Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda #19
Autor Wiadomość
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 21-01-2015, 16:35   

Trudno było nie zauważyć, że atmosfera była dość sztywna i napięta. Wy obserwowaliście Szamankę, ona was, wy czujnie patrzyliście na każdy kęs jedzenia, wkładany do ust, obawiając się trucizny, ona patrzyła na to, jak oglądacie jedzenie i trudno było nie dostrzec lekko zdzwionego uśmiechu. Widząc wasze wahanie, dość ostentacyjnie nałożyła sobie po kawałku rozmaitych potraw i nalała grzanego wina, przez chwilę ogrzewając dłonie na ciepłym kubeczku.
Po pierwszych dość górnolotnych oświadczeniach z wszystkich trzech stron nastąpiła dość długa chwila wypełniona konsultacjami, szeptami i chrupaniem. Szamanka zamieniała kilka słów ze swoimi pobratymcami, Prim i Toruviel na tyle, na ile słyszały, mogły zrozumieć krótkie, wyrywane z kontekstu zdania o raczej praktycznej wymowie - coś gdzieś zanieść, kogoś po coś wysłać.
Wy wymienialiście między sobą komentarze, smakowaliście poczęstunki. Astori gapił się na Szamankę.
- Wiem, że Północ miewa rozmaite w tej kwestii zwyczaje - zaczęła wreszcie Maiput, rozpoczynając rozmowę - ale u nas właśnie przy stołach, przy ciepłej kevii - wskazała na kubeczek z owocowym winem o charakterystycznym korzennym aromacie, który musiał mu nadawać jakiś lokalny składnik - rozważa się najbardziej palące kwestie wielkiej wagi. Wiem, że czujecie się tutaj pod presją, rozumiem to i nie mam sposobu, aby to zmienić. Jest was niewielu w środku mojego ludu. Nie mogę was przekonać słowami, mogę tylko powiedzieć, że niezależnie od waszych decyzji jesteście wolni, możecie odejść, kiedy zechcecie - mogliście podziwiać jej otwarty i szczery sposób mówienia - Wy, ludzie Imperium, uczyniliście dla mnie dość poprzedniej nocy, bym miała za co być wdzięczna, nawet jeśli nie przyjmiecie mojej propozycji. Ty, tulya'Toruviel, jesteś tutaj, bo tego zażądał twój ojciec, bojąc się o twoje życie ze względu na decyzję, jaką on podjął. Na twoją decyzję nie ma to żadnego wpływu. Tak więc, nie zwlekajmy dalej - westchnęła, przechodząc do poważniejszego tematu - Proponuję wam sojusz.
W zapadłej nagle ciszy usłyszeliście tylko westchnienie Remusa i dochodzące spoza sali podniesione głosy rozmów tubylców. Odczekawszy chwilę, Maiput kontynuowała.
- Tulya'Astendet zawarł ze mną przymierze, które podpisał zgodnie z regułami Aenthil jako jego reprezentant. Zobowiązałam się, że nie dalej niż dwa lata od dziś lud z Hehtanore powróci do domu, który odbiorę tym, co go okupują - powiodła wzrokiem po waszych skupionych twarzach - Tak. Nie dalej niż za dwa lata przestanie istnieć Styria. Nie, nie użyję, nie odważę się użyć niczego z dawnej wiedzy moich przodków, niczego, co zabija ludzi masowo i zagraża wszystkim żyjącym istotom. Nie. Zniszczę Styrię wojną - jej głos nabrał niskiego, chrapliwego tonu - Po tych dwóch latach wystąpię przeciwko Wergundii. Lud nad Sankarą nie podda się, wiem. Ale zostanie podbity. Tego żądają Opiekunowie. Co będzie dalej, tego już planować nie mogę, byłoby szaleństwem budowac plany na tylu niepewnych czynnikach. Widzę pytania w waszych oczach. I widzę w nich słuszną grozę. Byłoby mi łatwiej, gdybyście jak ja mogli widzieć wszystkie możliwie miliardy ścieżek przyszłości, gdybyście tak jak ja widzieli, że nie mam wyboru. Wergundia nigdy nie zrezygnuje z zapołudnia, z Minerału, z podboju. Styria nigdy nie przestanie być naszym wrogiem. Jeśli nie uczynię tego, co musi być uczynione, będę winna krwi moich ludzi i pogrzebania mojej kultury. Wolę być winna zatem ich krwi...
Umilkła na chwilę, patrząc gdzieś w przestrzeń ponad waszymi głowami. Obserwując jej twarz widzieliście zarys zaciśniętych szczęk na białych policzkach, zmarszczone brwi. Po chwili kontynuowała.
- Ani ja, ani wy nie możemy sprawić, by nie było wojny. Naszym wyborem jest, po której stronie staniemy. Aenthil wróci w ręce swoich dzieci. Toruviel, bądź częścią tej chwili. Wraz z ojcem staniesz na czele waszych oddziałów, gdy poprzez ulice Te'Tirle wkroczycie do wolnej i otwartej Enetya Estatirin, gdy oddziały ohtat i lutha staną na placu przed odbudowanym wreszcie Condotúrionem, salutując księżnej, która otworzy pierwsze po latach Eailinge w okrągłych salach pałacu. Ile warta będzie ta chwila? Tak, będzie kosztować złamanie paktu ze Styrią, ale odpowiedz sobie w sercu, czy gdyby was przemocą nie zmuszono, czy przystalibyście na ten pakt z tymi, którzy odebrali wam ojczyznę? tak, będzie was to kosztowało utratę więzi z niektórymi z waszych bogów, ale ... czy wasi bogowie stali przy was, gdy was zabijano? Ile hufców wystawiła Silva, by ratować umierających w Aenthil? Może chociaż obdarzyła was szczególną mocą? Może w boskim wymiarze zaatakowała Tavar, by dać wam wytchnienie w walce?... Mój lud jest dla mnie wszystkim. Moja ziemia jest częścią mnie. Jak jest z wami, pozostaniecie bezdomnym ludem Nyerelume czy odważycie się poświęcić wszystko dla waszej ojczyzny....?


