Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda #23
Autor Wiadomość
Prim 
Villsvin
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 03-03-2015, 22:11   

Mam nadzieję, że Kurt zajmie się oddziałem i nie spuści z Reshiego oka... tamten pewnie już coś kombinuje..
Westchnęła. I skinęła zabójcy głową. Tamten również to uczynił. Miała nadzieję, że Rytuał nie potrwa długo.

Zajęła wskazane miejsce w kręgu. Skupiła się. Obok niej, w tym samym zastanowieniu dryfowała Toruviel.
Zaczęły bacznie obserwować ruchy Szamanki. Znowu pojawiły się symbole, kręgi, aktywne sfery.
Tym razem jednak Ognistowłosa śpiewała.
Z początku cicho, później coraz głośniej.
Gdy bezgłośnie podziękowała za pomoc, aktywując kamień, Prim pochyliła głowę. Uśmiechnęła się lekko.
Symbole wokół obelisku zaczęły parować.
W tych oparach kształtowała się Mowa, Dziedzictwo, Siła. Jedność Za- Południa.
Szamanka po chwili zaczęła słabnąć.
Jeśli dalej będzie słabła..to...trzeba ją będzie wesprzeć, myślała, wpatrując się z troską w Ognistowłosą.
Na szczęście Rytuał włączali się kapłani i dostojnicy, potęgując śpiew Rytuału. Potęgując również siły Szamanki.
Energia kotłowała się w Monolicie. Powstrzymywana i kształtowana Mocą Szamanki. Wyglądała niesamowicie, falując i promieniując blaskiem na ściany z Minerału.
Ognistowłosa zadrżała. Od kilku minut coś zmieniało się w jej postawie.
Prim dostrzegła, jak każdy ruch staje się dla niej coraz cięższy, jak z wysiłkiem kontroluje pokłady energii Monolitu. Nadszedł czas, by wspomóc ją i zapisać myśl.
Pierwsza zrobiła to Toruviel. Jej wysoki głos wzbił się ponad inne, niosąc ze sobą naprawdę piękną pieśń. Jej kolejne tony zabrzmiały historią Aenthil i ludzi Północy. Zabrzmiały uczuciami, głębokimi, prawdziwymi, schowanymi na samym dnie serca.
Prim pomyślała, że tak w zasadzie...to oprócz innego kształtu uszu... nie różnią się aż tak bardzo.
Obie miały Dom, który został im odebrany. Obie przeżyły jego utratę. Obie mają w sobie ogromne pokłady żalu i smutku tamtych dni. I dni teraźniejszych, gdy patrzą na losy swojego ludu.
Obie potrafią czuć. Moc, energię, bieg życia.
Toruviel zakończyła śpiew. Wszystko zostało przez nią wysłane. Prim wiedziała, że właściwie nie musi nic dodawać o Północy. Elfka zachwiała się. Wysłana przez nią energia dotarła do Szamanki.

Nadeszła jej kolej.
Ułożyła ręce przed sobą, utrzymując dłonie naprzeciw siebie w niewielkiej odległości. Lekko je zaokrągliła.
Spróbowała dołączyć do śpiewu. Cichutko, nucąc swoją melodię, komponującą się jednak z potężną mantrą kapłanów, zaczęła skupiać w sobie Moc.
Matko Naturo, wspieraj mnie w każdym przedsięwzięciu...użycz mi Mocy..patronuj poczynaniom... Winorośli..patronko moja... bądź.
Poczuła, jak energia przepływa przez jej ciało, jak skupia się w jej ciepłych dłoniach.
Czas, by dopisać coś do Pamięci...
Myślała ostrożnie, starannie dobierając słowa..
Imperium. Sojusznik. Przyjaciel. Przyniósł pomoc. Wspiera swoją mocą.
Wzajemne cele i obietnice.

Tu przez głowę przebiegło jej spotkanie z Ognistowłosą, jej słowa sojuszu...
Skupiła się na centrum Rytuału, chciała, by jej myśli, nasycone energią Matki Natury, dotarły do celu.
Zwróciła dłonie w stronę Monolitu. Popchnęła strużkę energii. Czuła, jak opuszcza jej ciało i mknie do celu.
Odetchnęła. I ponownie zaczęła zbierać ją w sobie, by mocniej wspomóc Szamankę. Jeszcze jedno pchnięcie.

Właściwie wszystko zostało już powiedziane. Lecz jeszcze jedno wspomnienie kołatało jej się w głowie. Wywołane śpiewem Toruviel błąkało się przed jej oczami, jak dawno wyparty sen.
Velida...
Nucąc swoją mantrę, czuła, że po policzku popłynęła jej łza.
Postanowiła dodać coś jeszcze do Pamięci.
Że ludzie Północy nie różnią się wiele od nich. Też kochają, płaczą, śmieją się i modlą.
Rodzą się i umierają.
Często bez poczucia, że właściwie żyją. Że coś się w nich zmienia.
Wielu walczy w imię ideałów, Ojczyzny, samego siebie.
Są odważni, są Ci tchórzliwi.
Są uparci, i ulegli, są godni miłości i godni pogardy.
Są różni.
A czerpanie z tej różnorodności może czegoś nauczyć. Nauczyć unikać błędów, nauczyć bardziej kochać swoją ziemię i Matkę. Nauczyć żyć tych, którzy trwali w uśpieniu.
Bo być może i Za- Południe po pewnym czasie potknie się o te same kłody, zatopi się w sobie, nie dostrzeże niebezpieczeństwa, jak nie dostrzegła go Północ...
Westchnęła. Tworzy się Nowy Świat.

Skierowała dłonie w stronę Monolitu i Szamanki.
Wyprostowała palce i ponownie popchnęła energię, zgromadzoną w dłoniach. Zielonkawa poświata pomknęła w centrum Rytuału.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 05-03-2015, 04:38   

Reshi,
idąc wzdłuż galeryjki podeszliście do podstawy schodów, rozmawiając.
- Imię człowiek Kalid, ona kobieta w on myśl jest bardzo - kapłan uśmiechnął się z niejakim zrozumieniem - Mocna myśl, dobra, wiele. I ona kobieta może być że myśl też on. Nawzajem myśl dobra. Wtedy jeśli on ... obiecać śmierć przez my, to ona magia rozpraszać.
Khan przeciw my nie. On razem my. Ale ona kobieta, Emilia, ona swoja wola mało, ona władza mocna magia inna. Mocna jak Khan może więcej mocna nawet. Magia od boga. Boga-las. Boga-puszcza - w powietrzu nakreślił zawiniętą swarzycę - Boga ta sama jak smok. Styria - zgrzytnął zębami słyszalnie.
- Myślałem, ze idziemy na zewnątrz - wtrącił się Verlan - Wolałbym wiedzieć, co tam się dzieje, tu trochę jesteśmy ślepi i głusi, nie? Kurt?
Wszyscy mówiliście cicho, jako że na dole wciąż trwał rytuał, ku sklepieniu wędrowały kolejne wiązki świetlistych promieni.
- Nie wiem, szczerze - mruknął dowódca, nie podnosząc wzroku znad opartej na podkurczonym kolanie kuszy - Nie wiem, czy przy tych magiach coś nie wylezie nagle w środku sali. Ale masz rację, jakby się mieli tu nagle materializować, to już by tu byli. Dobra, Verlan, może faktycznie rozjrzyjcie się. Może niegłupio by było zabezpieczyć więcej terenu... Ale gówno tam, nie mamy tyle granatów, tylu ludzi... A ciągle centrum zagrożenia jest tu. Muszą tu wleźć. Chyba, że Reshion wymyslisz coś innego, to nie krępuj się.


