. Jakkolwiek dawała się prowadzić i nie stawiała się specjalnie jej nieprzewidywalne zachowanie było niemal tak samo złe. Wodziła wokoło wzrokiem nie zatrzymując się na niczym, podzwaniała kajdanami, nieustannie wiercąc się rękami i obracając dłońmi, stawiała krzywo nogi, a każdy jej krok groził wywróceniem się i dalszym opóźnieniem oraz ściągnięciem niepotrzebnej uwagi na wasz mały oddział.
Oczywiście to właśnie się stało.
Zaplątując się we własne nogi, dosłownie, Ylva runęła jak długa na glebę, niemal pociągając za sobą Othoriona, który był przygotowany na kopnięcie, cios, czy jakiegoś rodzaju próby zdjęcia kajdan, ale nie na to. Alchemik cudem ustał na nogach. Po chwili podniósł kobietę wyraźnie poirytowany.
Czym ci chędożeni Styryjczycy ją nafaszerowali? Planację Konopi Styryjskich doprawioną Groblińskimi grzybkami kazali jej zeżreć czy jak?
Mimowolnie zacząłeś zastanawiać się nad podanym środkiem i jego właściwościami.
Po niemożliwie długim czasie dotarliście do mostka łączącego tę wsypę z sąsiednią. Most, jak wszystkie budowle w Caer, został wyhodowany z żywego drzewa i ukształtowany w formę. Stanowił wyraźnie połączenie czterech drzew, dwóch rosnących po każdej stronie, które wyginały się w łuk mostu, by wystrzelić prosto w górę na środku przeprawy tworząc ze swych koron i gałęzi bramę. Z korony zwieszały się girlandy wonnych kwiatów wisterii, storczyków i nabrzmiałych dzbaneczników. Pnie tworzących bramę drzew uformowano w przepiękne figury elfek trzymających w złączonych dłoniach zaklęte misy, które jaśniały złotym blaskiem Kalya, Magii Światła. Posplatane w misterne wzory gałęzie tworzyły balustrady, zaś konary, w które wrastały kamienne płyty tworzyły kładkę mostu.
Most przypominał rzeźbę, element dekoracyjny, nie zaś ważną budowlę. Wiedzieliście też, że można go było łatwo przekształcić w pozycję obronną. Konary trzymające kamienie kładki mogły się obniżyć tym samym niszcząc przeprawę, zaś brama nie była jedynie elementem ozdobnym. Obydwie części mostu nie łączyły się bezpośrednio, lecz z każdej z nich wyrastały poziome łączniki. W każdej chwili można było je podnieść do pionu tworząc łatwą do obrony barykadę. Piękno kryjące w sobie siłę i wojenny kunszt, taka była natura Caer i jego mieszkańców.
Weszliście na most spokojnym korkiem. Blisko środka przeprawy siedziała para czule obejmujących się elfów, zwieszających nogi z mostu. Mężczyzna gładził z miłością brzuch kobiety, zbyt duży jak na jej szczupłą sylwetkę. Obije mieli przy sobie broń. On miecz, ona zaś łuk i strzały. Była to norma w Cesarstwie, każdy obywatel miał obowiązek przejścia szkolenia w armii i noszenia broni, jak również stawienia się do obrony kraju w razie potrzeby.
Smutny obowiązek wywołany wojną, którą w tej chwili nie przejmowała się ta para.
Przeszliście przez most, by wejść w świat krętych uliczek i zaułku. Opalis zaklął pod nosem najgorzej jak mógł, a mógł naprawdę potwornie. Wiedział, że trza będzie tędy przejść, wiedział, że najbliższe murów wysypy wszystkie tak wyglądają. Przeklęty labirynt stworzony by zmylić wroga który przedrze się do miasta i zmusić go do wytracenia prędkości natarcia. Co więcej wiele domów miało płaskie dachy, lub szerokie balkony umożliwiające zasypywanie ulic deszczem strzał, zaś liczne wąskie uliczki stanowiły idealne miejsce do zastawiania pułapek i osaczania wroga.
Tulia wiedział, że będą musieli tędy przejść, wiedział, jak to będzie wyglądać i wiedział, jak tędy przejść. Jednak wciąż cholernie nie chciał tędy przechodzić. Zwłaszcza widząc to co było przed nim.
Przy rozstawionym w podcieniach domu stoliku siedziały cztery osoby. Jedną z nich była Wysoka Elfa w mundurze Arphena Lansjerów, dowódcy pięciu dziesięcioosobowych oddziałów ciężkiej jazdy. Razem z nią przy stoliku siedziała postać w niepodobnych do żadnych innych, szkarłatnych sztach kapłana Tavar, mężczyzna w mundurze Gwardii oraz ubrany po marynarsku elf z Talsoi. Wszyscy mieli broń. Styryjczycy rapiery, na stole leżał też samopał Gwardzisty, Arphena miała przy pasie długi miecz, zaś Talsoi nosił kordelas.
Wszyscy też dyskutowali o czymś w przyjacielskim tonie, popijali nieśpiesznie Kriolo jakieś siedemdziesiąt metrów od was.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
Ostatnio zmieniony przez Elidis 17-01-2016, 06:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 20-01-2016, 02:06   

