Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Druga apokalipsa
Autor Wiadomość
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 16-12-2015, 15:10   Druga apokalipsa

Zabolało.
Zabolało jak szlag, cienkie drewniane ostrze miało jakieś 3 mm grubości i weszło jak nic 5-6 cm w mięsień czwórgłowy, niemal do kości. Owładnęła cię wściekła irytacja, puściłeś jego głowę żeby się zerwać i podnieść do lepszego zadawania ciosów, jednak niespodziewanie ściółka podniosła się do pionu, uderzyła cię w bok ciała.
Zabrakło ci powietrza.
Bardzo chciałeś tego powietrza, więc irytowałeś się tym bardziej, chciałeś rękami rozerwać krtań, żeby wreszcie udało się go zaczerpnąć. Ile czasu można nie oddychać? To na pewno już z godzinę... ! Klatka piersiowa nie chciała się unosić. Serce biło jak oszalałe, sprawiając cholerny ból między ściśniętymi żebrami.
Twarz twojego wroga ukazała się w wycinku nieba, które widziałeś nad sobą.
- Mam cię... - powiedział cicho, ale w jego głosie, jeszcze zdyszanym po stoczonej walce, było tyle złości i irytacji, że niemal się wystraszyłeś. Nie mogłeś zamknąć powiek, więc patrzyłeś, starając się pod warstwą błota i krwi rozeznać jego rysy twarzy. Jedyne, co mogłeś dostrzec, to ciemne oczy, które stopniowo skryły się w zapadającym wokół zmroku.
Przestało ci brakować powietrza. To ciekawe, to pewnie jakaś właściwość tego pobrania energii, nie podtrzebowałeś już tlenu... To mogło być przydatne, pomyślałeś. Zacisnąłeś ręce. Serce się uspokoiło.
Trucizna ustąpiła...?
Po długich minutach panicznej walki nagle spłynał na ciebie zupełny spokój, nawet pewna wesołość. Poczułeś tylko straszliwe zimno. Zadrżałeś i usiadłeś. Wokół panowała ciemność, wilgotna mgła osiadła ci kropelkami na włosach.
Twój wróg musiał myśleć, że nie żyjesz, zostawił ciało i odszedł. Zaśmiałeś się niemal w głos. Co za błąd, co za głupota.
Co prawda wszystko cię bolało, a zwłaszcza ów przebity mięsień, i było ci straszliwie zimno, gdzieś zapodział się twój buzdygan, ale wstałeś, poprawiłeś poszarpane walką ubranie i rozejrzałeś się.
W półmroku niewiele było widać, wokół przewalały się kłęby mgły, nie było zapachów, nie było kolorów.
Trzeba wrócić do kwatery, pomyślałeś, ogarnąć wyposażenie, umyć się. A potem go dorwiesz. I tego, kto za nim stoi, tego potwora, którego dostrzegłeś przez krótką chwilę, gdy udało ci się sięgnąć do umysłu napastnika. Idąc, rozmyślałeś, analizowałeś, zastanawiałeś się.