Prim i Toruviel,
wasz śpiew przebrzmiał, wtopił się w chór innych głosów, dźwięk nabrał kształtów i pomknął ku sklepieniu świetlistymi rozbłyskami zaznaczając się gdzieś na powierzchni wydrążonego kamienia.
Zatopione we własnych odczuciach i wzruszeniach, dopiero po chwili dostrzegłyście, że patrzą na was. W szeroko otwartych oczach, w większości zaciągniętych łzami, malowało się poruszenie, zdziwienie, współczucie, wielka serdeczność. Wiodłyście wzrokiem dookoła sali, a kolejni przesyłali wam pełne szacunku i sympatii ukłony i uśmiechy. Jeden z mężczyzn wyszedł nawet ze swojego miejsca w kręgu, by podejść do was i gestem, który widziałyście już wcześniej, objąć swoimi dłońmi wasze dłonie na znak przyjaźni.
Maiput odwróciła się od kamienia i patrzyła na was uśmiechając się, przycisnęła dłonie do serca i wyprostowała w waszą stronę, mówiąc "dziękuję".
Przyszłość jest nieznana, nikt nie powinien nigdy łudzić się tym, że wie, co ona przyniesie. Ale w tym momencie zyskałyście przekonanie, a właściwie pewność, że pomiędzy ludem Zapołudnia a ludem Aenthil, pomiędzy ludem Zapołudnia a ludźmi Imperatora, pomiędzy ludem Zapołudnia a niziołkami z Velidy zawsze będzie zrozumienie i przyjaźń. Coś znacznie więcej wartego niż jakiekolwiek polityczne sojusze.

Rytuał trwał dalej.
Szamanka odetchnęła głęboko, jak przed kolejnym wielkim wysiłkiem. Wasza moc pozwoliła jej odzyskac siły, zebrać z powrotem w garść rozchwiane emocje, zapanować nad energią własnego umysłu.
Pamięć była kompletna, powiązana z Ludem.
Trzeba było zdjąć więżące ją zaklęcie.
Powoli, niemal mechanicznymi ruchami, starannie analizowała każdy z symboli dookoła. Płonęły teraz fioletem, zamiast błękitem, podobnie jak monolit, w którym wciąż kotłowały się fale energii.
Potem zaczęła je osłabiać. Krążąc dookoła kreśliła linie, które miały stanowić odwrotność magicznej potężnej blokady.
kiedyś, pokolenia temu, grono potężnych ludzi o wielkiej mocy, zakładało wspólnie wiele dni te blokadę. Teraz ona jedna, sama, chciała ją złamać w godzinę.
Wszyscy patrzyliście w skupieniu, jak linie powoli bledną, aż stało się coś, co zaburzyło waszą wiarę w zmysł wzroku.
Maiput krzyknęła krótko, urywanie, dźwiękiem o bolesnej częstotliwości, zmuszając wszystkich do przysłonięcia uszu. Krąg zaklęcia przygasł na krótką sekundę, gdy odbite od ścian obelisku fale dźwięku wróciły i uderzyły w znaki. Wtedy przez niego przeszła. Przekroczyła krąg i weszła do środka. Podeszła do powierzchni monolitu, przyłozyła do niego dłonie, stojąc po kostki w parującym oleju skalnym. Widzieliście, jak zamyka oczy, a ból ścina jej rysy, jak dłońmi napiera na powierzchnię kamienia, aż zaczyna dziać się niemożliwe. Powierzchnia ustąpiła.
Maiput zrobiła krok i weszła w monolit, który zawrzał szkarłatem, wokół niej uniosły się smugi buzującej energii, unosząc wysoko jej wężowe sploty włosów, rozpościerając fałdy karminowej sukni.
Obręcz symboli wyrysowanych w powietrzu zapłonęła czerwienią, cała komnata utonęła w czerwieni.
Olej skalny przekroczył temperaturę zapłonu i zajął się żywym ogniem, obejmując monolit płomieniami.
Szamanka z uniesionymi rękoma jak natchniona unosiła i koncentrowała emanującą z monolitu energię, układała ją w fale i koncentrycznie uderzała nimi w otaczający monolit wieniec. Raz za razem. Raz za razem.
Osłabła po kilkudziesięciu.

Jeśli rytuał się nie uda... lub mi się nie uda z niego wyjść... proszę... obrońcie to, co tu zostawię.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 06-03-2015, 02:01   

Patrzył na rytuał na dole, mrużac oczy, czuł się źle.

Powinienie tam być. Powinienem dodać coś do pamięci. Powinienem zabezpieczyć przynajmniej moich rodaków. Ale tego nie robię. W pełni świadomy wynikających z tego niebezpieczeństw.... Ehh. - Wzdechnięciu w myślach towarzyszyło jeszcze jedno, materialne.

- Ograniczył bym się do obstawienie wejścia, od którego zmierzała Taihire i reszta grupy. Poszło ich całkiem sporo, jeśli oni sobie z nimi nie poradzili to wątpię abyśmy my mieli dać radę. - Zaczął się rządzić, spoglądając na tłumy na dole. - Wspominali też o tym potworze, voghernie, czy jakoś tak. To go chyba spotkaliśmy chyba po drodze tutaj, jak mają pecha to w niego też wdepną, nasi lub tamci. - Obrócił się twarzą do kusznika. - Jak chcesz tam iść to powstrzymam ciebie. Weźcie cześć tych granatów zamocowanych wcześniej przez Cynthię, przydadzą się. Mała grupa powinna zostać też za wami jako oddział odwodowy lub ubezpieczający. Można też wyjście za minować i po waszym ewentualnym wycofaniu wysadzić je. - Wzruszył ramionami. - Ja bym jednak nie szedł. Niby szamanka może teraz umrzeć jak mówiła ale póki co to ryzyko jest duże. Oni i tak tutaj zamierzają przyjść, więc możemy na nich poczekać, zrobić zasadzkę, cokolwiek. Wykorzystajmy przewagę terenu i liczebną. Gobliny też można wykorzystać przecież to loka.. - Nagle zatrzymał się w środku gestykulacji. Spojrzał delikatnie w bok, towarzyszył temu ruch ust. Potem zwrócił się do kapłana.- Czy mieszkają tutaj elfy podziemne? Bądź bywały zauważane na tym terenie? I w sumie.. czy dodawanie pamięci się już skończyło? Bo.. - Jakoś ten ton, który zazwyczaj towarzyszył mu cały czas znikł i zastąpił go głos pełen smutku, taki którego nie używał od kilkunastu lat, od pamiętnych wydarzeń. - .. chciałbym coś jeszcze dodać... jak można..
 
 
Akinori 
Villsvin
Fenrir


Skąd: Wrocław
Wysłany: 06-03-2015, 18:49   

- Zostanę tutaj razem z ludem i moją Panią. - Powiedział Fenris - Po mimo faktu że nie przydam się w rytuale sądzę że tu jest moje miejsce, u jej boku.
_________________
"Eee tam, wyklepie się na warsztacie"
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 07-03-2015, 02:26   

Gdy zamilkła i posłała impuls wynurzyła się ze swoistego transu własnej podświadomości - jej wspomnień, ideałów jej pobratymców i ich nadziei, spostrzegła jak zgromadzeni tu tubylcy patrzyli na nią i Primulę. Wzruszenie, zrozumienie, smutek, ciepła pewność, że jesteście ich sojusznikami i zapewnienie, że oni są waszymi.
Ci ludzie na prawdę tworzyli jedyną w swoim rodzaju wspólnotę.

Chór głosów ucichł. Zaczynała się najtrudniejsza część Rytuału. Przebudzenie, zdarcie licznych, wielowiekowych pieczęci strzegących wiedzy...

Toruviel, patrząc na to co działo się z Szamanką, zacisnęła bezsilnie dłonie w pięści. To, co robiła ta kobieta było niezwykłe. Wymagało wielkiej siły i jeszcze większej samokontroli. A siły Szamanki słabły z każdą chwilą. Naładować się znowu, pomóc jej. Ale nie zdążyła.

Szmanka wkroczyła do środka kamiennego monolitu, zawisła pośród litej skały, wywołując u elfki ciche westchnienie. Rzeczy, które zdają się niemożliwe, mogą się urzeczywistnić. Ale prawdopodobieństwo, że kobieta nie wyjdzie z tego cało było olbrzymie. A wtedy oni będą musieli być gotowi.