Szliście powoli w stronę stolika, jak gdyby nigdy nic. Ylva dalej lekko się zataczała i irytująco szczękała kajdanami. Dzwoneczki jej przyczepili do tego chendożonego łańcucha, czy co? Ów dźwięk mógł zwrócić uwagę niepotrzebną uwagę siedzących przy stole Styryjczyków. Dźwięk, jak również kaftan Gwardii, który czasem był widoczny pod ciemnym płaszczem.
Elfy z oddziału Opalisa szykowały się do ewentualnej walki. Toruviel cicho przypominała sobie zaklęcia modląc się, by do starcia nie doszło, Othorion poprawił chwyt na ramieniu Ylvy, Letoy przesunął się do tyłu by obserwować otoczenie, wysunął o kilka milimetrów ostrze.
Nemaria także starała się trzymać z tyłu, wolała nie zostać rozpoznaną przez swoich dawnych pobratymców, co mogłoby narazić na szwank ich misje oraz jej stosunki z Lomin’yaro. Towarzyszący wam Qa przysunął się nieco do prowadzonej agentki stając po jej prawej stronie i odgradzając ją od ewentualnej reakcji niespodziewanych gości, którzy mogli wyskoczyć z uliczek.
Szykowaliście się najlepiej jak tylko mogliście, ale żadne z was nie było do końca gotowe na to, co nadeszło.
Ciche, niesłyszalne kliknięcie zamka, nieuchwytne w szczęku łańcucha nawet dla elfich uszu. Ucisk na nadgarstkach zmalał. Cicho, powoli, nie mogli zobaczyć jeszcze nie, Stolik się zbliżał, trzeba było grać naćpaną, nie można było stracić przewagi jaką było zaskoczenie.
Płaszcz spadł na ziemię, łańcuch szczęknął ześlizgując się z nadgarstka, zakołysał się pod chwytem dłoni, prawa ręka wyciąga ukryty w pasku sztylet, a następnie strzela do góry, zrywa knebel z ust.
Wreszcie pełny oddech w płucach. Wolność. Może tylko chwilowa, lecz wolności, a to było ważne. Nie istniało bowiem nic gorszego niż lepka uległość, która wpierw wywołuje opór, lecz z czasem przysycha do kręgosłupa paraliżując umysł.
Wolność, los w swoich rękach. Choćby przed śmiercią. Lepiej jest umrzeć wolnym człowiekiem niż się poddać.
- Qa w mieście! Na pomoc! Styria, tolong saya!!
Silny krzyk poniósł się po uliczce gdy tylko opadł płaszcz, kilka głów obróciło się w waszą stronę.
Kajdany były ciężkie, z kutego żelaza. Ylva zostawiła je zatrzaśnięte na lewym nadgarstku, złapała łańcuch dłonią i zamachnęła się potężnie kajdanami niczym morgensternem. Namacuix idący po lewej od agentki nie miał szans uskoczyć, nie zobaczył nawet co leci w jego stronę. Potężny, obezwładniający ból rozlewał się promieniście od nosa na całą twarz maga Qa. Rozległ się głośny trzask, krew trysnęła z twarzy z jeszcze większą siłą. Szczęka maga przesunęła się boleśnie rozrywając policzek i przebijając skórę na wylot.
Jednak Namaciux nie był tego świadom, leżał na ziemi omdlały z bólu. Poruszał się w ospałych spazmach. Szok i cierpienie nie pozwalały mu się ruszyć ani zebrać myśli. Z pękniętej twarzy lały się strugi krwi, które wsiąkały w korzenie drzew spajające kamienne płyty. Raz jeszcze Caer zakosztowało krwi Qa.
Agentka szarpnęła się mocnym ruchem robiąc krok w stronę powalonego Qa, tym samym wyswobadzając się z uchwytu Othoriona. Trzymanym w prawej dłoni, malutkim sztyletem wyprowadziła cios prosto w oko elfa, jedna nadludzki refleks alchemika okazała się jego zbawianiem. Elfowi udało się uchylić przed ciosem w oko, jednak Ylva nadal zdołała poszerzyć mu uśmiech.
Dosłownie.
Małe, wąskie ostrze uderzyło w kość sitową i ślizgnęło się w dół przecinając policzek Othoriona. Cięcie zaczynało się kilka centymetrów pod wewnętrznym kącikiem oka i ciągnęło się aż na szyję. Sztylet zagłębił się w bok szyi elfa, jednak miał już zbyt mało, a cięcie nie miało właściwego kierunku by przeciąć tętnicę. Zamiast tego boleśnie rozcięło tkankę, z której trysnęła krew.
Zaszokowany elf nie zdążył się osłonić przed kolejnym ciosem, tym razem wyprowadzonym ciężkimi kajdanami. Ylva błyskawicznie skręciła biodra nadając kajdanom pędu. Z głośnym furkotem powietrza ciężka bransoleta spadła na twarz elfa. Cios, nie zbyt precyzyjny chodziło bowiem o siłę, zamiast w twarz trafił w skroń elfa.
Othorion poczuł jak coś ciepłego spada mu na ręce. Ręce na których się podpierał klęcząc. Potworne pulsowanie w prawej skroni rozrywało świat na kawałki i składało go w nową, groteskową formę z każdym uderzeniem serca. Alchemik nie mógł się na niczym skupić, miał też poważne problemy z zachowaniem równowagi nawet na klęczkach podparty rękoma.
Świat tańczył mu przed oczami, jednak powoli wyłaniał się z tego obraz, który nie przypominał już szalonego snu, wciąż jednak Othorion potrzebował czasu by się pozbierać.
Ylva nie potrzebowała czasu by zorientować się w otoczeniu. Za nią stał Letoy, który, sądząc po dźwięku, już dobywał mieczy. Gdzieś obok niego była Nemaria, która raczej nie przyłączy się do walki. Przed nią był rudy Tulia i Toruviel. Byli na wyciągnięcie ręki.
Agentka znów zamachnęła się trzymanym w lewej dłoni łańcuchem, jednak cios był wyraźnie lżejszy, wolniejszy. Celowała w skroń elfki. Toruviel zdążyła się już nauczyć kilku trików podczas swojej podróży z Lominami i nabrać pewnych cech ich instynktu. Zawsze szybko się uczyła. Dzięki temu udało się jej przewidzieć, czy może raczej przeczuć, zamiary Styryjki. Uchyliła się przed ciosem kajdan i uniosła rękę do rzucenia czaru.
Błąd.
Błąd, który Ylva bezlitośnie wykorzystała chwytając elfkę za rękę na wysokości łokcia. Stabilny chwyt i szybkie szarpnięcie pozwoliły posłać ją prosto na Opalisa, który wyraźnie chciał rzucić coś trzymanego w dłoni. Widząc lecącą w jego stronę Toruviel Tulia zbladł i starał się jak najszybciej cofnąć rękę, zapewne by uniknąć zranienia krajanki tym co trzymał.
Udało mu się to, jednak konsekwencją było zderzenie z elfką i wynikły z tego chaos.
Chaos, który znów wykorzystała Ylva.
Agentka rzuciła się w stronę stolika, jej promyka nadziei i największej szansy. Jednak przez skupienie na wydostaniu się nie miała czasu zobaczyć co działo się przy stoliku, gdzie rozgrywała się zupełnie inna, równie szybka i dramatyczna walka.

Gdy tylko padły słowa Ylvy siedzący przy stoliku Styryjczycy i pani oficer obrócili w waszą stronę zdziwione spojrzenia. Jednak nie Talsoi, który siedział tak, by móc was obserwować i nie spuszczał z was oka odkąd zeszliście z mostka, choć pozornie uczestniczył w konwersacji.
Gdy tylko Ylva wykrzyczała prośbę o pomoc Talsoi błyskawicznym ruchem wylał zawartość kubka na samopał Gwardzisty pozbawiając broń możliwości strzału. Następnie chwytając stolik obiema dłoń wywrócił go na Gwardzistę, Styryjczyk wylądował plecami na ziemi.
Zaskoczona arphena sięgnęła do miecza, wyraźnie też zaczęła coś mówić, być może rozkazy skierowane do Talsoia. Ten jednak w oczywisty sposób nie słuchał jej. Morki Elf z zawrotną szybkością zanurkował pod poziome cięcie jednosiecznego miecza elfki. Wyprostował się tuż przed nią, nie tracąc zimnej krwi oficer chciała uderzyć go wolną ręką w splot słoneczny, jednak przeciwnik był szybszy.
Elf położył kobiecie dłoń na twarzy, zamykając ją w uścisku, wyszeptał kilka słów, po czym w oczach kobiety pojawił się jasny błysk. Jej ciało zwiotczało, miecz wypadł z dłoni i ze szczękiem uderzył o kamienie mozaikowej posadzki podcieni.
Kapłan otrząsnął się z szoku i wyszarpnął z powłóczystej szaty długi sztylet, którym zamierzył się w elfa, ten jednak przejął jego rękę w nadgarstku. Wykręcił ją zmuszając kapłana do upuszczenia borni. Styryjczyk zawył z bólu gdy elf obracał jego ramię i przyginał je do łopatek. Elf położył mu wolną dłoń na potylicy. Kolejne kilka słów posłało pozbawiło kapłana władzy nad własnym ciałem tak jak uprzednio arphenę.
Gwardzista podniósł się z ziemi i wyszarpnął rapier. Talsoi odpowiedział dobywając kordelasa. Styryjczyk zamarkował długi wypad sztychem. By w ostatniej chwili przenieść ciężar ciała z prawej na lewą nogę ciąć płasko. Elf przewidział to jednak, najwyraźniej znał Styryjczyka na tyle dobrze, by wiedzieć jak poruszał się w walce.
Uniknął ciosu, następnie podbił ostrze wroga ciosem od dołu, nie celował we wroga, lecz w broń, następnie wykonując gwałtowny skręt nadgarstka wyrwał przeciwnikowi broń z ręki. Błyskawicznie doskakując do Gwardzisty zadał mu cios lewej pięści od dołu w szczękę. Zaszedł oszołomionego przeciwnika, wykręcił mu lewe ramię i podstawił sztych pod gardło.
Jeśli skupilibyście się wystarczająco moglibyście usłyszeć słowa jakie Talsoi skierował do dyszącego z gniewu Gwardzisty.
- Proszę Horvet nie każ mi tego robić. Proszę cię – w głosie elfa słychać było frasunek, ale pobrzmiewała w nim też stal, nie było wątpliwości, że powstrzyma go sentyment.