Pozostawiając Toruviel z jej myślami, Maiput zamilkła znów na chwilę, zwracając się do pozostałych, w widoczny sposób ze szczególnym uwzględnieniem Prim:
- Gdyby jeszcze kilka dni temu ktoś mi powiedział, że zyskam sojuszników takich jak wy - uśmiechnęła się- W wielu miejscach nie jest nam po drodze. Mój lud wspierają Opiekunowie. Wy dążycie do tego, by ludzie nie mieli opiekunów. Jesteście szaleni - uśmiechnęła się jeszcze szerzej - Dopóki ludzie nie zdobędą mocy równej tamtym istotom, nie zdołają utrzymać tego świata pod własną kontrolą. Ale jeśli chcecie dążyć do tego, byśmy taką moc uzyskali... To być może znajdziemy wspólny język. Dość, że pierwszym krokiem, by to uzyskac, jest rozerwanie więzów, na których trzymają was tak zwani bogowie północy. Te istoty wiele energii włożyły w ten świat i chcą go kontrolować. Prawda, także chronić, ale za cenę waszego posłuszeństwa. Czy Opiekunowie będą inni? Tak. To istoty o zupełnie innej naturze. Wiem, że kiedyś wystąpicie także przeciw nim. Jeśli ludzie będą wtedy na to gotowi, to stanę w tym razem z wami. Póki co, stoicie przed szansą zerwania smyczy, na której trzymają was tamci bogowie. Zrobiliście już jeden krok, cofnąć się już nie da. Na północy będziecie ścigani wszędzie, gdzie ludzie modlą się do bogów. Będziecie ścigani bezwzględnie, i zabijani bez wynikania w wasze racje. Proponuję wam azyl, szansę przetrwania, a kiedyś ... być może także wsparcie dla waszych celów. To pani decyzja - delikatnie ukłoniła się w stronę Prim - Przysłano cię tu jako najwyższego wysłannika z wszelkimi uprawnieniami. Ale każde z was - tu wskazała na pozostałych z imperialnego oddziału - narażało życie dla Imperium, każde więc ma swój wkład w tę sprawę.