Z wahaniem oderwała wzrok od rozgrywającego się przed nią magicznego spektaklu, odwróciła się. Musiała to zrobić jeszcze raz. Zaczerpnąć jeszcze raz. Żeby móc zrobić coś jeszcze. Żeby nie stać z boku/
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Prim 
Villsvin
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 08-03-2015, 01:35   

Przyjaźń. Sojusz. Między Imperium, a Za- Południem. Ludem Velidy i Ludem Ognistowłosej.
Po twarzy przemknął jej jakiś znak wzruszenia.
Przez chwilę czuła się jak w domu...w Dolinie.
Czy odtąd Za- Południe stanie się jej drugim Domem?
Miała nadzieję, że sojusz Imperium okaże się mocny, prawdziwy. Okaże się wsparciem, gdy cała Północ będzie ścigała..
Ścigała z nożami w zębach i dłoniach.
Generalnie nie miała nic naprzeciw nożom. Wręcz- lubiła je. W kuchni. Przy pasie. Opcjonalnie w krtani przeciwnika. Absolutnie natomiast nie lubiła noży w swoim własnym brzuchu.
Szamanka obiecała. Prim też. Wesprze ją, jak tylko będzie umiała.
Nawet, jeśli ta znajdzie się za progiem Śmierci. Będzie próbowała ją wydrzeć. Wyszarpać z objęć Tej, która zbiera krwawe żniwo. Matka Natura jej pomoże...

W skupieniu wpatrywała się w centrum Rytuału. Szamanka, wsparta ich energią zaczęła uderzać falami w wieniec wokół monolitu. Prim z niepokojem obserwowała jej poczynania.
Energia nie jest nieskończona..co...jeśli nie wystarczy...
Z każdym kolejnym ruchem Szmamance coraz ciężej przychodziło kierowanie falami.
Nadszedł moment osłabienia.
Spojrzała w bok. Toruviel udała się zaczerpnąć energii.
Prim miała natomiast jeszcze jakąś rezerwę. Niewiele. Tak, by pewnie stać na nogach...
Zadecydowała. Pośle tyle, ile zdoła. Tak, by jeszcze przez chwilę podtrzymać Szamankę. By zyskać na czasie do powrotu Toruviel. Potem zaś ona uzupełni to, co przed chwilą pomknęło w stronę Monolitu.

Złożyła ręce przed sobą. Musi odpowiednio wyważyć ilość.
Popchnęła niewielką strugę energii.
Zakręciło jej się w głowie. Ciemne plamy tańczyły przed jej oczami.
Ledwo utrzymała się na nogach. W głowie zaczął pulsować ból.
Zmrużyła oczy. Musi wytrzymać, póki Toruviel nie wróci. Póki ona sama nie pobierze Mocy.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 08-03-2015, 17:52   

Reshi,
Kurt z lekkim zniecierpliwieniem poprawił ułożenie kuszy. Nie patrzył na ciebie, cały czas śledził wzrokiem salę, gotów do natychmiastowej reakcji.
- Stary, nie rozumiem o co ci chodzi - westchnął - Ta cała świątynia tutaj jest obstawiona, jak widzisz. Granaty możesz wziąć tam, gdzie będzie miał kto je odpalać i lepiej zeby to była Cynthia, to gówno ma taką temperaturę, że jeden zły ruch i nawet popiołu nie zostanie. Uważasz, żeby posłać ludzi do wyjścia, gdzie poszedł Kodran? Dobra, w sumie można.
Twoje ostatnie pytanie było skierowane chyba do kapłana, w każdym razie on uznał, że jest do niego.
- Elfa? Blada elfa tu nie. Daleko, daleko niż krawędź wielka woda. A Pamięć... - spojrzał z niepokojem za krawędź galerii, gdzie w rozjarzonym do czerwoności monolicie trwała Szamanka - Tak, skończone. Teraz obręcz nie-pamięć łamanie - westchnął ciężko i ze smutkiem - Jeszcze chwila tutaj. Po chwila jak wszystko koniec, jak ty mówiony, iść do tam gdzie Taihire? Tak? Albo ty iść albo nasza ludzia. Tak?



Tymczasem na dole komnaty magiczny spektakl trwał dalej i coraz bardziej przeradzał się w smutny dramat.

W wyraźny sposób wzmocniona energią od Prim, unosząca się w monolicie Szamanka po raz kolejny poderwała się, rozjarzyła obręcz znaków, wyemitowując tę energię na zewnątrz. Obręcz zaiskrzyła tak, że roznoszące się od niej światło utworzyło nad monolitem świetlistą kopułę.
To dało Szamance chwilę więcej. Ale minęła może minuta, kiedy pod niewidzialnym ciężarem jej dłonie opadały coraz niżej, ona też pochylała się, aż w końcu upadła na kolana, podpierając się rękami.
Płomienie zdawały się wnikać do wnętrza monolitu, zajęły jej włosy, tworząc wokół głowy złocisty pióropusz.
Ognistowłosa...
Dookoła was milczeli. Wielu płakało. Niektórzy w bezsilnej złości chcieli rzucać się na wieniec symboli, kilku to zrobiło, padając bez czucia, pozostałych powstrzymali. A niektórzy modlili się.

Jednak zamiast przerażającego końca nadeszło co innego.
Usłyszałyście to jak odległy szum, niezidentyfikowany dźwięk, jakiś hałas, trudny do przypisania jakiemukolwiek instrumentowi. Dopiero po chwili zrozumiałyście.
To był śpiew.
Dobiegający z zewnątrz poszum zmieniał się w rosnący z każdą sekundą potężny zaśpiew, chór serek gardeł, niosący niewyobrażalną moc. Byłyście skłonne się założyć, że tym śpiewem rozbrzmiewało całe Zapołudnie, że wszyscy co do jednego tubylcy zatrzymali się i dołączyli do tego śpiewu.
I dźwięk zaczął materializować się.
Monolit spowił czarny dym, jak płaszcz, przytłumił płomienie i zasłonił buzującą wewnątrz moc i klęczącą wyczerpaną kobietę
Odczuliście ich wszyscy jeszcze zanim oczy zobaczyły kształty. Zrobiło się zimno, bardzo zimno. Najpierw ze zdziwieniem zobaczyłyście, że pozostali milkną, pochylają głowy, padają na kolana. Potem poczułyście strach, tak wielki, że z trudem powstrzymałyście paniczną chęć ucieczki.
A potem ich zobaczyłyście.
Stali wokół monolitu. Pięć czarnych postaci, jak ciemniejsza plama w ciemności, tak intensywnej, że zdawała się pochłaniać światło wokół.
Każda z was odczuła to osobno, ale każda tak samo. Bo oni choć stali przy monolicie, patrzyli na was.
Postaci bez twarzy, twarze bez oczu, oczy bez źrenic, patrzyły na was, wyszukując w was strach, samotność, nienawiść, cierpienie. Znaleźli.
Przyjrzeli się z ciekawością.
Byłyście absolutnie pewnie,że skinęli głowami. Z akceptacją. Może nawet z wdzięcznością. Ale nie byliście pewni czy znają te uczucia.
A potem obręcz symboli pękła.
Implozja zassała dźwięk, przez chwilę pozostawiając was w ciszy, która wyła wam w uszach i rozbłyskiwała fontannami gwiazd w kącikach oczu.
Oni stali wokół niej, kształty stapiały się z płomieniami, migotały. Ona wstała, ręce miała rozrzucone na boki, bransolety drgały w migotliwym blasku oplatających ją płomieni. Straciła sploty włosów, krótkie, rozplecione kosmyki unosiły się delikatnie wokół jej głowy. Oczy miała szeroko otwarte, lśniły białym blaskiem bez źrenic. Napięte mięśnie i ścięgna przecinały błękitnie linie żył, pulsujących intensywnym kolorem Minerału, błękitem. Unosząc się ponad metr nad poziomem podłogi trwała. Moc płynęła przez nią, a ona stabilizowała ją pewnie, spokojnie, kierując w sklepienie, które rozbłysło szkarłatem. Przepływała przez kolejne poziomy znaków, wiążąc, spajając, splatając i spływała z powrotem, jako jedność.
Maiput znaczy siostra. Mam na imię Neyestecae. Ta, która prowadzi innych.
Mój lud nazywa się Ludzie-którzy-Wiedzą, Qarnachasayosyran. Ludzie północy nazwą nas ludem Qa. Tak jednak nazywa się miasto, w którym jesteśmy. Qa. To znaczy "człowiek" ale także "życie".
Powróciliśmy do qa. Wróciliśmy pośród ludy ziemi. Wróciliśmy do życia.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 09-03-2015, 02:23   

Świetnie, no cóż, żyje się dalej.