Ylva, widząc teraz w pełni scenę przy stoliku, kapłana i arphenę leżących nieprzytomnych na ziemi oraz bezbronnego Gwardzistę pod ostrzem Talsoia poczuła jak krew odpływa jej z koniuszków palców.
Tyle starać, tyle pracy, całe ryzyko i wszystko to na nic?
Do ciężkiej cholery czy świat choć raz nie mógł nagrodzić jej starań zamiast rzucać jej kłody pod nogi!?
Przed agentką była ulica, miała jakieś cztery metry szerokości, nie było zbyt wielu przechodniów, nie dostrzegała też żadnego patrolu. Co jakiś czas od głównej ulicy odchodziły mniejsze uliczki i zaułki. Specjalnie przygotowany miejski labirynt.
Za nią byli jej wrogowie z Lomin’yaro. Leżący na ziemi z pokiereszowaną twarzą Qa nie był zagrożenie, alchemik mógł się pozbierać, ale na razie nie był groźny. Jeszcze nie.
Realnym zagrożeniem pozostawali Ohtat, Tulia, Toruviel i ewentualnie Nemaria. Najbardziej martwiła ją elfka i jej magia.
Czy Talsoi wmieszałby się w starcie bardziej bezpośrednio i wypuścił więźnia, czy raczej zostanie by szachować tych przy stoliku? Był szybki, bardzo szybki, spojrzała na niego szybko, poruszył nieznacznie ustami. Czyżby kolejne zaklęcie? Nie, wyglądało raczej na to, że zaklął pod nosem.
Trzeba było szybko myśleć i szybko działać.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 27-01-2016, 22:02   

Świat wirował wokół was z zawrotnym tempem. Zmysły wyostrzyły się, oddech przyspieszył. W tym krótkim zrywie wysiłku wasze ciała wspinały się na szczyt swoich możliwości. Precyzja i szybkość mogły zadecydować o wszystkim i mięśnie prężyły się w nadludzkim wysiłku do jakiego pchał je rozum.
Widząc co się działo Opalis był pewien, że jeszcze przed chwilą uwięziona Ylva zechce uciekać w głąb alejek, licząc, że zmyli ich w gąszczu uliczek i przejść. To było logiczne działanie, tak postąpiłby każdy na jej miejscu.
Szkoda tylko, że Styryjczycy podążali za zupełnie inną logiką.
Wysoki Tulia złapał Toruviel za bark odsuwając ją nieco od siebie i zyskując w ten sposób pewną swobodę działania. Elf wyprostował rękę, by cisnąć trzymaną w niej rzutką w stronę agentki. Ta jednak w ostatniej chwili obróciła się i pocisk przeleciał obok. Ylva zawróciła w stronę dwójki elfów. Widząc groźne kajdany Opalis błyskawicznie ściągnął płaszcz i owinął go sobie wokół ręki.
Zwracając się w stronę Opalisa Ylva krzyknęła głośno :
- Kepercayan Dewi! – po czym rzuciła się w stronę elfów.
Ylva zaatakowała celując w Toruviel. Elfka nie miała szans uniknąć ciosu, jednak Opalis był szybszy. Błyskawicznym ruchem lewej ręki zablokował kajdany. Płaszcz wytłumił siłę ciosu i pozwolił złapać za łańcuch broni. Toruviel odskoczyła w bok, a Opalis pociągnął Ylvę w swoją stronę mocnym szarpnięciem by straciła równowagę.
Długie ostrze nie miało sensu z tej odległości, wiec zamiast tego Tulia spróbował wrazić agentce pod żebra rzutkę trzymaną w prawej dłoni. Udało mu się to. Ylva poczuła ostre ukłucie bólu pomiędzy żebrami. Było dotkliwe, rozpraszało, ale nie pozbawiało możliwości działania.
Wiedząc, że musiała zmusić rudego elfa do puszczenia kajdan posłała mu potężny cios łokciem w splot słoneczny. Chybiła. Ale zmusiła elfa do uniku. To wystarczyło, by kajdany wyśliznęły się z gładkiego materiału płaszcza. Ylva następnie płynna przeszła do sztychu nożykiem wycelowanym w oko przeciwnika.
Tulia z największym wysiłkiem zdołał wyminąć srebrną smugę ostrza. Musiał jednak wygiąć się mocno do tyłu, czując przemieszczający się środek ciężkości i wyślizgujące się poczucie równowagi postanowił poddać się ruchowi.
Przenosząc płynnie swój środek ciężkości i wybijając się z nóg by pomóc pędowi ruchu Opalis wykonał przewrót w tył. W trakcie ruchu wyrzucił płaszcz by mieć wolne ręce, gdy tylko dotknął ziemi wybił się znów, obrócił w powietrzu i wylądował na nogach. Przeskoczył tak dobre cztery w stronę mostka. Zaraz po odzyskaniu równowagi dobył miecza.
Toruviel po wydostaniu się ze starcia szukała miejsca, możliwości by posłać w Ylvę zaklęcie, które mogłoby szybko zakończyć tę bezsensowną walkę. Kiedy Opalis zdołał odskoczyć od Ylvy wreszcze dostrzegła swoją szansę.
Nie chciała zabić agentki, najwyżej okaleczyć, ale tego też wolałaby uniknąć. Styryjka była zdecydowanie cenniejsza żywa, najlepiej w miarę nie uszkodzona. Wyszeptałaś zaklęcie. Korzenie ułożone w misterne, splatające się wzory, utrzymujące w miejscu kamienie drogi uniosły się z trzaskiem i jękiem wyginanego drewna, sięgając w stronę nóg Ylvy.
Agentce udało się wyminąć kilka korzeni, ale jeden owinął się wokół jej nogi. Niczym wąż pełzł po skórze i zaciskał się ciaśniej i ciaśniej wokół łydki. Wreszcie zesztywniał uniemożliwiając wyrwanie się.
Styryjka runęła na ulicę.
Korzeń trzymał mocno, jednak dobrze wymierzony cios kajdanami mógł go złamać. Trzeba było jednak zrobić to szybko. Oplis miał już w ręku broń, a kilka metrów dalej Ohtat zerwał się do biegu. Trzeba było na niego uważać, nawet jak uda się wstać. Z masą jaką zapewniał mu pancerz cios lewej ręki miałby potworne konsekwencje.
Kiedy Ylva padała na ziemię Toruviel skoczyła w stronę Qa. Potrzebował natychmiastowej pomocy inaczej mógł się wykrwawić. Zaklęcie mogło pomóc tylko na krótką metę, powstrzymać Qa przed wykrwawieniem się jeszcze przez jakiś czas, ale nie było konkretnym działaniem, nie zasklepiało tkanek, nie ustawiało kości. Pomagało tylko przeżyć.
Na razie musiało wystarczyć.
Nemaria nie widząc możliwości wzięcia udziału w starciu odciągnęła Othoriona nieco na bok i zajęła się jego ranami. Przemyła je odkażeniem, a następnie potraktowała zasklepieniem. Zaczęła szyć rozciętą skórę. Rana była głęboka, ale na szczęście nie dotarła do tętnicy co znacznie ułatwiało dziewczynie robotę.
Kiedy skończyła spojrzała krytycznie na swoje dzieło. Szwy były nakładane szybko, jednak były bardzo staranne, ciasne i czyste. Mimo to Nemaria patrząc fachowym wzrokiem wiedziała, że elf do końca życia będzie nosił długą bliznę na twarzy.
Przynajmniej nie będzie musiał nosić maski jak Toruviel, przebiegło Nemarii przez myśl gdy spojrzała na dyplomatkę. Szybko skarciła się za tę myśl. Ułożyła Othoriona w bezpiecznej pozycji i wstała, gotowa odskoczyć, jeśli walka zanadto się do niej zbliży, bacznie obserwowała bieg wydarzeń oraz stojącego przy stoliku Talsoia.