Odetchnęła jak ktoś po wielkim wysiłku. Napięcie zeszło z jej rysów, choć głos pozostał niski, a oczy poważne, nawet kiedy się uśmiechała.
- Wiem, macie wiele pytań i próśb. Wiem, że obserwujecie, co tu się dzieje, i oceniacie, choć nie zawsze macie właściwą miarę, by to czynić. Różnimy się, my i wy. Mieszkamy na tej ziemi dłużej, niż sięga wasza pamięć pokoleń, a Minerał jest częścią naszych organizmów. Dlatego rozumiem waszą mowę, dlatego wielu z nas potrafi wejrzeć w czyjeś umysły, przesłać myśli, zrozumieć intencje. Wiemy, kto jest naszym nieprzejednanym wrogiem, a kto zostawia szansę porozumienia się z nami. Widzieliście ciała, wydobyte spod piramidy. To ci pierwsi. Każdy dostał szansę. Każdy sądził, że może nas okłamać. Wśród więźniów są ludzie, których uważacie za przyjaciół. Oni także dostaną szansę, pójdziecie do lochów z moimi ludźmi, wskażecie tych, których uważacie - jeśli oni zechcą porozumiec się z nami, dostaną wolność. Jeśli nie, dostaną szybką śmierć.
Tak, potrzebujemy ich wiedzy. Muszę w dwa tygodnie odbudować dwa tysiące lat niebytu mojego ludu, a wiedza naszych przodków to za mało, by nadążyć za wrogami. Ale nikt nie musi w tym celu umierać. Przyjaciele podzielą się z nami wiedzą dobrowolnie i bezboleśnie. Wrogowie... umrą, oddając.
Nie, panie Reshionie, ich ciała nie zanieczyszczają jeziora. Jeśli zaszczycisz nas swoją obecnością przy rytuale, sam zobaczysz. Ale nie próbuj kąpieli w tej wodzie...


Maiput oparła się o poręcz krzesła, biorąc znów w dłonie puchar z kevią i zamilkła, słuchając waszych odpowiedzi z uwagą.
/wszystko, co napiszecie w charakterze odpowiedzi dla niej, uwzględnię w następnym wpisie, ale ponieważ mam przyspieszać, toteż i przyspieszam, więc odpowiedzi te znajdą się między przemową Maiput, a kolejnym wpisem/