Podrapał się po brodzie zapatrzony w ścianę, że jego uwagę przykuło to co się działo na dole. Z mieszanymi uczuciami i zaciekawieniem oglądał całe widowisko, nie pewny tego co będzie dalej. Z każdą chwilą zaczynało mu się coraz mniej to podobać.

- Dobra.. chyba się skończyło. W sumie to można zrobić mały zwiad za chwilę zobaczyć co się tam dzieje. - Włączyło mu się rządzenie. - Verlan, skocz po Cynthię, niech weźmie jakieś wybuchowe przedmioty. Pójdziemy w czwórkę, tylko. - Do kapłana i Fenrisa. - Wy przekażcie innym, i przekażcie grupie wojowników aby zostali w gotowości przy wyjściu. Jak będziemy potrzebowali pomocy to zaczniemy się drżeć "naha". - Do Kurta. - Ogarnij jakiejś pochodnie, i jakbyś wpadł przypadkiem na broń rodzaju włócznia lub miecz dla mnie to był bym wdzięczny. Łuk ze strzałami też dobry będzie.
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 10-03-2015, 14:48   

Reshi, Cynthia siedzi zaraz obok, pilnuje rozłożonych przy schodach na górę ładunków.

Na dźwięk Twoich słów Kurt znieruchomiał i zmrużył oczy, jakby upewniał się, że dobrze usłyszał, po czym odwrócił się do ciebie, nie zmieniając pozycji i wbił w ciebie lodowaty wzrok.
- Nie popieprzyło ci się coś, alchemiku....? - powiedział cichym i spokojnym głosem, tak spokojnym, że aż zapachniało kostnicą - Bierz dupę w troki i rób co masz robić. W tej, *****, chwili i w podskokach.
Ton nie wymagał potwierdzania go żadnymi gestami ani ozdobnikami, choć przy ostatnich słowach dało się słyszeć zgrzytnięcie zębów. Kurt rzadko bywał naprawdę wściekły, ale stan zimnej irytacji zawsze poprzedzał wybuch. Należało zejść mu z oczu.
Cynthia i Verlan podeszli, nieco rozbawieni sytuacją.
- Pochodnie, geniuszu, masz na ścianie korytarza - zaśmiał się wojownik - A broń, rozejrzyj się, widzisz tę stertę? Przed rytuałem ten tam - wskazał na stojącego pod białymi wrotami Drevediego i leżącą obok niego broń - niósł tego od cholery i tyci dla Fenrisa. Chcesz, to zasuwaj i sobie przynieś, bo chłopców na posyłki to ja tu nie widzę.
- A ładunki - uzupełniła Cynthia - to jest termit, Reshi. To nie są jakieś zwykłe granaty. To ma temperaturę taką, że topi skałę. Nie użyję tego na zewnątrz w tłumie tubylców.

W tym momencie umilkliście wszyscy, bo na dole właśnie rozgrywał się kluczowy moment wielkiej sprawy. Gdy pojawili się Opiekunowie, w sali pociemniało. Pochodnie, także te wskazane przed chwila przez Verlana, zgasły jak zdmuchnięte. Poczuliście dojmujące zimno, mogliście się założyć, że wasze oddechy zmieniały się w parę. Tubylcy, stojący na galeryjce, ci na dole sali zresztą również, padli na kolana, niektórzy pochylili twarze ku ziemi, nie chcąc spoglądać w twarze Strasznych Śpiących.
Wam również zdawało się, że ziemia zwiększyła grawitację i przyciąga wasze kolana i czoła w zdwojony sposób.
Monolit nabrał barwy krwistej czerwieni, podobnie jak wszystko dookoła. Czerwienią lśniło poznaczone symbolami sklepienie, woda płynąca w kaskadach wyglądała jak strumienie krwi. Płonący wokół kamienia ogień zdawał się sięgać prawie poziomu galerii, ale widzieliście ich doskonale, pięć postaci ciemniejszych niż ciemność, i ją.
Neyestecae.
Jej imię nie zostało wymówione na głos, w każdym razie nie zauważyliście. Pojawiło się w waszych umysłach, podobnie jak nazwa ludu Qa. Po prostu było.
Nikt z was nie był w stanie ocenić ile to trwało.
Powoli ogień zaczął przygasać, płomienie ciemniały i spływały do podstawy monolitu, który zmieniał barwę na karmin, purpurę, a potem fiolet. Zmiana ciśnienia po implozji sprawiła, że czuliście intensywne zawroty głowy, szaloną senność i ociężałość. Kurt, żeby nie spaść z krawędzi, zaparł się stopą o gzyms przy słupie i tylko siła woli trzymał otwarte powieki.
Zrobiło sie cicho.
Płomień spełzł z sykiem do rynny z olejem skalnym. Monolit odzyskał barwę błękitu.
Neyestecae jeszcze chwilę pozostawała w środku, po czym wyszła z niego spokojnym krokiem, jakby przekraczała zasłonę z dymu, a nie ze skały. Trudno było nie zauważyć zmian. Zniknęły wszystkie ślady zmęczenia. Włosy, teraz krótkie do ramion, unosiły się silnie naelektryzowane wokół jej głowy, tworząc aureolę. Blada skóra i białka oczu opalizowały intensywnie, jakby przebiegały po nich raz po raz wyładowania energii. Ogromny błękitny klejnot, jaki nosiła na czole, lśnił i pulsował blaskiem. Uśmiechała się. Uśmiech pozostał niezmieniony.
Gdy stanęła przed wami, wszyscy wodzowie i kapłani, ludzie Qa, przyklękli przed nią, tym razem bez ciężaru boskiej mocy. Wiedzeni odruchem, właściwym ludziom, oddali hołd swojej nowej władczyni.
Ona oddała im ukłon, pochylając głowę na znak oddania dla swojego ludu.

A potem przestało być cicho. Z zewnątrz dobiegł was dźwięk jak huk fali, dopiero po chwili dający sie zidentyfikować jako zbiorowy okrzyk radości i wiwatów. Ludzie w środku także zaczęli się śmiać i krzyczeć, niektórzy śmiali się przez łzy. Podbiegli do niej, chcąc uścisnąć jej dłonie, wmieszali się biali kapłani, rozległo się kilka głosów, dały osobie znać praktyczne sprawy organizacyjne.
- Trzeba to zrobić jak należy! Pani, musisz pokazać się ludziom. Na zewnątrz, a potem musimy wrócić na powierzchnię.
- Twoja obecność doda sił walczącym o Miasto-na-brzegu.
- Tak, na powierzchni, w świątyni, powinna zostać odprawiona ceremonia koronacyjna...
Neyestecae westchnęła.
- Powoli. Muszę podziękowac najpierw, wam, wszystkim, a potem ludziom na zewnątrz. Bez nich... Ech, mniejsza z tym - podeszła do Prim i Toruviel, pochylając głowę - Nie ma słów, którymi mogłabym podziękować... Wśród ludu Qa jesteście u siebie. Wy i wszyscy wasi. Na zawsze. Dopóki świat się nie zapadnie w nicość. Lud Qa nigdy nie podniesie ręki przeciw elfom z Aenthil i ludziom Imperium. A ja... - głos jej zadrżał, z bliska nie wydawała się taka potężna i przepełniona mocą, z bliska była ludzka - A ja nigdy wam nie zapomnę, co zrobiłyście - i ze zwyczajną ludzką reakcją uścisnęła was. Dotyk jej rąk był jak zanurzenie w intersekcji albo kopnięcie elektrostatyczne.
Gdy się odsunęła, kapłani nałożyli jej ozdobiony kamieniami kołnierz i płaszcz, i zabrali się za mocowanie pióropusza ze złotymi piórami.