Elf wciąż trzymał Gwardzistę w żelaznym uścisku. Nieustannie obserwował sytuację, widać było napięte mięśnie, gotowe do błyskawicznego zrywu.
Kiedy Ylva krzyknęła trzymany przez elfa Styryjczyk zaczął się rzucać i szarpać próbując pozbyć się uścisku Talsoia. Jego twarz była spięta bólem płynącym z wykręconej za plecami ręki, jednak mimo tego nie poddał się. Nie zaprzestał prób uwolnienia się nawet kiedy nadgarstek chrupnął i wygiął się w nienaturalny sposób.
Zwichnięcie nadgarstka pozwoliło mu wyśliznąć się z uchwytu Talsoia, elf próbował położyć Styryjczykowi wolną dłoń na czole. Wyraźnie próbował uniknąć konieczności zabicia go. Jednak tym razem szybkość Talsoia go zawiodła.
A może to Gwardzista był gotów na taką ewentualność.
Pochylając głowę mężczyzna uderzył głową w wyciągniętą dłoń. Dwa pędzące obiekty zderzyły się z nieprzyjemnym chrupnięciem. Sycząc z bólu przez zaciśnięte zęby elf cofnął dłoń. Styryjczyk wydobył długi nóż bojowy z kurty. Uniósł go do rzutu.
Jednak nie celował w Talsoia, a w Toruviel.
Elf dopadł do Styryjczyka z przerażającą szybkością. Przez ułamek sekundy w oczach Gwardzisty błysnęło zdziwienie, które szybko ustąpiło determinacji. Styryjczyk zdołał sparować cios wymierzony w gardło, ciął z ukosa celując w szyję. Talsoi płynnie wyminął ostrze i sztychował w brzuch Gwardzisty.
Ohydne mlaśnięcie rozcinanych tkanek. Charczenie człowieka dławiącego się własną krwią.
Styryjczyk otworzył szeroko oczy nie mogąc wydobyć powietrza z płuc, by krzyknąć. Z kącików jego ust popłynęła krew. Talsoi objął go wolnym ramieniem, przycisnął do siebie nie dając mu upaść.
Gdyby stali odwrotnie moglibyście zobaczyć zamknięte oczy Talsoia i usta poruszające się w bezgłośnym.
- Wybacz.
Elf wydobył ostrze z ciała człowieka i ostrożnie ułożył go na ziemi.
Odwrócił się w waszą stronę. Stał z lekko opuszczonym ostrzem, z którego ściekała powoli krew. Jego twarz byłą kompletnie nieruchoma. Stał i przyglądał się wydarzeniom przed sobą, wciąż gotowy dołączyć się do walki w każdej chwili.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 03-02-2016, 00:10   

Świat zwolnił. Wszystkie ruchy stały się nienaturalnie wydłużone, powolne, umysł galopował w zawrotnym tempie zalewany kolejnymi falami adrenaliny, poczuciem zagrożenia i palącą furią bliskiego zwycięstwa.
Ylva spojrzała na wiążący ją korzeń. Był suchy, twardy. Wystarczyło tylko uderzyć go w odpowiednim miejscu by się wydostać. Wzięła zamach kajdanami. Musiała uderzyć w pobliżu swojej nogi, tam gdzie korzeń wciąż był cienki. Gdyby cios nie trafił miałaby znacznie większy problem niż oplątana kończyna.
Trzask.
Ciężka bransoleta kajdan spadła precyzyjnie na cel i rozbiła twardą skórę korzenia tym samym pozwalając agentce się uwolnić i znów stanąć na nogi. Dalej mogła walczyć, przedłużyć swą wolność jeszcze trochę.
Tuż obok niej był Ohtat, a kilka metrów dalej do biegu podrywał się Opalis. Nie mogła walczyć z oboma na raz, a Ohtat był zdecydowanie bliżej. Złapała kajdany, rozciągnęła łańcuch. Tak jak się spodziewała elf uderzył oboma mieczami na raz.
Wychodząc naprzeciw jego cięciu złapała prawe ostrze idące na głowę w łańcuch i szybkim ruchem zawinęła w nim ostrze. Następnie wykorzystując impet ciosu Ylva skierowała go przeciw drugiemu ostrzy elfa tym samym ciągnąc go w dół. Kolejny szybki ruch nadgarstków, szarpnięcie łańcuchem i miecz Ohtata znalazł się w ręce agentki.
Zanim jednak zdążyła go użyć na pomoc wojownikowi przyszedł Oplais. Kiedy Ylva siłowała się z Ohtatem dopadł do leżącego na ziemi płaszcza i cisnął agentce w twarz w momencie kiedy wydarła młodemu wojownikowi miecz.
Furkoczący pocisk trafił lekko zaskoczoną Styryjkę wybijając ją z rytmu. Płaszcz zmusił ją do cofnięcia się o dwa kroki by móc spokojnie usunąć go z twarzy bez ryzyka szybkiego ciosu ze strony Ohtata.
Kiedy wyplątała się z płaszcza Ylva dostrzegła ostrze Opalisa zmierzające w stronę jej ramienia. Zasłoniła się szybko parując cios, zbyt późno uświadamiając sobie, że był tylko przynętą.
Agentka stęknęła czując silne kopnięcie kolanem pod żebra, jedna zdołała zachować postawę.
W czasie kiedy reszta jej oddziału walczył Toruviel postanowiła podejść do stojącego nieopodal tajemniczego Talsoia by dowiedzieć się kim jest i czy jest dla nich kolejnym zmartwieniem, czy może wręcz przeciwnie. Jej uwagę odciągnęła jednak walka i fakt, że Ylva znów stała się dla nich zagrożeniem.
Toruviel uniosła rękę i zaczęła wypowiadać to samo zaklęcie, które poprzednio uziemiło agentkę, jednak tym razem nie miała szans go dokończyć. Kiedy recytowała czar poczuła płynącą wokół niej moc, jednak dopiero po chwili zrozumiała, że nie jest to jej własna energia.
Płyty drogi wokół elfki gwałtownie wyrwały się ze swoich miejsc i z hukiem rozdzieranego kamienia uniosły się by zamknąć elfkę w wysokim na dwa metry kominie o gładkich ścianach.
Chwilę po tym jak kamienne płyty uwięziły Toruviel w powietrzu rozległ się świst, a Tlasoi z syknięciem wysiłku skoczył w bok unikając długiego na dwadzieścia centymetrów kamiennego kolca, który wbił się w ścianę budynku za nim. Elf podniósł się i rzucił okiem w stronę z której nadleciał pocisk. Zignorował to jednak i podbiegł do więzienia Toruviel.
- Tulia’Toruviel Meliaor, jesteście cali? – elf sprawnie wspiął się na szczyt ściany i spojrzał w dół wyciągając rękę – Pozwólcie wam pomóc pani – powiedział miękkim, przyjaznym tonem.
Niemal w tym samym momencie kiedy obydwa zaklęcia sięgnęły celu stojąca na moście kobieta w granatowym płaszczu zerwała się do biegu. Wyraźnie kierowała się w stronę starcia. Kobieta trzymała coś w dłoni, jednak przedmiot nie odbijał światła i ciężko było go rozpoznać. Kobieta nie zaatakowała, ale zatrzymała się dwadzieścia metrów od walki, skryła się w podcieniach jednego z domów i szybko rzuciła okiem.
Najbliżej niej był martwy Qa, nieco dalej po prawej Nem zajmowała się rannym alchemikiem. Jeszcze dalej, na środku ulicy Ylva walczyła z Ohtatem i wysokim, rudym Tulia. Nieco z boku stała podniesiona z ulicy klatka z Toruviel w środku i pomagającym jej się wydostać Talsoiem na górze.
Z odległości dwudziestu metrów można było dostrzec skórzaną kurtę, zaciętą twarz i rozwiane, ledwie spięte włosy.
Oraz oczy, ciemne oczy, które Ylva dobrze znała.

Kiedy walka toczyła się dalej leżący na ulicy Qa coraz bardziej broczył krwią. Ból zalewał jego umysł, upływ krwi sprawiał, że nie mógł się ruszać. Krew, jego własna krew spływała mu do gardła, zatykając drogi oddechowe, wlewając się do płuc i żołądka, a także spływając ze zmasakrowanej twarzy na ziemię.
Mag tracił już siły, nie mógł już ruszać kończynami wijąc się w cierpieniu, nie mógł już wydobyć żadnego dźwięku z zalanych płuc, nie był w stanie zmusić mięsni do złożenia słowa.
Desperacja w jego umyśle była powoli zmywana przez kolejne fale beznadziei i strachu, poczucia własnej niemocy, które pełzło przez całe jego ciało i wraz ze zmęczeniem wyciszało kolejne ośrodki oporu wciągając wycieńczony bólem umysł w błogi odpoczynek. Tylko ostanie ukłucia strachu zmuszały obojętne mięśnie Namacuixa do zaczerpnięcia oddechu jednak w końcu zmęczenie pokonało opór maga.
Pierś maga przestała się unosić, a krew już nie wylewała się z rany, gdyż serce przestało ją pompować.
Namaciux wyruszył na spotkanie z Opiekunami.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
Ostatnio zmieniony przez Elidis 04-02-2016, 23:31, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 10-02-2016, 03:03   

Nemaria skończyła łatać Othorina, który natychmiast wykorzystał fakt, że znów może działać. Elf szybko ocenił sytuację, zdecydowanie najgroźniejszą osobą w okolicy była ta magini ziemi, która właśnie dołączyła do starcia.
Musiał ją szybko unieszkodliwić.
Wydobył z kaletki granat, odbezpieczył, lecz zamiast rzucić odliczył w myślach i rzucił w stronę czarodziejki. Othorion dobrze znał swoje zabawki, dokładnie wiedział ile powinien przytrzymać granat by ten wybuch tuż przy celu. Nie był amatorem.
Podcienie domu, w których się kryła zapewniały kobiecie częściową ochronę i utrudniały celowanie, przez co rzut zszedł nieco na lewo.
Granat poszybowała w stronę magini ziemi.