Od dłuższego czasu słyszeliście gdzieś w tle podniesione głosy i nawoływania w języku tubylców, ale sądziliście, że to zwykła część życia podziemnego miasta.
Jednak głosy zdawały się być coraz bardziej zdenerwowane i głośne, słychać było tupot nóg, a nawet dźwięk broni.
Maiput kilkakrotnie obejrzała się w kierunku drzwi ze zmarszczonymi brwiami, dając znak komuś ze swoich ludzi, by ruszył i dowiedział się, co tam się dzieje. W końcu pobiegł tam sam Seitiri, a wróciwszy po chwili, przypadł na kolano przy krześle Szamanki. Toruviel i Prim mogły zrozumiec jego ciche słowa piąte przez dziesiąte.
- ... szukają... przed czerwienią... myśleli... pięciu...w jaskinie... kapłan...
Maiput zacisnęła zęby, hamując złość.
- Zaraz tam będę.
Seitiri zerwał się, ona także wstała.
- A jednak nie dane będzie nam dokończyć rozmów. Wygląda na to, że ci, których uważaliscie za przyjaciół wśród naszych jeńców, sami zdecydowali o swoim losie. Uciekli w jaskinie, a tam nie przeżyją kolejnej pory Czerwieni... Wybaczcie mi, obawiam się, że Taihire, moja siostra i dowódca straży tutaj, nie poradziła sobie z tą sprawą...
Podnieśliście się od stołu w lekkim zamieszaniu. Szamanka zdecydowanym krokiem ruszyła w kierunku wyjścia do Komnaty Władców, jej buty zadźwięczały echem na posadzce.
- Poczekaj! - zerwał się nagle Astori, rzucił przepraszające spojrzenie Kurtowi, a potem drugie, bardziej przepraszające, w kierunku Prim i rzucił się biegiem za Szamanką. Ona zatrzymała się już za wejściem, gdy najemnik niemalże ślizgiem pacnął przed nią na kolano, wyciągając przed siebie miecz rękojeścią ku niej - Przyjmij moją pomoc... proszę.. i służbę... walkę... mogę... chronić cię... - zaplątał się w słowach, speszył i umilkł, a ona zatrzymała się, twarz rozpromieniła się jej w niezwykle szczerym, ale smutnym uśmiechu.
- Nie wiesz, o co prosisz - powiedziała cicho, podnosząc go delikatnie z przyklęku - Za bardzo pana lubię, panie Astori, żeby się na to...

Nagle uśmiech spełzł z jej twarzy jak starty szmatką. Oczy rozszerzyły się i założylibyście się, że widzicie w nich strach. Spojrzała na Remusa i wyciągnęła rękę, jakby prosiła go o pomoc, ale w tej samej chwili coś szarpnęło ją do tyłu, pojechała po posadzce. Wokół niej zgęstniała ciemność, jakby nagle uniósł się skądś kłąb sadzy i dymu. Ciało w białej sukni podniosło się ku górze z rozpiętymi ramionami, kłąb zawirował wokół niej, oplatając ją jak więzami i uniósł kilka metrów nad posadzkę, dokładnie na przeciwko podwyższenia z tronem. Krzyknęła, choć już nie z przerażeniem, raczej z wysiłkiem, ale umilkła, jakby coś zablokowało jej możliwość mówienia.
Po całej sali głuchym echem zadudnił głos, niski, męski głos, mówiący z wściekłością, jak przez zęby, w narzeczu, którego nie znaliście. Nie mieliście prawa znać. A jednak Toruviel i Prim zrozumiały każde słowo. Chociaż głos mówił w czystym dialekcie stepów samarkandryjskich.
- Wypełniłem, co zostało powiedziane! Spełniłem, czego chciałaś! A ty nie dopilnowałaś, by ona umarła! I odwrócono ją przeciw mnie. Jest ostrzem, które jest we mnie wymierzone, a ty do tego dopuściłaś! Teraz ona tu zmierza, będzie tu lada chwila. PRZEZ CIEBIE!!!!
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 21-01-2015, 21:12   