Na górze Kurt otrząsnął się nad kuszą.
- Jeśli macie iść zrobić rekonesans na górze, to teraz, zanim ona wyjdzie z tą całą koronacyjną procesją.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 10-03-2015, 20:19   

Toruviel była w środku pierwszego rytuału, gdy Primula, ostatnim chyba wysiłkiem, wysłała porcję energii Szmance. Szybciej.. Zdawało jej się, że świat wiruje dookoła, oddech miała przyspieszony. Była w trakcie drugiego, krążąc to w jedną, to w drugą stronę i wyrzucając z siebie formuły w zawrotnym tempie, kiedy wszędzie wokół rozbrzmiał śpiew. Wszędzie. Czuła to, czuła u tych ludzi jedność, i moc przez nią niesioną. Nim głosy ucichły oczyściła miejsce po rytuale. Czuła się, jakby nie spała od dwóch dni i ktoś wetknął jej zapałki między powieki, ale myślała jasno.
Nie była już tu potrzebna. Wróciła do Primuli. Druidka ledwie trzymała się na nogach. Zawahała się przez chwilę, nie chcąc zranić jej dumy, ale podtrzymała hobbitkę.

Śpiew narastał, wibrował w powietrzu, czuła to całą sobą. Był niemal namacalny i taki się stał. Gdy ujrzała smugi czarnego dymu, wiedziała, kto nadchodzi i nacisnęła dłoń na połach sukni. Nie, teraz nic mi nie powinno grozić. Nic mi nie zrobią... tylko boję się, tak okropnie się boję. Puściła Primulę, ale wciąż stały ramię w ramię.
Byli tu, pięć czarnych postaci. Patrzyli na nie. A Toruviel wiedziała czego szukają i odwzajemniła ich spojrzenie. Widok przesłoniły jej łzy, ale nie zamknęła powiek. Tak jak wtedy, w podziemnej świątyni. I wydało jej się, że przeszła pewną próbę, a potem wiele rzeczy zdarzyło się w jednej chwili - bariera implodowała, a Szamanka, teraz krótkowłosa i o oczach płonących białym światłem, stała otoczona przez Opiekunów.
Oni zniknęli.
Ona przemówiła.
A w sali wybuchła wrzawa. Spontaniczna, ogarniająca wszystkich radość. Qarnachasayosyran. Qa. Qualie - lud Qa. I Neyestecae, z której promieniowała moc, błękitna, elektryzująca moc Minerału. Oni ją kochali. Była ich symbolem. Ich władcą.

Podeszła do nich, tłumacząc się wszystkim wokół. Na słowa podziękowania Toruviel odpowiedziała nieśmiałym uśmiecham i głębokim ukłonem, spuściwszy oczy i przyłożywszy dłoń do obojczyka. Był to gest głębokiego szacunku. A gdy się podniosła wpadła w objęcia, których dotyk przypominał jej najczystszą moc wichrów.
-My nie walczymy, jeśli nie musimy, więc wierzę, że pozostaniemy w przyjaźni, Neyestecae. Aenthil i Qa. A może my także. - odwzajemniła uśmiech, tym razem szeroko, w policzkach pojawiły się dołeczki, i skinęła głową, gdy Szamankę otoczyła jej świta.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 11-03-2015, 02:28   

Już miał coś odpowiedzieć Kurtowi, szczerze mówiąc nie spodziewał się, aż tak złowrogiej reakcji, gdy nagle na dole akcja się wznowiła. Ciążenie się zwiększyło niemiłosiernie przyciągając go do ziemi. Nie mając siły walczyć poddał się sile przyciągania ziemskiego siadając na ziemi potem odchylając się do tyłu, znajdując podporę w rękach. Kilka najbliższych chwil minęło mu w tej pozycji, oczy były zamknięte, krótka drzemka pomogła ale organizm dalej domagał się snu.

Dopiero pierwsze okrzyki wyrwały go ze stanu półsnu. Wstał, przetarł twarz i zabrał się do roboty. Wybrał sobie kruczoczarną włócznie. Całkiem przyjemnie leżała mu w dłoniach. Zabrał dwie pochodnie, jedną schował za pasek drugą wręczył Cynthi.

- Ty jedną weź, nie bój się jej wywalić jak będzie przeszkadzać tobie. Mam nadzieję, że masz czym ją zapalić na szybko poza termitem? A swoją drogą nie da się jakoś go przerobić na broń rzucaną? Ustawić jakieś większe opóźnienie przez wydłużenie lontu? I tubylcami się na razie nie martw, pójdziemy kawałek z przodu gdzie raczej spotkamy tych nie przyjaznych nam. - Pół uśmiech zagościł mu na twarzy. - Poza tym kto mówił, że nie będzie okazji gdzie przeciwnicy się ładnie zgrupują razem z dala od naszych. Choć... jak z przenoszeniem się płomieni między obiektami w porównaniu do normalnego ognia?

Odszedł kawałek od reszty, by stanąć tak, że widział wszystkich bez potrzeby odwracania głową.

- Pójdziemy jako zwiad i oddział to wkurzenia wroga. Jak będziemy teraz szli i wypatrzycie jakiegoś wojownika bądź dowódcę przekażcie im to. Dodajcie jeszcze aby wysłali za nami większe siły, przynajmniej w odwodzie.

Powtórzył jeszcze cały plan kapłanowi z prośbą przekazania innym ważnym osobą, kto jak kto ale chyba lokalny lepiej wie jak wygląda tutaj łańcuch dowodzenia, a potem ruszył w drogę z resztą do tunelu, w którym zniknęła Taihire z Kodranem.
Ostatnio zmieniony przez Reshion vol 2 Electric Bo 11-03-2015, 02:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 11-03-2015, 02:51   

- Reshi, wszystko się da, ale trzeba do tego laboratorium oraz chwili spokoju, jak raz nie mam żadnego z tych składników - Cynthia spojrzała na ciebie z lekkim niezrozumieniem - Wrogowie...? Ale że co nas niby atakuje? Myślałam, że idziemy sprawdzić, co się dzieje, a nie na jakąś wojnę. Przecież tam jest od cholerki jasnej tubylców. A ty startujesz, jakby tu jakaś armia wtargnęła. I gdzie ty w ogóle chcesz iść, za miasto? Po co...?
- Ej - wtrącił się Verlan - a co robimy z tymi niby jeńcem? Myślicie, że warto go wyciągnąć i trzymać jako szantaż?

Rozmawiając, wyszliscie schodami do pierwszych wrót piramidy. Nad wami promieniało błękitnawe światło, ale złamane blaskiem ognia. Stanęliście przed piramidą, mając przed sobą pomost wiodący na brzeg. Przed wami rozpościerał się widok na brzeg jeziora, na którym płonęły wielkie ogniska. Wokół nich ludzie cieszyli się, śpiewali, ściskali się, dało się dostrzec nastrój wyczekiwania.
Przy wrotach krzątali się tubylcy, rozkładając jakieś ozdoby, dywaniki, czy coś. Można się było domyślić, jaki jest dalszy plan, a Cynthia wyłozyła go na głos, patrząc na to,co robili stróżujący przy moście:
- Zapewne Neyestecae teraz przejdzie przez pomost do swoich ludzi, ewentualnie ją przeniosą czy coś, pójdą dokładnie naprzeciw do Komnaty Władców. Tron tam był pusty. Tam pewnie ją koronują czy jakkolwiek to się u nich nazywa. To by było logiczne całkiem bardzo...
- Hej - zaczepił was jeden z tubylców - Wasza powrót i Taihire - wskazał wam lekkie zamieszanie po drugiej stronie wokół grupki wojowników, w których rozpoznałeś tych, co poszli z Taihire. Jej samej nie było widac, ale mignęła ci twarz Kodrana.
Mignęło ci też jeszcze coś.
Cynthia też się wytrzeszczyła, a to, co widzieliście oboje, ubrał w słowa Verlan:
- Ej... oni chyba mają jakichś jeńców...