Tulia zaatakował na głowę Ylvy na głowę lekko ukośnym cieciem. Drugą rękę podciągnął nieco wyżej szykując ją do błyskawicznego ruchu. Jednocześnie przeżucił ciężar ciała, by móc łatwiej wyminąć ewentualny cios kajdanami.

Letoy widząc przebieg starcia oraz to z jaką łatwością stracił jedno ze swoich ostrzy postanowił nie mieszać się do walki, zamiast tego podszedł do Othoriona i Nemari wypatrując kolejnych zagrożeń.
Co jednak skutecznie utrudniał mu wyłamany nadgarstek czyniący lewą rękę całkowicie bezużyteczną i co gorsza zalewający umysł elfa kolejnymi falami bólu. Adrenalina robiła swoje, jednak kiedy dotarł do towarzyszy świat zaczął się lekko kołysać na boki.
Umysł zaczynał pozbywać się ochronnego płaszcza ekscytacji i odczuwać potworny ból płynący z ręki.

Nawet uwięziona Toruviel nie zamierzała stać bezczynnie i czekać na ratunek. Wyszarpniętym z pochewki nożem szybko nakreśliła symbole na ścianie swojego więzienia i przesłała przez nie moc.
Szybko wygryła jasne punkciki życia dookoła.
Najbliżej Talsoi.
Nieco dalej Nemaria i Othorion.
Jeszcze dalej nieprzytomny kapłan Tavar i arphena.
Gdzieś niedaleko były dwie żywe istoty stojące bardzo blisko siebie i trzecia nieco dalej, to musieli być Letoy, Opalis i Ylva.
Toruviel wyczuwała też ogromną ilość innych form życia. Otaczały ją ze wszystkich stron. Żywe domy Caer, korzenie tworzące drogę, setki wiatów i mniejszych roślin, ptaki w koronach domów, elfy wewnątrz owych domostw.
W miriadzie żywych istot ciężką było znaleźć tę jedną konkretną. Wyczuła coś... Obecność nieco odmienną od innych, wrażliwszą, gdzieś dalej do niej. Ciężko było jednak ocenić odległość przez mnogość okolicznych form życia.
Elfka spróbowała utworzyć prześwit w otaczającej jej ścianie, jednak nie mogła poruszyć kamiennych płyt gołymi rękami.
Nie mogąc przesunąć przeszkody elfka postanowiła ją opuścić. Uprzedziła Talosia by ten zszedł z klatki, po czym wezwała Energię. Korzenie tworzące drogi w Caer raz jeszcze się uniosły. Tym razem by odzyskać kamienne płyty, które im uprzednio wyrwano. W kilka chwil korzenie oplotły klatkę znajdując swoje dawne płyty i cofnęły się odtwarzając drogę.
Klatka zniknęła a Toruviel znów stała na drodze.

Widząc to Talsoi ukłonił się z kurtuazją w stronę elfki, po czym cofnął się dalej od starcia w stronę stolika i powrócił do obserwowania sytuacji omiatając bacznym wzrokiem pole bitwy.
Nie przejawiał najmniejszych oznak chęci do wzięcia aktywnego udziału w rozgrywającym się przed nim starciu.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
Ostatnio zmieniony przez Elidis 10-02-2016, 04:12, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 15-02-2016, 02:02   

Ylva błyskawicznie odbiła nadchodzący cios elfa, nie wkładała w to jednak zbyt wiele energii, odczytując cięcie jako fintę, lub innego rodzaju wybieg. Agentka zepchnęła miecz elfa w jego lewą stronę, co elfa do lekkiego skrętu barku.
Ylva wykorzystała to by wykonać krok w tył zwiększając odległość od elfa. To w połączeniu z zepchniętym na lewo ostrzem skutecznie uniemożliwiło mu wykorzystanie czegokolwiek co trzymał w drugiej ręce.
Agentka następnie skupiła wszystkie swoje siły i umiejętności na ataku. Nie zamierzała ułatwić wrogowi walki chwilą nieuwagi. Tulia był zdecydowanie za dobry na taki błąd, który mógłby szybko okazać się jej ostatnim niedopatrzeniem w życiu. Starannie wyprowadziła pierwszy cios, celując kajdanami w wysunięte kolano elfa.
Jednak ten był na to wyraźnie gotowy. Szybko cofnął nogę wymijając cios kajdanami i jednocześnie zachowując równowagę. Agentka jednak nie zamierzała dać elfowi nawet chwili wytchnienia.
Zarzuciła go gradem szybkich ciosów. Doskonale wyszkolony Opalis dostrzegł, że ataki są wyprowadzane ze zbyt małą siłą, by być poważnym zagrożeniem. Widział też, że Ylva wyraźnie oszczędza kajdany, uderzając nimi bardzo rzadko i bardzo ostrożnie.

Magini rzuciła się za drewnianą kolumnę podcieni by uniknąć nadlatującego pocisku, jednocześnie sycząc zaklęcie pod nosem. Na ułamek sekundy przed eksplozją z ulicy uniosły się kamienne płyty by utworzyć ścianę między maginią, a pociskiem.
Huk.
Ryk rozdzieranego eksplozją powietrza był ogłuszający, a kryjąca się za postawioną chwilę temu ścianą kobieta poczuła wyraźnie falę uderzeniową rozchodzącą się po kamieniach.
Jedność zadrżała i pisnęła. Nie z bólu, którego wszak nie umiała odczuwać, a z zaskoczenia.
Siła eksplozji rozerwała jedność i rozsypała ją w wielo – jedność, złożoną z mniejszych i większych fragmentów kamiennych płyt, które opadły na ulicę. Osłona magiczki została zdewastowana wraz z drewnianą kolumną, która zajęczała, jakby drzewo płakało. Mimo czarodziejka była cała i zdrowa. Wstrząśnięta od fali uderzeniowej, tak, ale cała.
Kobieta przyklękła, zamknęła w dłoni wisior i wyszeptała gniewnie szybkie jak strzał z bicza zaklęcie. Othorion poczuł, jak skalne płyty zaczynają pod nim delikatnie pulsować, by po chwili zacząć piąć się do góry i wyostrzać.
Instynkt zadziałał i elf częściowo wyminął zagrożenie, jednak nie całkowicie. Udo lewej nogi zostało przebite błyskawicznie rosnącym kolcem. Alchemik wrzasnął z bólu towarzyszącemu rozrywanym mięśniom. Poczuł też, jak ostra skała rysuje jego kość.
Po chwili kolec wycofał się uwalniając krwawiącą kończynę.
Kolejne zaklęcie czarodziejka skierowała w rudego Tulia. Podniosła z ziemi ostry odłamek i cisnęła w stronę prawego kolana elfa, którego czujny wzrok dostrzegł unoszący się kilka metrów dalej pocisk.
Wciąż, miał tylko ułamki sekund na reakcję.
Przez cały ten czas magini czujnie obserwowała Toruviel, wiedziała, że pojedynek z elfką może być znacznie trudniejszy niż walka z otaczającymi ją wojownikami.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 19-02-2016, 02:58   

Toruviel przyklęknęła na ziemi. Z kaletki wydobyła kredę i zaczęła błyskawicznie rysować kolejne znaki łącząc je z szeptanymi inkantacjami. Wyraz z kolejnymi słowami moc wokół niej rosła. Elfka czuła jak ziemia pulsuje energią.
Jej energią, która miała ją chronić w trakcie dalszej części rytuału gdyby coś poszło nie po jej myśli.
Kolejne słowa i elfka poczuła gwałtowny napływ energii. Toruviel miała wrażenie, że dostrzega jak okoliczne drzewa, kwiaty i krzewy pochylają się lekko w jej stronę, jednak to mogło być tylko jej wrażenie. To co widziała na pewni to strumienie zielonkawej energii życia spływające z otaczającej jej roślinności wprost w misterną strukturę rytuału.
Ten jednak zabierał czas i zanim Toruviel zdążyła dokończyć zaklęcie zarówno Emilia jak i Ylva zdążyły ją zauważyć. Zaklęcie powoli rosło w siłę, a elfka skandowała kolejne formuły i rysowała potrzebne symbole.
Emilia czuła moc, która lawirowała w głąb rytuału wykonywanego przez elfkę. Była to znajoma energia Ziemi i obca moc Życia połączone w nierozerwalny sposób. Nie mogła określić dokładnej intencji zaklęcia ani celu, ale jedno widziała na pewno, że zaklęcie było silne.
Bardzo, bardzo silne.