Kim on jest? Czym jest....? Prześledziłeś wydarzenia, wszystko co zobaczyłeś, każdy element jego wyposażenia (uczyń to ;) ), postanowiłeś to wszystko rozpisać, każdy detal mógł cię do niego doprowadzić.
Z zamyślenia wyrwało cię warczenie.
- O szlag...! - powiedziałeś na głos, zorientowawszy się, że nie masz broni. Aguara była nierzadkim mieszkańcem tych lasów, a spotkanie się z kolejną w nocy, we mgle....
Złożyłeś ręce i wyskandowałeś zaklęcie fali ognia, licząc na rozświetlenie terenu, ale poczułeś tylko zawrót głowy. Nic z tego, nie ma energii.
Poczułeś lekkie ukłucie strachu.
Tuż obok coś zaszeleściło, poczułeś wyraźny zapach krwi, futra i padliny. Trochę panicznie zacząłeś się rozglądać, ale widziałeś tylko kłeby mgły.
Charakterystyczne szczeknięcie aguary rozległo się tuż przy twoim uchu, wrzasnąłeś i spróbowałes odskoczyć, ale to ci nie pomogło. Potężny kształt spadł na ciebie jak głaz, przyciskając do ziemi, poczułeś wyraźnie smród padliny, kiedy kłapnęła ci zębami nad twarzą... Po czym ciepły, mokry jęzor mlasknął cię przez policzek.
Podniosłeś się ostrożnie.
To była twoja aguara. Dogonił cię, pomyślałęś z rozczuleniem, wbjając dłoń w gęste futro drapieżnika. Ten położył się jak długi wzdłuż twojego ciała, wywalił ci łeb na uda i trącił łapą, popiskując jak mały lisek.
Nie do wiary, mruknałeś pod nosem. Dobry żart. W twoim umyśle rozbłyskiwała radość aguary, jej entuzjazm i chęć działania.
Po dłuższej chwili obaj ruszyliscie ku osadzie. Tak sądziłeś, że tam. Ale nie mogłeś znaleźć drogi w tej cholernej mgle. Aguara raz po raz najeżała się, warczała na coś w ciemności, kilka razy widziałeś jakieś światła, ognie, słyszałeś głosy. Nawet wołałeś, ale bez efektu.
Wreszcie po iluś godzinach wędrówki smugi mgły zaczynały jaśnieć, musiał wstawać świt. Wstąpiła w ciebie lekka nadzieja, może uda się znaleźć drogę, bo zacząłeś poważnie tęsknić do suchych ciuchów i ognia kominka. Własciwie wydawało się, że nie ma na świecie niczego wspanialszego niż ciepło kominka...
Poczochrałeś za uchem aguarę, która mruknęła z zadowoleniem, i ruszyliście szybkim krokiem. Wreszcie zacząłeś dostrzegać kontury drzew, skał,kształty pni. Przyspieszyłeś kroku, roztrącając butami miękką bukową ściółkę, i wtedy wyłożyłeś się jak długi. Musiałeś się o coś potknąć.
Podniosłeś się.
Pod twoimi nogami leżało ciało. Twarz stężała w grymasie miała szeroko otwarte oczy, postać leżała na wznak, w liściach i ściółce. W prawym udzie tkwił długi drewniany pręcik z trucizną.
Mgły się rozrzedziły.

