Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Gra
Autor Wiadomość
Szrapnel 
Villsvin


Skąd: Kalisz
Wysłany: 20-02-2016, 01:40   

Postanowił usiąść. Stojąc tracił siły a i tak by przed nikim nie uciekł w takim stanie. Słyszał dochodzące od ulicy odgłosy kończącej się walki. Adrenalina znikała, zapał i emocje stygły. Pożoga wściekłości znowu stała się małym ciepłym płomyczkiem. Gdy zobaczył wyłaniającego się zza rogu Octaviana postanowił przyjąć twardą niewzruszoną minę. Mimo bólu nie chciał zdradzać jak bardzo oberwał. Jego mina zrzedła kiedy medyk wyciągnął swoje narzędzia.
Będzie bolało - pomyślał
Pewnie będzie boleć jak cholera - usłyszał.
Zaraz... Czy on się uśmiechnął? On się do cholery uśmiechnął! Następny medyk sadysta. - w tym momencie jego mina wyrażała już tylko ciężką rezygnację. Poddał się bolesnemu zabiegowi podczas którego wyklinał pod nosem na czym świat stoi. Na sam koniec dowiedział się, że Verlan nie żyje. Nie dziwota. Wpakował się w sam środek tego starcia. Mimo to Galahridowi zrobiło się go trochę szkoda. Z tego co zauważył, dobrze robił tą przerośniętą szablą.
-Dobra. trudno. - skomentował chwytając podaną mu rękę. - Sugeruję udać się w stronę tego mostka, z którego słyszeliśmy zamieszanie. No chyba, że masz jakiś lepszy pomysł?
_________________
"Pole rażenia granatu jest zawsze o metr większe niż zdołasz uciec"
 
 
Gorvenal 
wergundzki oddział specjalny


Skąd: Łódź
Wysłany: 20-02-2016, 21:43   

Mostek będzie dobry. Sprawdźmy czy Verlan nie miał przy sobie czegoś przydatnego albo co gorsza czegoś czego zdecydowanie nie powinni zanleźć ludzie Elidisa. Potem dalej.
_________________
Rzeczywiście nie działa. Hmm... próbowałeś dodać piorunianu?

Prawie zawsze: Jasper Flint- alchemik
Czasem: Oktavian Leadnros- medyk-strzelec, Saren z Tlais Orthogok- medyk-archeolog, Holt Wren- komandos pod przykrywką z zamiłowaniem do ciężkich zbroi
Alaric- wiecznie wiszący w chmurach myśliwy ze styryjskiego końca świata
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 23-02-2016, 02:24   