Mając przed sobą Ylvę i perspektywę spotkania z nadlatującym pociskiem Oplais postanowił wykorzystać obydwa elementy i skierować je przeciw sobie. Dwa minusy dają plus jak to mówią.
Chciał zmusić agentkę by ta weszła na drogę pocisku i wykorzystać zaklęcie wroga przeciw Ylvie. Cofnął prawą nogę i ustawił się lewym bokiem przygotowując do zmiany pozycji. Czekał na nieostrożny cios kajdanami by móc przejąć łańcuch i pociągnąć agentkę na lecący pocisk.
Jednak nawet on nie był dość szybki by tego dokonać. Elf w porę cofnął nogę i pocisk świsnął w powietrzu wbijając się z głuchym hukiem w ścianę jednego z żywych domów.
Choć Tulia uniknął potencjalnie zabójczego kamienia wciąż miał przed sobą Ylvę, która zasypywała go gradem chaotycznych ciosów. Opalis uniósł instynktownie miecz do gardy, jednak o ułamek sekundy za wolno i ostrze Styryjki wbiło się w lewy bark elfa.
Cios był bolesny, piekący, jednak znacznie bardziej ucierpiała duma elfa niż jego ciało. Cięcie było płytkie, błyskawiczne, chwilę później kolejny, równie płytki cios spadł na bok elfa.
Kolejne cięcie, wycelowane tym razem w prawy bark Opalis zdołał zablokować, odzyskując swój normalny rytm. Błyskawicznie kopnął agentkę pod lewe kolano i wyprowadził szybki cios na lewy bark.
Tym razem to Ylva odczuła stal zagłębiającą się w ciało i wcale nie było to płytkie cięcie. Styryjka poczuła jak ciepła krew spływa z rany, a elf, wykorzystując przewagę zadał kolejny cios.

Doznając kolejnej rany Othorion postanowił schronić się w pobliskich podcieniach, gdzie Emilia nie mogłaby tak łatwo w niego wycelować, co w obliczu zaklęcia Toruviel i tak było mało prawdopodobne.
Noga alchemika zawyła z bólu gdy ten ruszył w stronę nowego schronienia, ale elf zagryzł zęby i dotarł na miejsce.
Tam klnąc pod nosem na czym świat stoi założył opaskę uciskową na krwawiącą ranę. Nemaria mogła być zaraz potrzebna przy innych ranach, a on nie chciał zaciągać tak wielkiego długu u jakieś nehta.
Spokojnie przygotował kolejny granat odłamkowy i czekał. Nawet jeśli zaklęcie Toruviel nie zadziała miał coś na podorędziu. A Ea wiedziała jak bardzo chciał odpłacić magini pięknym za nadobne.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 19-02-2016, 14:14   

Uderzenie w bark jest upierdliwie bolesne. Płytko położona kość obojczyka jest wystawiona na cios i reaguje paraliżującym, osłabiającym bólem, promieniującym wzdłuż ręki podobnie jak trafiona główka kości na łokciu.
Taaaak, bark zawsze tak reagował.
Lewa ręka, kurczowo przyciśnięta do tułowia, poinformowała Ylvę, że wymachiwanie kajdankami niniejszym się skończyło.

Agentka odnotowała komunikat, ale zajęta odbiciem nadlatującej klingi nie przejęła się nim zanadto. Kolejny otrzymany cios prawdopodobnie sprawiłby, że walka dla niej zakończyłaby się spotkaniem z brukiem.
Tym samym dynamicznym ruchem odpowiedziała na cios elfa - nie blokując sztywno tylko próbując zagarnąć ostrze przeciwnika i zmienić kierunek jego lotu. Jednocześnie, niezależnie od tego, czy cios udało się zbić czy nie, rzuciła się w tył wyciągniętym, szermierczym zakrokiem.
Stała bokiem do Toruviel i kątem oka wyłapała jej pospieszne ruchy. Ylva nigdy nie była wrażliwa na magię poza mocą Bogini, ale nawet ona odczuła intuicyjnie gęstniejąca w powietrzu energię. Nie wątpiła, że starcie Emilii i Toruviel byłoby wyrównanym starciem dwóch mistrzyń, ale dwie magiczki nie były same na polu walki. Gdzieś z tyłu był jeszcze ten cwany alchemik od granatów, którym stanowił języczek u wagi w tym starciu. Nie wątpiła ani przez chwilę, że w sakwie elf nie nosił jednego egzemplarza wybuchowej niespodzianki, tylko znacznie więcej. Z obydwojgiem Ofiryjka juz poradzić sobie nie mogła.
Emilia... Jej śmierć w tej chwili byłaby niepotrzebna, bezsensowna.
Oceniła szanse. To był moment maksymalny, jaki mogła osiągnąć w tej walce, dalej byłaby już gra z losem i ze szczęściem, gra swoim, ale też i Emilii życiem.
- Stój! - wrzasnęła odskakując w tył z mieczem wyciągniętym przed siebie w pozycji gardy, na tyle daleko, żeby przeciwnik, z którym walczyła, nie wykorzystał jej rozproszenia uwagi - Emi, czekaj! - okrzyk był skierowany także do magiczki, która [jak sądzę ;) ] już unosiła dłonie do zaklęcia - Poddaję się, tulya'Toruviel!

Liczyła, że Opalis chociaż się zawaha, ale na wszelki wypadek wciąż stała w pozycji gotowej do odbicia jego ataku.
- Toruviel! Czekaj! - krzyknęła ponownie, jeśli elfka nie przerwała rytuału. Spojrzała kontrolnie na talsoi, dostrzegła dopiero teraz martwego gwardzistę.

[zakładam, że któreś z nich odpowie mi coś w rodzaju "to rzuć broń" czy coś, dając mi mówić]


- Słuchaj... Transakcja, w której jestem ceną, zostanie zawarta!
- Mówiła do Toruviel, ale wciąż patrzyła na talsoi, ruchy Opalisa łapiąc widzeniem kątowym, gotowa do reakcji - Odłożę miecz i pójdę z tobą, Toruviel. Pod warunkiem, że ten drugi tulya i alchemik tu zostaną... Pomyśl... Możemy ciągnąć dalej tę walkę, nie rozbroicie mnie, tylko zabijecie. Co wam po martwym jeńcu, przecież nie o to wam chodzi. A ta walka jeszcze potrwa, wiecie o tym. Powiedz jej, tulya - przerzuciła wzrok na Opalisa - Z każdą chwilą rośnie szansa, że wpadnie tu gwardia, straż miasta lub ktokolwiek. Ile potrwają twoje zaklęcia, talsoi? Ilu jeszcze towarzyszy będziesz musiał zabić, zdrajco? - rzuciła, zgrzytając zębami - To jest dobry układ, Toruviel. Ja za tych dwóch, ohtat niech idzie z tobą jako ochrona. Albo spalicie tę transakcję i cały wasz trud na marne!

"Bogini dopomóż" powtórzyła w myślach, czując jak zaczynają drżeć jej ręce. Ciepła krew wsiąkała w czarną koszulę, którą nosiła pod gwardyjskim kaftanem. Bolało.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Aver 
Szop partacz.