Nie żyłeś.
Ta informacja dotarła do twojego umysłu wraz z falą wściekłości, strachu i niezrozumienia. Potrzebowałeś dłuższej chwili, żeby to zrozumieć.
Chwila trwała.
I trwała.
Aguara siedziała przy tobie, patrząc ci w twarz, teraz dopiero dostrzegłeś krew na jego futrze i namacałeś ranę po ostrzu rapiera pod lewą łapą.
Westchnąłeś.

Jedynym miejscem, gdzie widziałeś coś we mgłach, było to miejsce, gdzie umarłeś. Spróbowałeś podnieść z ziemi buzdygan - nie udało się. Ale bez problemu trzymałeś wszystkie przedmioty, które miałeś przy sobie w momencie śmierci.
Widziałeś postaci ludzi, żywych, krążących we mgłach, widziałeś niewyraźnie, jak kontur. Wołałeś, ale nie zwracali uwagi. Nie miałeś many do zaklęć.
I było ci zimno. Zawsze.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Uszek 
Puszek


Skąd: Warszawa
Wysłany: 16-12-2015, 23:17   

Kiedy Miquito usiadł, czuł się jak po długim śnie wypoczęty, lecz dziwnie zmęczony i przemarznięty. Słyszał dzwonienie w uszach. Zorientował się, że przeciwnik popełnił błąd, zostawił go na pewną śmierć, ale nie dopilnował czy tak właśnie się stało. Zaśmiał się opętańczo ze swojego szczęścia i głupoty wroga. Kiedy usiłował wrócić do kwatery, zaczął się zastanawiać, z kim walczył. Pamiętał, że przeciwnik był średniego wzrostu mężczyzną, sądząc po ruchach - kimś, kto większość życia spędził na walce. Potrafił posługiwać się wieloma brońmi, Miquito widział, jak nieznajomy używał sztyletów i strzałek, a przy pasie miał rapier, którym z pewnością walczył równie dobrze. Jednak nawet tak sprawny mężczyzna nie zdołałby powstrzymać wysysania energii. Ktoś musiał za nim stać, wspierać go i wtedy przypomniał sobie ochydną twarz z obłażącą skórą, patrzącą szeroko otwartymi świecącymi oczami, która go tak silnie zaatakowała. Przeciwnik używał strzałek pokrytych paraliżującą substancją, nie oszczędzał ich, więc pewnie ma do nich stały dostęp. Miquito stwierdził, że musi zapytać się zielarza, gdzie można takie znaleźć. Wtedy właśnie usłyszał niepokojące dźwięki - warczenie. Zaczął gorączkowo szukać broni, ale kiedy okazało się, że to jego Aguara poczuł ulgę i radość, wtulając się w sierść, czuł więź, jaka łączy go z samicą. Usiadł, wtulając się w jej futro i zastanawiał się, co robić cały dygotał, a bliskość masywnego "piecyka" nie pomagała. Zadecydował się wyruszyć w drogę, by jak najszybciej się ogrzać i przebrać.
...
Gdy zobaczył do kogo należy ciało, o które się potknął, zdał sobie sprawę, że ten piszczący dźwięk był tak naprawdę brakiem dźwięku. Dźwięku którego słuchał przez całe swoje życie, dźwięku swojego serca. Przeraził się, a emocje, które dotychczas tłumił przemieniły się w furię. Padł na kolana, kierując całą swoją nienawiść w stronę jednej istoty. Na stworze, który odebrał mu wtedy energię, poprzysiągł sobie zemstę. Wyczuł akceptacje ze strony towarzyszki.
Klęcząc, zauważył krwawą ranę, co go jeszcze bardziej dobiło. Pomyślał, że musi nazwać zwierzę, więc wybrał imie EZTLI, co oznacza krew, którą przelali we wspólnej sprawie.
Wraz ze śmiercią stracił część ludzkich cech, zmalała jego pycha i przywiązanie do ludzi.
Po chwili wstał i dopiero teraz poczuł głód. Głód energii. Zawył przeciągłym, zwierzęcym głosem i zwracając się do mocy Aguary przyjął formę Lisa i ruszył za nią w kierunku przypuszczalnej wioski, by zdobyć ENERGIĘ. - Jeżeli dobrze rozumiem szamaństwo i polimorfizm Aguarki <3
_________________
Człowiek cień młota nad głową wrogów
Ostatnio zmieniony przez Uszek 16-12-2015, 23:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 17-12-2015, 03:13   

<Aguarka jest samcem, przypominam, ale imię Eztli jest super :) możesz przyjąć postać aguary, będzie to widmo zwierzaka, w sensie duch. Dopóki nie wykonasz czegoś, co nada ci formę pół materialną>
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Uszek 
Puszek


Skąd: Warszawa
Wysłany: 17-12-2015, 08:43   

A już sie przywiązałem :(
Skoro nie mogę edytować wiec tu skoryguje
W zasadzie to samo tylko zamiast czuć więź czuje sie jednością
I na koniec przybieram formę aguary i udaje sie w stronę jak mi sie wydaje osady
_________________
Człowiek cień młota nad głową wrogów
Ostatnio zmieniony przez Uszek 17-12-2015, 08:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 21-12-2015, 17:09   