Przewrócił oczyma na przypomnienie o czytaniu mu w myślach, po czym jednym szybkim ruchem przechylił kielich opróżniając go. Niestety to co chciał powiedzieć normalna osoba nie mówiła by na trzeźwo. Poprawił kołnierz płaszcza po czym wstał i pełen niepewności czy to co robi jest właściwe wyszedł na środek sali. Znerwicowany przełknął ślinę i zaczął.
- I od czego mam tutaj teraz zacząć skoro i ty i twoja siostra już mi czytałyście w myślach? Wyglądało jakby to było od niechcenia albo mimowolnie, przeszkadzający w tym co robicie w międzyczasie więc pewnie już wiesz jaką mam do ciebie prośbę. Prośbę bardzo wygórowaną ponieważ nie mam żadnych możliwości prawnych zapewnić na tą chwilę dotrzymanie części układu przez moich. I jest też ona bardzo szalona ale to inna sprawa. - Nabrał powietrza i wznowił tam gdzie skończył. - Jako senator proszę ciebie w takim razie o niepodejmowanie na razie żadnych działań ofensywnych przeciwko tak zwanemu Małemu Ofirowi. Ma ona na razie własne problemy, które sprawią, że nie będzie miał nic przeciwko twojemu ataku na Styrię. Ba, nawet to go ucieszy. Ofirczycy już raz stracili swojego boga. I poczuli co to jest być pozostawionym samotnie na pastwę losu, przeciwko fanatykom religijnym, którzy na skinienie bogini poszli na wojnę i zniszczyli obcy kraj. Nie chcę wypowiadać się zbyt pochopnie ale mają solidne podstawy aby stać się waszymi sojusznikami. Kilku z przywódców znam osobiście i wiem, że mogliby być do takiego sojuszu skłonni. Nie darzą sympatią państw jakie chcesz na razie zaatakować, z czego ze Styrią pewnie sami by pomogli gdyby mieli okazję. Jako, że wertowałaś mój umysł pewnie wiesz co są oni w stanie zrobić by tobie dopomóc. I przede wszystkim wiesz co ja mogę jeszcze zaoferować za pomoc na arenie politycznej. - I tak o to kończysz, twój cały intelekt, zdolności i intrygi zaprowadziły ciebie tutaj, znienawidzonego przez wszystkich błagającego na kolanach władczynię obcego mocarstwa o zlitowanie się. A ona ma ciebie jak na dłoni, nagusieńkiego, czyta ciebie jak otwartą księgę, nic przed nią nie ukryjesz, nic a nic. A swoją drogą dałabyś Remusowi chociaż małą szansę. - Nie mam pojęcia czy was obchodzi moje małe państewko ale .... jest ono gotowe do wielkich czynów. Zawsze było. - Skończywszy stał dalej czekając na jakąś odpowiedź. Modląc się w duszy aby nie była negatywna.

***

Siedząc sobie na ławie opóźniając kolejny kielich wina zaskoczyła go informacją o ucieczce z więzienia. Wiedział co desperacja robi z ludźmi ale w tym wypadku, patrząc co dla Nem i reszty próba ucieczki oznacza nie podejrzewał by ich o takie coś. Choć w sumie, umrzeć tak lub tak... co dla nich za różnica.
Wstał z resztą i trochę powolnie szedł za innymi. Nie zauważył co robi Astorii zamyślony odpowiedzą od rudowłosej. Dopiero wrzaski po samnijsku wyrwały go z zamyślenia. Nie orientując się co się dzieje od razu najpierw pomyślał, że za dużo wypił nie znanego mu wcześniej tutejszego wina lecz nic w kierunku zbadania tego nie zrobił, jako, że działał za wolno.
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 21-01-2015, 22:08   