Skąd: z kadeckiej szafy
Wysłany: 23-02-2016, 00:47   

Szlag.
Pocisk nie trafił. Niedobrze.
Kątem oka zauważyła Toruviel rysującą coś zaciekle.
Większy szlag.
Znów przypadła do ziemi, pochwyciła mały odłupek leżący nieopodal i zaczęła szybko wyrysowywać wokół siebie znaki.
Naraz, usłyszała wrzask Ylvy.
Zamarła z dłońmi nad symbolami, zerknęła na to, co wyrabia Styryjka, po czym wróciła do obserwowania Toruviel, w każdej chwili będąc gotową do skończenia tego, co zaczęła.
Po ułamku chwili zmarszczyła brwi.
Podczas przemowy kobiety rozejrzała się szybko i obserwowała elfkę dalej.
_________________
"Nie składaj obietnic, których nie możesz spełnić."
===
+ Avergill Cha'el, bambusowa łowczyni potworków = + Meriel'oarni Caernoth, cztery metry rany ciężkiej = + Słysząca Skałę Rill Pioc Ark'hant, imperialna skałomiotka = + Emilia ev. da Tirelli, sapientystka, morderczyni, agent SSW = + Inga, czarownica-sekretarka w Tymenie Mgieł = Cerys Stern, czarownica z kardamonowo-tymenowo-szakalową przeszłością = Aud Svanhildurdottir Sliabh Ard, poseł od Bryna i jednego zadania = Aina Macario, starsza Enarook z tępym nożem = Halli Auddottir, cfaniara z bandy Flodriego = + Arda, ta, która chciała dobrze = + Ava de la Corde, Czarny Diabeł, który chciał pozostać człowiekiem
 
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 23-02-2016, 01:46   

Widząc co robi Toruviel Emilia przyklęknęła, ogień zwalczaj ogniem jak to mówią. Choć czasem jest to ziemię zwalczaj ziemią. Czarodziejka zaczęła pośpiesznie rysować symbole i splatać je z szeptanymi inkantacjami. Nie widziała, co zamierza elfa, ale wiedziała, że mają coś wspólnego.
Władzę nad ziemią.
Toruvile poczuła jak coś szarpie za jej zaklęcie. Coś było nie tak. Symbole zostały wypaczone, a dokładnie ukierunkowana moc zaczęła zmieniać swój kierunek. Przynajmniej część mocy. Elfka nie była pewna co się z nią dzieje, jednak póki mag miał kontrolę nad maną i nią kierował był świadom, gdzie podąża jego moc. Toruviel tę świadomość straciła. Część many płynęła tak jak zakładała, prawda, ale nie było jej już tak dużo jak wcześniej.
W dodatku niemal całkiem straciła moc którą nadała rozkazom związanym z Ziemią. Jakby sam pierwiastek wymykał się jej sile woli.
Obydwie czarodziejki rozpoczęły pojedynek umysłów próbując zwalczyć wpływ drugiej i podporządkować sobie przepływ mocy, oraz sam pierwiastek Ziemi. I pewnie trwałyby w umysłowym uścisku przez długie minuty, gdyby nie Ylva.
Styryjka zakrzyknęła, że się poddaje. Wszyscy na ulicy to usłyszeli, cały oddział elfów. W tym Talsoi, który lekko uniósł brew, a następnie błyskawicznie doskoczył do Ylvy i Opalisa, czujnie obserwując elfa i kobietę. Sama agentka, wpatrzona w Toruviel, przez chwilę złapała z nią kontakt wzrokowy.

Czerń źrenic zapada się, łamie.
Chłód.
Ogarniający ciało ze wszystkich stron.
Chłód.
Obcy, mokry lepki...
Igła wysuwa się z umęczonego ciała.
Krzyk odbijający się do ścian.
Głuchy śmiech.
Ciemna ciecz kapie wielkimi kroplami na spokojną taflę płynu.
Kap.
Tafla faluje i unosi się.
Kap.
Ciecz przybiera obraz, człowieka.
Kap, kropla spływa po twarzy do usta, które czernieją.
Ciało pęka by ukazać wewnętrzną zgniliznę.
I resztki przymierającego blasku.
Zgnilizna poszerza się, toczy ciało, toczy twoje ręce
Ból jest przyjemny, opadająca skóra przynosi ulgę.
Jak zrzucenie za ciasnego ubrania.
Powietrze.
Czyste powietrze na nowej skórze.
I śmiech, który ciśnie się na usta.
Wolność.
Tak bliska, słodka...
Wolność.

Świat wrócił do normy. Wzrok wyostrzył się. Toruviel i Ylva patrzyły wokół lekko zdezorientowane. Gdzieś w głębi obioe kobiety wiedziały, że zobaczyły to samo. Nie potrafiły jednak wyjaśnić skąd to wiedzą, ani czemu to widziały.
Jednak całość zdawała się trwać tylko ułamki sekund, gdyż nikt z obecnych nie wydawał się zauważyć zmian w ich zachowaniu.
- Pan Elidis będzie zadowolony z takiego obrotu spraw – niski, silny głos należał do Talsoia, który obrócił się w stronę Toruviel. – Myślę, że taki układ będzie korzystny Tulia’Toruviel Meliaor. Jeśli się zgodzisz, odeskortuję Tulia’Opalisa, oraz Lutha’Othoriona.
Mówiąc to, Talsoi przesunął się nieco by mieć tak Ylvę jak Opalisa w zasięgu rąk. W prawej dłoni wciąż trzymał kordelas, lekko opuszczony ku ziemi.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 24-02-2016, 21:41   

Cholerna... Ofirka... to nie mógł być ktoś inny, musiała być ona... Poczuła jak magia znika, jakby ktoś ją jej wyrywał. Nie mogła na to pozwolić, odczuwała już z resztą w swoim życiu większą moc. Nolwe'yaro na prawdę byli mistrzami.
Szeptane inkantacje, zaśpiewy, rozlana do otoczenia świadomość... dawno nie mierzyła się z takim przeciwnikiem. Wizja wpełzła do jej umysłu nie wiadomo skąd, pozostawiając niejasne uczucie niepokoju, obcości we własnej skórze. I Ylva miała z nią coś wspólnego. Znów.

Ylva. Mówiła coś. Nie pozwalając, by strumienie mocy wymknęły jej się z rąk, Toruviel starała się zwrócić uwagę na słowa Styryjki. I owszem. Nie było to głupie. Ale...

-Tylko jeśli magini odejdzie... - mówiła powoli, jakby mimochodem, cedząc słowa, oddzielając je od siebie, nie pozwalała sobie na dekoncentrację - Znamy Cię, Ylvo Darren. Othorion i Nem zostają, Talsoi ich zabiera. Opalis i Letoy ze mną, jesteś niebezpieczna Ylvo. Zabierzemy Cię, bez broni, zabezpieczoną, nie będzie już tu trupów, które padły, bo uciekasz. - poruszyła głową w stronę czarodziejki - Tamta zostaje.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Nem 
ja nie chcieć ciastko


Skąd: z tam
Wysłany: 25-02-2016, 00:09   

Słuchała i nie wierzyła własnym uszom... Po kim jak po kim, ale Ylvie by się tego nie spodziewała. Nie miała zamiaru się mieszać do negocjacji, więc zabrała fiolkę z miksturą odkażenia, oraz igłę z nicią i ruszyła w stronę alchemika.

Przyjrzała się dokładnie ranie. Wyglądało na to, że kość jest w jednym kawałku, zwłaszcza że Othorionowi udało się przejść w bezpieczne miejsce nie wyjąc przy tym z bólu.

- Wątpię, żebyś chciał to oglądać... Postaraj się nie ruszać.

Zdezynfekowała ranę i zaczęła ją powoli i dokładnie szyć.
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 25-02-2016, 01:53   

Ostrożnie i powoli opuścił zasłonę mając na uwadze czy przypadkiem nie jest to jakiś podstęp po czym kulejąc udał się do medyczki. Duma pobolewała nad faktem, że w przeciągu kilka minut musiał ponownie zostać zszywany ale póki co wolał o tym nie myśleć.