Snujesz się więc w stronę osady. Twoje pole widzenia jest cały czas zamglone i jest ci cały czas zimno.
Za to doszła ci cała paleta doznań, których dotychczas nie znałeś, nie umiesz ich nawet nazwać. To nie to, że wyostrzył ci sie węch - ty zaczynasz widzieć węchem. Twój mózg jest w stanie na podstawie śladów zapachowych określić kto kiedy stał w danym miejscu i jak się wtedy czuł. Miałeś wrażenie, że zaczynasz widzieć wszystko w jednym wymiarze więcej.
Słuch natomiast wyostrzył ci się po prostu, słyszałeś jak mysz przewraca się na drugi bok w norze odległej o pół mili.
Usłyszałeś więc także i Tlilo.
Szybciej niż się spodziewałeś. Szła pod górę od strony miasteczka wąską uliczką wśród poszarzałych i oszronionych żywopłotów. Towarzyszył jej mężczyzna, rozmawiali przyciszonym głosem.
W zmrożonym powietrzu oboje pachnieli pośpiechem, strachem, niepewnością, rozglądali się dookoła.
Podszedłeś całkiem blisko. Nie mogli cię widzieć, może trochę wyczuwali bo kilka razy obejrzeli się niespokojnie.
Podążali do chatki, która wyłoniła się ponad nimi na stoku.
Chatka była otoczona żywopłotem, przy obszernej werandzie rosły drzewka owocowe, a między nimi na równo wydzielonych grządkach rosły warzywa i zioła. Grządki z ziołami były już zrudziałe i szare, same zioła wyschnięte, o tej porze roku było to dość oczywiste. Nie wszystkie zioła zbiera się zielone.
Z drewnianej chatki unosił się dym, pachnący bukowym drewnem i wędzarnią. Od strony osady szło się pod górę, wąską dróżką za żywopłotem i tą właśnie dróżką szliście w tym kierunku

Obydwoje przeszli przez ogród, podeszli do drzwi, zatrzymali się na werandzie, zapukali i weszli do środka.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Uszek 
Puszek


Skąd: Warszawa
Wysłany: 21-12-2015, 19:51   

Miquito, aż oblizał się z wrażenia, nadaje się idealnie - pomyślał.
Ale jak to zrobić? Będę musiał podkraść się niezauważony najlepiej w chwili, kiedy będzie sama, następnie wywołać obraz zmarłej kapłanki i potwora, który ją zabił. Najlepiej by upodobnić cień, który widziała, do potwora, by miała świadomość, że wystarczy jedno krzyknięcie, by uratować znajomą i oficerów, że te ofiary to jej wina. Następnie trzeba będzie podbudzić w niej wściekłość, która powstała i wspierać to, co motywowało ją do szukania potwora w pierwszym miejscu. Kiedy będzie płakać i wściekać się, trzeba będzie ukazać jej rozwiązanie. Pokazać jak wykonuje rytuał i potwór rozpada się w pył i jaką euforię poczuje, gdy zwycięży.
Ale najpierw musiał ją znaleźć.
Miquito drżąc z częściowo podekscytowania, a częściowo z tego cholernego wszechobecnego mrozu, powoli nisko przy ziemi podchodzi do budynku, nasłuchując i węsząc nietypowych rzeczy i śladów obecności potwora. Kiedy zbliżył się do domku i nic go nie, rozproszyło postanowił zabawić się swoimi nowymi mocami i spróbował przeniknąć przez ścianę, by rozejrzeć się i zobaczyć, jak to wszysko wygląda bez wzbudzania większej uwagi.
_________________
Człowiek cień młota nad głową wrogów
 
 
Uszek 
Puszek


Skąd: Warszawa
Wysłany: 22-12-2015, 02:44   

Przepełniony wściekłością i nienawiścią do słabych ludzi pognał w stronę wioski.
Kiedy dotarł acha pobierać energię najpierw wszedł do jego ostatniego miejsca zamieszkania i wyssysiwal energię z każdego kogo znalazł.
Czas spędził na pożywieniu sie i szukaniu ofiary która łatwo będzie wrobić w rytuał sprawdza rodzine ofiar itp.
_________________
Człowiek cień młota nad głową wrogów
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 14