/-> #25 /
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Prim 
Villsvin
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 11-03-2015, 16:11   

Świat wirował. Nie za bardzo wiedziała co się dzieje wokół niej.
Kątem oka dostrzegła, że wróciła do niej Toruviel. Elfka podtrzymała ją.
Zdziwiła się, lecz nie miała siły myśleć o tym dłużej. Skinęła jej tylko lekko głową.
Druidka zwróciła swój wzrok w stronę Szamanki. Ognistowłosa upadła.
A więc na marne.
Schyliła głowę.

Potem pojawił się dźwięk.
A wraz z nim Opiekunowie.
Są tacy, jakimi opisała ich Primrose....Nigdy w życiu nie widziała czegoś takiego...
Skinęli głowami. Imperialistce. I Elfce.
A Ognistowłosa wstała.
Za- Południe wróciło do życia.
Neyestecae.
Lud Qa.
Wszystko zaczęło się od nowa.
Szamanka oddała pokłon ludowi. Jest ich władcą. Przywódcą odrodzonej cywilizacji.
Łzy szczęścia płynęły na fali okrzyków radości ludu. Kapłani podbiegli do Szamanki, przekrzykiwali się, rzucali propozycje.
Podeszła do nich wraz z Toruviel. Posadzka tańczyła pod jej nogami.
Popatrzyła w oczy Szamanki. Była w nich radość, szczęście i spełenienie....
Pokłoniła się jej z szacunkiem, podobnie jak elfka.
Ja również mam nadzieję, że pozostaniemy w przyjaźni. Że nasze drogi będą ze sobą splecione, aż do osiągnięcia celu. Że lud Qa i Imperium, Velida, będą przyjaciółmi. I może...my także. - powtórzyła ostatnie zdanie Toruviel
Po chwili poczuła elektryzujący uścisk Neyestecae. Odwzajemniła go, podobnie jak i uśmiech.
Szamankę otoczyła jej świta. Primula miała zamiar zebrać swoich ludzi i udać się za nimi, jednakże wcześniej chciała doprowadzić się do porządku. Podążyła w stronę kręgu. Pobrała energię. Poczuła jej przepływ przez ciało. Wreszcie odzyskała siły.
Gdy skończyła, Szamanka dalej stała, otoczona wianuszkiem dostojników. Odpowiadała z wyrozumiałością na ich kolejne propozycje i sugestie.
Wzrokiem zaczęła szukać Kurta i reszty Imperialistów.
Reshi wybrał się na zwiad razem z Cynthią i Verlanem. - usłyszała głos obok siebie- Uznałem, że powinnaś wiedzieć. - obróciła się i ujrzała Kurta
Reshi? A kto mu pozwolił na eskapady?- zapytała. Zabójca wzruszył ramionami. - No tak. Cholerne zapędy możnych.- nic nie odpowiedział - Dobra. Może dzięki temu będzie z niego jakiś pożytek. I dobrze że są z nim tamci. Przynajmniej jest szansa, że wróci w jednym kawałku. Dzięki. Gdyby nie wracali- trzeba będzie się o nich upomnieć. Skinęła mu głową i podeszła do Toruviel.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 13-03-2015, 04:11   

Reshi wraz z resztą oddziału, prócz Kurta, który pozostał przy Prim, ruszył na górę.
Tutaj tymczasem trwały przygotowania. Zupełnie zmieniła się atmosfera. Ludzie byli nieco roztrzęsieni, zdenerwowani i przejęci, ale zniknęło już to pełne napięcia wyczekiwanie, pomieszane ze strachem, strachem przed przyszłością, strachem przed obcowaniem z Mocą, strachem przed Opiekunami.
Ta odpuszczająca adrenalina powodowała, że się wszyscy byli nieco bardziej gadatliwi, mieli nerwowe ruchy i drżące ręce.
Neyestecae stała przed otwartymi już białymi wrotami, skąd przynoszono rozmaite akcesoria. Zerknąwszy tam zobaczyliście coś jak skarbiec, ułożone na ścianach rozmaite zdobne przedmioty, puchary, misy, broń, pióropusze.
Szamanka z lekkim uśmiechem z cierpliwością znosiła ustrajanie w rozmaite atrybuty władzy - szkarłatny płaszcz, wielki kołnierz, pióropusz. W dłonie wzięła zębaty miecz z obsydianowymi nabiciami, straszliwą śmiercionośną broń ich przodków.

Astori nie bardzo wiedząc, co ma ze sobą zrobić, pomagał jak mógł, korzystając z każdej okazji, żeby się do niej zbliżyć, dotknąć, nałożyć jakąś ozdobę. Gdy orszak wreszcie ruszył galeryjką ku wyjściu, spróbował wmanewrować się między idących za nią (i przed nią również) wodzów, gdzieś pomiędzy kapłanów w białych szatach, ale oni wszyscy mieli jakieś funkcje, ważne i rytualne. On był wojownikiem. Zabójcą. Nie kapłanem. Załował,że nie ruszył przodem, ale teraz na schodach do góry było już mnóstwo ludzi, nie było jak się przepychać.
Toruviel i Prim szły tuż za Szamanką, po jej obu bokach. Kurt przez chwilę szedł tuż obok Prim, nie tracąc czujności nawet w tłumie sojuszników.
Obejrzawszy się, Prim nie mogła zobaczyć, gdzie podział się Astori.
Dopiero gdy weszła na schody, z góry udało się jej go dostrzec.

Wojownik klęczał, złożony w pół, z twarzą niemal na ziemi, trzymając się za brzuch, jakby dostał czymś w trzewia. Jednocześnie z dołu rytualnej komnaty, który powoli już traciliście z oczu, dało się dostrzec blady kontur. Monolit promieniował inaczej, równo, intensywnie, błękitnie. To nie było światło tylko coś, jakby przestrzeń pękła, odsłaniając obraz, na którym ktoś namalował mgłę.
W powietrzu uniósł się zapach. I to była woń której pod żadnym pozorem nie powinno tu być. To był zapach łąki o zmierzchu, ziół, traw i ziemi. I mokrej końskiej sierści.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Prim 
Villsvin
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 14-03-2015, 01:35   

Prim, pomimo doładowania energią wciąż trwała w stanie lekkiego szoku. Przez jej ciało i umysł przebiegło tego dnia kilka fal Mocy. Nigdy wcześniej nie próbowała takich eksperymentów.
Straciła też z oczu Astoriego, który jakby tylko czekał na jej zawahanie. Po sekundzie wyłonił się- kto mógłby przypuszczać, obok strojonej Szamanki.
Prim się uspokoiła. Pomimo tego, że teraz należał do jej ludu...to i tak był jej człowiekiem. Imperialistą się jest na całe życie.

Szły tuż za Ognistowłosą, Kurt obok nich.
Nagle medalion zawibrował.
Prim tknięta przeczuciem zaczęła się rozglądać wokół. Sprawdzać, czy wszystko jest w porządku.
Nie znalazła wśród tłumu charakterystycznych loków Remusa.
Nie...
Spojrzała w dół ze schodów.
Ujrzała klęczącego na posadzce Astoriego.
Medalion wibrował jeszcze bardziej.
W nozdrza uderzył ją zapach łąki. Tamtej łąki. Ziół, traw.
Końskiej sierści.
Mori Khan...
Koszmar stanął jej ponownie przed oczami.
Nie.. powiedziała bezgłośnie.