Toruviel poruszyła się niespokojnie. Nie miała oporów względem łamania umowy ze Styrią. Nie byli im niczego winni. Absolutnie niczego. A myśl o powrocie, o tak upragninym powrocie wywołała u niej subtelny, ale szczery uśmiech. W oczach zatańczyły jej iskierki.
-Moim największym marzeniem, jest móc oglądać ponownie Aenthil - kwitnące i tętniące życiem pod naszą opieką. Odwiedzić naszą posiadłość na granicy Endemenu. Móc zobaczyć znów majaczący wśród moich dziecięcych wspomnień pałac książęcy. Wrócić do domu i cieszyć się tym powrotem. Rozumiem, co czujesz. Jako Tulya muszę chronić Hetha-nore i Aenthil. Ty również chronisz swój kraj i swój lud. Robimy co możemy. Wierzę, że atarnya, że mój ojciec zadbał o wszystko. Jeśli nie pozostawił przeciwwskazań pragnę poznać dokładne warunki tej umowy. Chcę wiedzieć, na co mam być gotowa. Jak i prosić o coś, co mój ojciec zapewne zlekceważył, bo zawsze miał do tego tendencję. - znów wracała do tego samego. Ten temat się nie skończy. Co gorsza, miała dziwne przeczucie, że akurat tę sprawę przegra. - Zapytałaś, co zrobiła dla nas Silva, gdy nadeszła Tavar. Nie walczyła, ale nie taka była jej moc. Silva nas leczyła. Tak jak Herba i Narre. Przez te wszystkie lata zginęlibyśmy zapewne z głodu, lub zdziesiątkowałyby nas choroby. Wspierali nas. Z resztą Aenthil cenią sobie pokój, nie byliśmy zainteresowani podbojami obcych ziem, pragnęliśmy jedynie by nasze własne pozostały naszymi. Kiedy je nam odebrano, tym, co nas łączyło, był nasz smutek oraz nasza kultura. Między innymi wiara w Silvę, Herbę, Narrego... nawet Herna. Ale nie tylko. Jesteśmy związani z naszymi przodkami inaczej niż Laro, lecz i my wiemy, że łączą się oni z energią świata. Z Eą. Z Endu. I w to wierzyliśmy od zawsze, tak jak od zawsze doświadczaliśmy mocy żywiołów. O ile wiara w Ainu, w bogów jako żyjące wcielenia całych żywiołów jest młoda i niejako wyrosła w nas z czasem w Erze Ciepła zapoczątkowanej przez was, o tyle nie zaprzestaniemy kontaktów z żywiołami i troski o przodków. Chcę prosić o tolerancję religijną dla Aenthil. Proszę o to przez wzgląd na dwie kapłańskie kasty, którym zawdzięczamy nasze przetrwanie. My nie przystosowujemy się tak szybko jak ludzie. Potrzebujemy czasu. - Chyba że poniosą nas emocje...- skończyła swój wywód spokojnie i czekała na odpowiedź. Ale wolałabym, żeby postronni nie znali szczegółów tej umowy. Wiem, że słuchasz, Szamanko. Wiem, że moja prośba jest śmiała, ale taki jest mój obowiązek.

Po poruszonej kwestii więźniów również się odezwała.
-Myślę, że nie jestem jedyną, która chciałaby wiedzieć, kogo przetrzymujecie w swoich celach. Rozumiem motywy, i determinację także. Jednak niewiele jest ludów na Północy, które tak bardzo sobie zagrażają, jak wy zagrażacie im wszystkim.

Chciała jeszcze zapytać o tyle rzeczy - chciała wznowić dyskusję o Laro, zapytać o to dokładnie, wiedzieć na czym stoi. Ale to była rozmowa na później. Kiedy będzie mogła bez obaw udać się do Laro pertraktować. O ile otrzyma pozwolenie. Chciała zapytać o ojca, jak dokładnie doszło do tej rozmowy, choć przeczuć nie miała najlepszych. Wiązały się one z więźniami, którym składano propozycję. Chciała zapytać, co mogło wywołać takie przemęczenie u tak silnej kobiety.


[...]
Toruviel rzucała co jakiś czas krótkie spojrzenia w stronę Komnaty Władców. Kiedy wpadł do sali Seitiri, jeden z tubylców, którzy eskortowali tu ich grupę. I serce w niej stanęło, gdy usłyszała słowa Szamanki. Głupcy. Czy nie zorientowali się, jaki mróz ogarniał te jaskinie w Czerwieni? Ale... to była ich jedyna szansa. Wiedziała, że Nem nie podda się łatwo. Była gotowa dać głowę, że była jedną z tych, którzy uciekli. "pięciu" Było ich pięcioro... kogo jeszcze mogła tu znać? Kogo jeszcze mieli? Wstała i chciała protestować.