Sprawdził w kaletkach czy żadne ze specyfików przypadkiem nie uległ zniszczeniu w czasie zamieszania i potem po raz kolejny posłusznie robił co mu kazano podczas operacji po cichu marudząc z bólu, to klnąc na siebie.
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 25-02-2016, 22:40   

Cytat:
Ylva skupiła uwagę na słowach Toruviel, obserwując jednocześnie rudego tulya. Nie mogła pozwolić, aby podszedł, nie ze sztyletem, który trzymał w lewej ręce. Jedyne, co dawało jej szansę, to trzymać się od niego na długość miecza.
Zatrzymała się jednak na jej słowa.
I zgrzytęła zębami z tłumionej irytacji na wyrażoną w tych słowach bezczelość. Gdyby miała więcej czasu i nie miała wycelowanej w siebie klingi, wywarczałaby pewnie parę ciepłych słów na temat jej hipokryzji. Na temat tego, co myśli o obwinianiu jej za śmierć Qa w środku obleganego przez nich miasta, o czynieniu jej wyrzutów z tego, ze postanowiła uciec przed czekającymi ją torturami i niewolą.
Ale tylko zgrzytnęła zębami.
- Nie trzeba było podnosić ręki na niebezpiecznych ludzi, Toruviel - warknęła - to by nikt nie zginął.
Wciągnęła powietrze, żeby się uspokoić i nie dać ponieść wściekłości.
- Rozumiem, że mi nie ufacie. Tym razem nie ma w tym podstępu. Toruviel, moc twoja i Emilii są porównywalne, trzymacie się nawzajem w szachu. odłożę broń i oddam się w twoje ręce, ale on - wskazała na Opalisa - zrobi równocześnie to samo, pozwalając, żeby Emilia go unieruchomiła. Pozostałych trzyma w szachu człowiek cesarza, jeśli trzeba w tym celu - tu z kolei skinęła ruchem lewego ramienia - niech weźmie łuk tego waszego lutha. Zresztą, postaw swoje warunki, sposób zabiezpieczenia jaki sobie życzysz.

_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 26-02-2016, 00:41   

Kiedy Ylva krzyknęła i spróbowała odskoczyć Oplis natychmiast ruszył, by ponownie skrócić dystans, jednak zanim doszedł do agentki już był przy nim Talsoi. Rudy Tulia nie mógł atakować, mógł tylko słuchać.
Uważnie przestudiował ofertę Ylvy i słowa Toruviel. Brzmiało to rozsądnie, ale były pewne punkty na które nie mógł się zgodzić. Zanim jednak zdążył coś powiedzieć Talsoi wciął się spokojnym, monotonnym tonem, niczym spokojne morze.
- Zgodnie z postanowieniami podjętymi przez obie strony pobyt tego Qa na terenie Caer był nielegalny – elf zmierzył elfkę, a następnie Opalisa zimnym spojrzeniem. – Jego obecność tutaj graniczy z incydentem, nie zapominajcie o tym.
Kiedy skończył mówić Opalis parsknął cicho, niemal nie słyszalnie i sam się odezwał.
- Nie podejdziesz nawet na metr do Tulia’Toruviel Ylvo, oddasz się w moje ręce i oboje rzucimy broń w tym samym czasie. Nie ma też mowy o tym, by ona – skinął głową w stronę Emili – miała mnie pętać.
Ylva chciała coś odpowiedzieć, lecz nie zdążyła, poczuła tylko falę gorąca przelatującą tuż koło jej twarzy. Oplis także ją poczuł, jednak nie zdążył zareagować. Ylva zresztą też nie. Ognisty pierścień wystrzelił wokół rudego Tulia z dzikim hukiem i trzaskiem magicznych płomieni. Talsoi momentalnie uskoczył ciągnąć za sobą jęzor dymu z podpalonego płaszcza, który elf szybko zrzucił na ziemię.
Ylva nie była tak szybka jak agent cesarza i stała bliżej niż on. Płomienie buchnęły jej w twarz, przepiekając skórę i osmalając kubrak Gwardii. Poparzenia nie były poważne, ale bolały.
Agentka rozejrzała się dookoła szukając źródła zaklęcia. Dostrzegła trójkę postaci biegnących od strony mostu.

Galahrid zachwiał się. Nie było łatwo przywoływać moc kiedy straciło się tyle krwi. Czuł się słaby i bez tego, a rzucenie zaklęcia było jak cios pięścią w splot słoneczny. Wergund przyklęknął na jedno kolano łapiąc oddech i próbując się pozbierać.
Kolorowe plamy kręciły mu się przed oczami, nie było mowy, żeby działał w tej chwili, jednak kiedy tylko uda mu się przezwyciężyć ból powinien być wstanie funkcjonować w miarę normalnie.

Widząc co się dzieje Othorion zamachnął się by posłać granat prosto na Emilię, ale w tej samej chwili poczuł niespodziewany, silny chwyt na nadgarstku i silę ciągnącą jego rękę w dół.
- Nie! – Nemaria krzyknęła ze szczerym przerażeniem w oczach. – Tam stoi pani Toruviel, ani się waż!!!
Toruviel wyszeptała kolejne formuły wzmacniając rytuał i próbując wyrwać się spod kontr zaklęcia Emili. Ofirska czarodziejka poczuła jak moc się wzmaga i obojętnieje na jej rozkazy, jak próbuje się wyrwać i odpłynąć do elfki. Zaczął się pojedynek sił woli. Emilia dobrze znała Ziemię, potrafiła z nią rozmaiwać i ziemia słuchała, jednak Toruviel działała nie tylko na ziemię.
Powoli, jakby w zwolnionym tempie wokół Emili zaczynały podnosić się korzenie, które rosły, przybierały i pełzły przerywanymi ruchami w jej stronę. Czasem zwalniały, czasem przyspieszały, czasem cofały się kilka centymetrów.
Zaklęcie znów zaczęło utykać w martwym punkcie, lecz korzenie w żółwim tempie zbliżały się do klęczącej Ofirki.
Widząc to Ylva skoczyła w stronę Toruviel.
- Chronić Toruviel! – krzyknęła.
Próbowała złapać maginię i wykręcić jej rękę na plecy by nie mogła się ruszać i musiała przerwać rytuał, oddalając w ten sposób zagrożenie dla Emili. Kiedy próbowała złapać elfkę dostrzegła Verlana biegnącego w jej kierunku z szablą gotową do ciecia.

Od strony mostu nadeszła kolejna postać z naciągniętym łukiem gotowym do strzału.
- Zostaw! Rzuć to! – padło w stronę Letoya.
- Nie! – krzyknęła Ylva. – Czekaj! Nie strzelaj!
Talsoi stanął pośrodku sceny próbując ogarnąć najważniejsze wydarzenia. Patrzył uważnie na Ylvę, uważając na każdy jej ruch przy Toruviel. Co jakiś czas rzucał też okiem na Octaviana. Sięgnął do ukrytej kieszeni na udzie. Pomiędzy jego palcami można było dostrzec ostrza gwiazdek do rzucania, ułożenie ręki oznaczało, że elf pośle je w Emilię, lub w Octaviana. Kordelasem elf celował w stojącego za powoli gasnącą ścianą ognia Oplisa.
- DOŚĆ! – krzyknął, jego głos huknął w uliczce niczym wiatr w trakcie sztormu. – Agentka Ylva Darren odda się w ręce pani Tulia’Toruviel za cenę pojmania Tulia’Oplisa przez siły Cesarstwa, nasi ludzi zabezpieczą waszą dwójkę i odeskortują Toruviel do wraz z resztą oddziału do połowy przedpola Caer, tam przejmą was Qa. Obydwie strony zgadzają się na warunki – stwierdzenie, nie pytanie.
Kiedy skończył mówić zagwizdał imitując dźwięk jednego z rajskich ptaków z terenu Morein. Na ten dźwięk usłyszeliście jak coś ześlizguje się z dachu pobliskiego domu. Po chwili z cienia budynku wyłonił się elf trzymający łuk z naciągniętą strzałą, z jednej z bocznych uliczek wyszedł kolejny.
Talsoi zmierzył was spojrzeniem jasno mówiącym, że powinniście przyjąć te warunki, że nie macie zbyt dużego wyboru, niż się na nie zgodzić. Łucznicy zbliżyli się bacznie obserwując walczących, jeden stanął za Ylvą, drugi za Palisem.
Agentka pierwsza rzuciła broń. Elf szybko spiął jej ręce kajdanami, tym razem nie było łańcucha za który można było złapać, a kajdanki zmuszały do trzymania nadgarstków tuż obok siebie. Kiedy Ylva dała się zakuć Opalis poszedł w jej ślady.
Dwa oddziały zebrały się naprzeciw siebie. Styryjczcy z Opalisem trzymanym przez jednego z elfów cesarza oraz elfy z Aenthil z Ylvą trzymaną przez Talsoia.
Obie grupy poszły w przeciwne strony.
Tego dnia w Caer dobito trudnego targu.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 13