Dotknęła ramienia Szamanki. Przystanęła. Toruviel również, zaciekawiona zmianą zachowania druidki.
Prim zacisnęła wargi. W jej oczach zaiskrzyła wściekłość. Chciała biec z powrotem na dół.
Przecież skończyła ten koszmar... dlaczego on wraca...
Nienawidziła nieskończonych spraw. Nienawidziła całą sobą, całym swoim metrowej wysokości jestestwem.
Chciała biec na dół. Czy to było bezpieczne? Nie za bardzo.
Ten Szaman był potężny.
Ale Ognistowłosa również.
Spojrzała na nią z oczekiwaniem, gotowa poderwać się do biegu do Remusa.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 14-03-2015, 02:16   

Byliście już u góry schodów. W przejściu było ciasno, móstwo ludzi. Wrota miały kilka metrów szerokości, ale wodzowie, wojownicy i kapłani to było razem kilkadziesiąt osób.
Neyestecae odwróciła się, jak uderzona, po twoim dotyku, a ty poczułaś, i dostrzegłaś zresztą też, uderzenie elektrostatycznej potężnej iskry.
Jej szeroko otwarte oczy były białe.
- Na zewnątrz - powiedziała cicho, ale wszyscy usłyszeli, jeśli nie uszami, to umysłem. Ona stanęła jak głaz opływany przez wodę, wszyscy mijali ją, nie potrącając nawet. Wychodząc, stawali na pomoście i czekali w napięciu na jej polecenia.
Tymczasem na placu, przed wejściem na pomost ludzie zobaczywszy wychodzący orszak, zaczęli wrzeszczeć i wiwatować, czyniąc ogłuszający hałas.
Przez ten hałas jednak wprawne ucho hobbitki usłyszało przebijające się fałszywe nuty.
Wrzaski przerażenia.
Na placu coś się działo.
Tymczasem Neyestecae skupiła się na wnętrzu piramidy.
Teraz już świetnie widoczne pęknięcie wymiarów promieniowało światłem i zapachem. Ogromny ogier zmaterializował się w formę czarnego dymu, unosząc przed wami, miał szeroko otwarte ludzkie oczy, a one były pełne przerażenia. Szarpał się, jakby trzymały go niewidzialne sznury.
Kłąb dymu metamorfował, migocząc między postacią człowieka a jego totemu.
Ale usłyszeliście wyraźnie jego słowa.
- Przybyła! Jest tu! Ratuj!
Szamanka stała z uniesionymi rękoma, gotowa użyć mocy, przekrzywiła głowę na bok.
- Zaatakowałeś mnie. Skrzywdziłeś mojego człowieka.
Jej głos brzmiał w umysłach, był niski, jak głos mężczyzny. Gdy się odsunęłyście nieco, zobaczyłyście, że jej kontur wtapiał się w kontur potężnego zwierzęcia. Jaguar o białych oczach siedział na schodach, powoli machając ogonem.
Koń zarżał z przerażeniem. Uniósł się na tylne nogi, ogromne kopyta ze świstem przecięły powietrze.
- Wybacz mi! Ratuj!
- Oddaj mi pokłon! - jaguar syknął wyszczerzając kły, po których błyskały elektryczne iskry.
Koń metamorfował w człowieka, teraz już wyraźnie, w szamańskim stroju samnijskim. Człowiek trzymał rękami niewidzialne sznury wokół szyi, próbując się ich pozbyć. Wreszcie upadł na kolana i złożył pokłon szamance, koń, w którego przeistaczał się dym, także spoczywał na przednich kolanach.
neyestecae westchnęła.
- Jesteś pod moją opieką więc - uniosła ręce, z których zapromieniowało błękitne światło. Ale ku jej zdziwieniu światło rozproszyło się wokół szamana, jakby otaczała go inna moc, uniemożliwiająca dostęp do niego.
Rozejrzała się, patrząc na was, usłyszała hałas na zewnątrz.
Zrobiła więc kilka kroków w tył, by wyjść na pomost i rozejrzeć się, ale tłum ludzi na brzegu, kotłujący się i wrzeszczący, nie pomagał jej w tym. Cały czas trzymała więź, próbując uwolnić szamana i wzrokiem szukając źródła mocy, która trzymała go w pętach.

Tymczasem na brzegu działo się coś dziwnego. Ludzie krzyczeli w panice. Po waszej lewej stronie (tyłem do piramidy) dało się zauważyć jakiś potężny kształt pomiędzy tubylcami.
I wrzaski, układające się w słowo:
- Voghern! Voghern!

Tuż przed wejściem do piramidy wpadł na ciebie Kodran wraz z Verronem.


(chyba was do 25 :) )
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 16-03-2015, 04:25   

Kurt próbował pomóc Prim w ściąganiu wojowników na pomost, ale on nie mówi w języku tubylców, więc było to utrudnione. Za to nagle szarpnął Prim za rękaw, wskazując idącą brzegiem grupę, trzech kapłanów i trzech wojowników, prowadzącą mocno zmaltretowanego więźnia.
- Prim! - krzyknął - To jest człowiek, o którym mówił jeden z kapłanów! Mieli go użyć na tej magiczce, to jest jakiś Styryjczyk, na którym jej zależy! Ona go musi zobaczyć, bo ponoć coś do niego czuje. Wtedy ten, kto nią kieruje, straci z nią kontakt. Czy coś takiego.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Prim 
Villsvin
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 18-03-2015, 22:25   

Tajne, fabularne narady ^^

…..
Podbiegła szybko do Toruviel. Dołączył się do nich także Astorii i Kurt, który nie spuszczał z oka Eriego.
Ta kobieta, stojąca na przeciwnym brzegu, to źródło mocy, które więzi Szamana.
Ale ona jest....i nie jest tutaj jednocześnie. Ktoś nią steruje. Ktoś potężny.
I ten potężny ktoś, zdaje mi się- był kiedyś pod rządami Władcy Kuców.
Musimy za wszelką cenę odeskortować tamtego więźnia. Nie może się mu nic stać.
Toruviel, musimy uderzyć. Teraz. Póki reszta odbywa przymusową naukę pływania.
Astorii- niech cywile wyciągną naszych z wody. Gdzieś powinny tu być jakieś liny. Spróbujcie.
Toruviel- zbierz wojowników w szyku. I tych, którzy umieją władać magią. Czas wydać rozkazy do ataku. Miejmy nadzieję oddział z więźniem zdąży się do nas przebić.
Walnij chloroformem w tego chędożonego maga od granatów. Pójdę z Tobą, unieruchomię wojowniczkę z tyłu.
Kurt- zostań, trzeba ściągnąć Eriego.
Zróbcie to, zaraz dołączę.

Podbiegła do Szamanki.
Ta stojąca na przeciwnym brzegu dziewczyna- to źródło mocy, które więzi Szamana.
Ktoś nią jednak kieruje, Steruje. Przypuszczalnie kiedyś był bardzo związany z Władcą Kuców.
Wyczuwasz jego więzi. Wiesz, kim jest ta, która sprawuje kontrolę?

Uzyskawszy odpowiedź wróciła do Toruviel i powtórzyła jej słowa Szamanki.
…...
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 18-03-2015, 23:05   

Skinęła na słowa Primuli.
-Wojownicy! Musimy przejść na brzeg! Wiemy, z kim walczymy i co mamy zrobić. Musimy przejąć jeńca! Dwaj z przodu, jeden za mną i Primulą! Kapłani, jeśli ktoś z was ma wciąż siłę by walczyć lub leczyć, dołączcie do nas na końcu.

W stronę Elidisa pomknął chloroform. Kończyła się jej powoli mana... Ale wciąż miała siłę na jedno do trzech zaklęć, zależnie od ich mocy.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 19-03-2015, 23:59   

Primula napisał/a:
Ta stojąca na przeciwnym brzegu dziewczyna- to źródło mocy, które więzi Szamana.
Ktoś nią jednak kieruje, Steruje. Przypuszczalnie kiedyś był bardzo związany z Władcą Kuców.
Wyczuwasz jego więzi. Wiesz, kim jest ta, która sprawuje kontrolę?
Uzyskawszy odpowiedź wróciła do Toruviel i powtórzyła jej słowa Szamanki.