Operacja na Galahridzie była długa, męcząca i bolesna. Chociaż bolesna była bardziej dla Galahrida niż dla Octaviana. Za każdym razem kiedy medyk nacinał skórę, by wydobyć fragment metalu bolało. Jednak samo usuwanie szrapneli bolało znacznie bardziej. Ostry metal ciął i drapał skórę.
I jeszcze cholerne odkażanie, które wywracało na drugą stronę umęczone zakończenia nerwowe.
Wreszcie, z uśmiechem na twarzy sadystyczny potwór o twarzy Octaviana skończył zszywać i zasklepiać podziurawione ciało Wergundzkiego maga, który obiecał sobie, że niegy nie pójdzie do szpitala w Ofirze, lub nie zaufa komukolwiek kto ukończył tam nauki. Zresztą problem mógł być znacznie szerszy i dotykać wszystkich medyków, a nie tylko tych Ofirskich...
Rozważania należało jednak przerwać dość szybko. Musieli się ruszać i to szybko. Kto wie jak wyglądała sytuacja na moście. Medyk podniósł wciąż jeszcze osłabionego maga. Obydwaj skierowali się ku wylotowi uliczki, a gdy do niego dotarli niemal znów upadli na ulicę. Zobaczyli bowiem trupa.
Dosłownie.
Verlan przywitał ich szerokim uśmiechem i gestem dłoni. Wyglądał potwornie. Jego ciało pokrywały liczne, świeże strupy i łaty nienaturalnie wyglądającej tkanki. Jakby ktoś naciągnął skórę siłą i kazał się jej natychmiast zrosnąć. Oprócz tego mężczyznę pokrywały liczne sińce o fantazyjnych kolorach, od ogniście czerwonych, po niemal czarne.
Mimo to Verlan stał prosto, bez oznak bólu, lub zawrotów głowy. I uśmiechał się. Stał w czerwonej kałuży płynu który musiał być jego krwią. I uśmiechał się. Kałuża miała rozmiar jego ciała.
A on uparcie stał i się uśmiechał do Galahrida i Octaviana.
Verlan choć uśmiechnięty był już zmęczony. Naprawa ciała była kosztownym energetycznie procesem i czuł, że powoli zaczynał potrzebować odpoczynku. Odpoczynku... W jego przypadku nie było to tak łatwe, a ni oczywiste. Nawet śmierć nie byłaby dla niego odpoczynkiem, tylko ciężką pracą, lub wręcz udręką. Tak, musiał jej unikać za wszelką cenę, nawet skrajnego wyczerpania. W końcu tym razem też udało się przeżyć. Ledwie, kurczowo chwytając się ostatnich skrawków życia, ale się udało i tylko to się liczyło.
Dlatego był tak zadowolony i dlatego tak szeroko się uśmiechał.
Mężczyźni wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym całą trójką ruszyli w stronę mostka. Szli tak szybko jak tylko mogli, co oznaczało trucht, do którego Galahrid i tak zmuszał się czystą siłą woli, gdyż ciało komunikowało swój wysoki sprzeciw za pomocą bólu.
Mag patrzył spode łba idącego na przedzie Verlana. Choć Ofirczyk był w znacznie gorszym stanie niż to zdecydowanie lepiej szło mu przemierzanie wciąż podejrzanie pustych uliczek Caer. Zupełnie, jakby elfy wiedziały, że coś może się tu dziać. Zresztą zapewne dlatego nie spotkali żadnych patroli straży. Co z kolei rodziło pytanie, czy nie są obserwowani przez kogoś znacznie groźniejszego od strażników miejskich.
Wreszcie dotarli nad mostek.
Stojąc w bezpiecznej odległości agenci SSW próbowali rozeznać się w sytuacji po drugiej stronie. Dostrzegli trzy stojące blisko siebie postaci. Jedną z nich była Ylva, pozostali byli na pewno elfami. Cała trójka miała broń w rękach, ale nie walczyła. Po jednej stronie trzech postaci, głębiej w uliczce ktoś klęczał przy ziemi i celował ręką w postać, po drugiej stronie trzech stojących blisko siebie osób. Owa druga postać klęczała kilkanaście metrów dalej, w podcieniach, bliżej mostka. Obie były na pewno kobietami.
Nie dostrzegali nikogo więcej, ale też istniała duża szansa, że inne osoby są poza waszym polem widzenia, ukryci w arkadach budynków, czy, na wzór Octaviana, na dachach.
Rzeczą, która uderzyła całą trójkę była niezwykła statyczność sceny. Nie było widać walki, nie było słychać okrzyków. Wyglądało na to, że starcie się zakończyło, ale równie dobrze Ylva mogła zostać unieruchomiona jakimś zaklęciem, które z kolei mogła by rzucić klęcząca dalej Toruviel.
Co jednak wtedy robiła bliższa mostu Emilia? I czemu nikt się nie ruszał, zaklęcie takiej skali ciężko byłoby rzucić.
Z tej odległości najbardziej oczywiste wydawało się, że ludzie na uliczce rozmawiają... Z bronią w rękach, ale rozmawiają.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
Ostatnio zmieniony przez Elidis 24-02-2016, 23:45, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Verlan 
Atarowy synu!

Wysłany: 24-02-2016, 10:21   

Zmęczenie. Takie cholerne zmęczenie. Ale i zadowolenie. Taaak... Żyję. Psia krew, żyję! Wiedział ile będzie tłumaczeń. Wiedział ile będzie pytań i nieufności. Nie ważne. Ważna była Ylva. Nie myślał. Nie miał siły. Z tępym uśmiechem szedł za towarzyszami starając się jakoś ukryć rany, żeby nie wyglądać aż tak źle. I wtedy zobaczył dziwną scenę. Ylva i dwójka, najpewniej, elfów stała i nic nie robiła. Niedaleko klęczała Toruviel. A jeszcze dalej Emilia. Nikt się nie ruszał. Verlan miał złe przeczucia. Znał się. Cholera, znał się. Wiedział, że jeśli coś się stało Toruviel albo Ylvie będzie w stanie ich pozabijać. Wszystkich.
Najpierw Galahrid... Jest magusem ognia... Potem Octavian... Oni są najbliżej. Potem Emi... NIE! SKOŃCZ. Za dużo straciłeś... Tyle osiągnąłeś. Jesteś o krok od zagadki nieśmiertelności! A wciąż liżesz buty innych... Głos miał rację. Był o krok od zagadki. Wystarczy przeżyć. I utrzymać te dwie przy życiu. Powoli, bardzo powoli, ustawił szablę tak, że było mu łatwiej nią machać. Szepnął do towarzyszy, mając nadzieję, że nikt ich więcej nie usłyszy...
-Galahrid, skieruj się za Ylvę i tamte dwa elfy. Tylko po cichu, dobra? Octavian, zdołałbyś się ustawić gdzieś w pobliżu Emili, w razie gdyby była ranna? Ja zajmę się Toruviel.
Chyba zabrzmiało jak rozkaz. Trudno. Muszą to zrobić...
Coś wisiało w powietrzu. Verlan nie wiedział co. Ale wiedział, że to kwestia chwil nim pęknie...
_________________
2011, 2012, 2013-Atar Valahid, łowca potworów z Ofiru
2014 i epilog- Verlan, najemnik z Wergundii, imperialista z kuzynem w postaci orczego wodza.
2015- Edan ev. Valahid- nikomu o tym nie mówiący łowca głów, Człowiek Bryna
epilog i zmiówka 2015 - Verlan, skaczący między stronnictwami imperialista
Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać

Chwała żywym, chwała martwym, a już na pewno chwała Ludziom Bryna!
#DziękiBryn
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 13