Jednak wszystkie te pytania wyparowały jej z głowy na widok kłębów dymu i tego głosu. Co to jest do diabła? Stary Bóg? I kim jest ONA? Kim jest, skoro może im zagrozić? Nigdy w życiu nie widziała czegoś takiego. To było tak inne od morderczej mocy Tavar, ale mroczne i przerażające.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
Ostatnio zmieniony przez Toruviel 21-01-2015, 22:20, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kodran 

Skąd: Warszawa/Piastów
Wysłany: 22-01-2015, 13:01   

Skończył jeść i nalał sobie kevii. Napił się kilka łyków i od razu poczuł ciepło rozchodzące się po całym ciele.
A więc to tu. To miejsce, w którym jest za daleko, żeby się wycofać. Wojna… która może przesądzić o zagładzie nacji. W porównaniu z tą, wojny na północy to tylko przepychanki. Styria, Wergundia, Terala, Ofir… stulecia rozwoju nadgonione przez tubylców wyciąganiem im informacji z głowy. W dwa tygodnie. Możemy odejść, ale gdzie? Nie żeby tu było źle, ale wszędzie teraz będą ścigani. Styryjczycy już pewnie wybili tych Imperialistów, których znaleźli, podobnie w Wergundii. Zostaje chyba tylko Ofir i Terala i to też nie pewne. Nawet jeżeli jakoś uda się tam dostać to tylko czekać aż zapukają tubylcy… Ale propozycja Szamanki jest na tyle interesująca, że czemu nawet zastanawiać się nad jej odrzuceniem.
-A co ze zwykłymi ludźmi? Wybacz śmiałość, ale zostaną obywatelami niższej klasy, współmieszkańcami czy niewolnikami? Czy może planujesz ich wszystkich wyeliminować?
***
Na dźwięk broni zaczął szybko lustrować pomieszczenie. Uspokoił się dowiadując się że to więźniowie uciekli.Nem, Fenris i ..? Kto jeszcze uciekł?
Podążył wzrokiem za Astorim. Pewnie kiedyś ktoś napisze smutny utwór o tej miłości.
Nie wiedział co to za język, ale nie podobał mu się. Brzmiał trochę jak samnijski, ale nie był językoznawcą. Ale emocje towarzyszące były dość zrozumiałe. Ktoś był nieźle zdenerwowany. Tylko kto?
_________________
2013- najemnik Nero(zapomnijmy o nim ;) )
2014- najemnik po stronie wergundzkiej Kodran
epilog 2014- najemnik Kodran, Imperialista (tak jakby)
2015- Sarell, okrzyknięty Heroldem z Wierzchu (dzięki El)
epilog 2015- Sarell, #dziękiBryn ;)
2016- Severo dar Rodlingen, poborowy z Dakonii, później magnifer Czarnego Tymenu
 
 
Prim 
Villsvin
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 23-01-2015, 02:16   

Podczas przemowy Szamanki w głowie Prim kotłowały się przeróżne myśli.
Nie dalej niż za dwa lata przestanie istnieć Styria. Potem Wergundia. A potem cały Świat Północy legnie u stóp Południa? Każde najmniejsze państwo....Terala...Ofir...
A gdyby to była Velida?

Otrząsnęła się.
Velidy już nie ma. A ja jestem Imperialistką.

Zniszczą bogów...kosztem nowych patronów. Potężnych.
W co oni się wpakowali?
Ale już nie da się cofnąć. Nie da.
Ona ma rację. Imperium wydało na siebie wyrok. Żadne pakty z Północą ich nie uratują. A widmo wojny? Zawisło. Nie ma chyba wiatru, który by go odegnał. A bogów obudzili oni.
Czy jeśli teraz sprawę zostawią.... to czy Opiekunowie sami nie zniszczą bogów? Niestety wtedy Imperium...i tak będzie miało przerąbane.