Nim ruszyliście, Neyestecae z półprzymkniętymi oczami wysłuchała tego, co Prim powiedziała do niej.
Przez chwilę hobbitka mogła nawet nie być pewna, czy Szamanka w ogóle usłyszała. Toho był jej częścią, niezależnym duchem, ale tak silnie z nią powiązanym, że każdy jego ruch i drgnięcie mięśnia, ruch szczęki, zwężenie źrenicy - to wszystko odbijało się w duszy szamana. I jego ciele. Od siły szamana zależało, jak bardzo umie zneutralizować otrzymywane przez totem rany. Najlepsi, o jakich słyszano, umieli panować nad bólem. O takich, których otrzymywane ciosy w ogóle nie raniły, nie mówiły nawet legendy.
- Córa bogini - powiedziała, nie zmieniając pozycji ani wzroku - Ta, która prowadzi jej umysł, to dziecko bogini, zjednoczonej ze smokiem. Włada żywiołem wody i myślą. I ma łaskę swojej pani, ma od niej wielką moc. Patrzy. Widzi jej oczami. Jest silna, przez umysł swojej zabawki pompuje moc zdradzieckiej bogini. Ale tylko dopóki jej narzędzie nie zerwie więzi. Póki jej narzędzie żyje. Lub chociaż póki żyją ci, którzy są jej bliscy. Gdy narzędzie skupi myśli i emocje na czymś innym, więź osłabnie i tamta przestanie móc ... cokolwiek... tutaj.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Prim 
Villsvin
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 20-03-2015, 22:32   

Ruch Astoriego- wykonanie polecenia Prim
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 03-04-2015, 04:39   

Mgła opanowała kawernę. Krwawa mgła przepełniona mocą bogini Styryjczyków. Jedynej spośród wszystkich bogów wszechświata, która była gotowa ryzykować swój boski żywot dla swoich ludzi.
Neyesteace wyczuwała ją.
Nie swoim zmysłem, nie. To była ta nowa część jej natury, to było to, czym się powoli stawała. Ale poczuła lekki żal. Opiekunowie nie zrobiliby tego dla nich.
Rozejrzała się.
Widma otaczały ją, zbliżały się do pomostu, różnobarwny korowód postaci, zbrojnych, groźnych, potężnych, oplecionych pasmami szkarłatu. Ludzie północy. Wojownicy północy. Patrzyła z niejaką ciekawością na stroje, twarze, na złotowłosych Terali i potężnych krasnoludów, na wiotkie elfy, żelaznych Wergundów i tych, których nienawidziła szczerze i z głębi serca. Styryjczyków.
Za ich plecami czerniał sztandar ze smokiem. Ruszyła, powoli stawiając stopy.
Szła między postaciami, ignorując ich bezsilne ciosy. Byli tylko wizją. Iluzją. To mgła była groźna, ten szkarłat, który został tu przyniesiony. Krwawa mgła zaczęła splatać się w pasma, łączyć i wirować, tworząc niewyraźny kształt o rozmazanych konturach.
Krawędzie sukni w kolorze zaschniętej krwi załopotały jak sztandar. Kaptur ocieniał twarz, z której wydać było tylko złociste oczy.
Neyestecae uniosła wzrok, mierząc się z tamtą potęgą.
Odważna jesteś, pomyślała. Wiele zaryzykowałaś, by tu przyjść.
Tak. Brzmiała odpowiedź. A ty, szamanko? Ile jesteś w stanie poświęcić?

Wszystko.

Bogini uderzyła nagle, falą, która poruszyła mgłą, uformowała się w świszczącą nad powierzchnią wody czwórramienną swarzycą, wirującą jak rzucony shuriken.
ALe Neyestecae już nie była sama.
Obelisk buchnął nagłym światłem, w którego blasku mgła stopiła się i spłynęła, zabierając ze sobą wizerunki widm i strach.
- Wojownicy! Nie bójcie się! Ścigajcie tych, którzy przynieśli tu ogień! - krzyknęła wielkim głosem - Hin'ur toho maga toekila qomvi! Moc jaguara niesie śmierć naszym wrogom!
Kształt wielkiego kota podniósł się z ziemi, jakby wyrósł z kamieni, zwinął się w pięknym skoku i przenikając przez kamień wniknął w tunel, w którym zniknęli napastnicy.
Za plecami Płomiennowłosej, kontrastując z klejnotem na jej czole i białą skórą, zapadła ciemność, tuman ciemności, wchłaniając szkarłat i blask gęstniał, mroczniał jak otwierające się otchłanie nicości. W ciemności stanęli Opiekunowie. Pięć postaci w mroku wydawało się ciemniejszych niż ciemność, ale ich kontur był doskonale widoczny, jakby lśnili jakimś negatywem światła obelisku. Ich głosy były jak wibrujące infradźwięki, bardziej odczuwalne niż słyszalne, wraz z falą ciemności przemknęły przez salę. Szkarłat rozwiał się, rozpłynął w mroku.
Neyestecae.
Jesteś za słaba. Będziesz walczyć z bogami. Nie możesz być słabsza niż oni. Nie możesz...
być człowiekiem.
Wiem.

Ciemność wchłonęła się w ściany sali, przez ciszę przebiły się głosy ludzi.
Szamanka opuściła ręce...
Wydawała się mała i słaba. Jej oczy miały barwę zieleni i były wypełnione łzami. DŁonie trzęsły się, przeciążone przepływającą mocą ciało nie wytrzymało.
Osunęła się w ramiona Astoriego i wtuliła się w niego, zanosząc od płaczu.


Minęły nieskończenie długie sekundy, zanim nie wstała.
Dirili uklękła przed nią, poprawiając podartą w zamieszaniu sukienkę.
- Maiput - uśmiechnęła się - Ludzie są bezpieczni. Wojownicy poszli w pościg. POległych pochowamy. I.. - zawahała się nieśmiało - Powinniśmy dokończyć koronację.
Maiput. Siostra.
Fala żalu zacisnęła jej gardło. Opanowała ją. Spakowała żal głęboko, razem z wszystkimi pozostałymi uczuciami. Oprócz miłości do swojego ludu.
- Opiekunowie znów nas wsparli - szepnęła do nierozumiejącej dziewczyny - Wyparli ją... Zbierzcie ciała. Odnajdźcie... Taihire. Najpierw ich pochowamy. Co z naszymi sojusznikami?
- Teyceni wciaż leczy. Ślady z ich ciał nie znikną już nigdy, ale ich dusze są mocne - powiedziała jedna z kapłanek, które podeszły do władczyni - Walczyły w krainie duszy i zwyciężyły. Wrócą niedługo. Są bardzo silne.
- To przecież jasne, Prim jest z Imperium - oznajmił z dumą Reshi, stojący tuż obok. Nikt nie zareagował - Pani Szamanko, myślę, że powinniśmy... - przerwała mu bezceremonialnie.
- A pozostali?
Wzrok Dirili powędrował w kierunku wylotu tunelu. Reshi też się tam odwrócił.
Qa wynosili własnie ciała. Cynthia. Verlan. Fenrir.
I jakieś czwarte. Nie widział kto to, więc podszedł bliżej.
I zobaczył.
Przykro mi. Powiedziała Neyestecae nie używając głosu. Wielu dziś poległo.
Niemożliwe. Powiedział. Zażyłem eliksir!
Nie zażyłeś.
Kto umarł w tej ziemi, w tej ziemi zostaje.
Reshi spojrzał wokół błędnym wzrokiem. Oprócz Szamanki nikt go nie dostrzegał. Nawet Eri, który stał przez chwilę wpatrzony w jezioro a potem zniknął za zwałowiskiem gruzu. W zamieszaniu nikt nie dostrzegł, że skały pod jego ciałem rozstąpiły się, pochłaniając je na zawsze.

- Dokończmy koronację - powiedziała Neyestecae - To się nie może powtórzyć. Miasto zdobędziemy później. Wycofać ludzi.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 03-04-2015, 05:02   

The end ;)
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 13