Westchnęła. Walczyła chwilę ze sobą. Nie widziała innych możliwości.
-Szamanko. Imperium to organizacja tych, którzy chcą być wolni. Za wszelką cenę. Niezależni. Rzekłaś.... „szaleni”.
Być może.
Uśmiechnęła się pod nosem.
Chcemy Siły. Zerwania łańcuchów z bogami Północy. Ale wraz z tym...przyjdą Opiekunowie. I zdaje mi się, że przyjdą nie tylko do nas. Przyjdą do Świata.
Mówisz, że mają inną naturę.. jaką? Zrozumieją naszą Imperialną ideę? Moją służbę Matce Naturze? A w przyszłości- nie każą Wam, zależnym przecież od nich- zniszczyć i nas? „Szaleńców”?
Powiedziałaś, że po pewnym czasie...być może staniesz w tej walce po naszej stronie...gdy będziemy odpowiednio silni. Jak silni?
Mówisz też, że zniknie Styria, zniknie Wergundia.... znikną- jak rozumiem, wszystkie państwa, które nie będą się chciały się podporządkować. Czyli znając naturę ludzi Północy- po prostu wszystkie. Zatem co powstanie?
To tylko niektóre z pytań...a jest ich więcej. Chciałabym jednak wpierw na te pierwsze usłyszeć odpowiedź. Postawiliśmy już jeden krok w stronę sojuszu, by postawić drugi, muszę uzyskać pewność.


Może na jeszcze jedno.
Wspomnienia mimowolnie wypełniły jej głowę. Velida. Słońce. Uprawy....złote zboże...A potem...pustka.
Tubylcy mają swój dom. Teraz elfy go odzyskają. A jej dom dalej...pusty.
Tubylcy odradzają kulturę. Jej kultura... dogorywa.
Tak...wiem że słyszysz, Szamanko. Chcę wiedzieć. Ja. Sama. Czy mój dom... może być jak kiedyś. Czy sojusz z wami może przywrócić blask i nad Doliną.
Czekała chwilę w milczeniu na jej odpowiedź.

***

Uważnie wsłuchiwała się w dźwięki tubylczej mowy. Raz po raz, za Toruviel, wpatrywała się w stronę wejścia. Wyczuwała rosnący niepokój.... Coś wisiało w powietrzu...a talizman drgał.
Podniosła się od stołu razem z wszystkimi.
Gdy Astorii posłał jej przepraszające spojrzenie, przewróciła oczami.
Ech, Astorii.... Będziemy mieli do pomówienia...

Potem z Szamanką...zaczęły się dziać rzeczy. A właściwie- Rzeczy.
Stała jak wryta... Wychwytując każde słowo...Zamknęła oczy.
Jej myśli po raz pierwszy w życiu biegły tak szybko. Jeszcze nigdy zdarzenia z przeszłości nie przelatywały jej przed oczami w takim pędzie... Tak pamiętała... Ktoś...o kim opowiadała Primrose..

Samarkanda...Samnia... Primrose...Bogowie... Dziewczyna... Sługa.... Zabójstwo... Szaman.
Potężny Szaman.
Władca Koni.


Otworzyła oczy. Zakręciło jej się w głowie....
No to jesteśmy w dupie.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 23-01-2015, 09:55   

Zrobimy tak - ponieważ od każdego są pytania, wymagające odpowiedzi i ta odpowiedź pewnie by padła podczas rozmowy przy stole, to wypisuję owe odpowiedzi z adnotacją "wcześniej". Reszta - normalnie z czasem akcji.

Wcześniej, przy stole

- Nie, panie Kodran - uśmiechnęła się szeroko - Nikogo nie zamierzam eksterminować, a niewolnictwo jest nam obce, to styryjski wynalazek. To poruszające, w jaki sposób każde z was mówi o sobie bliskich krajach, bóstwach, sprawach, tutaj, gdy jesteście od nich tak daleko - Szamanka miała naprawdę ładny uśmiech - Nie, to nie jest kpina. Tym razem wolałabym, żebyście umieli wzajemnie odczytać moje intencje. Bo nie, panie Reshionie, to nie jest tak, że wertuję wasze wspomnienia i myśli. Minerał w naszych umysłach sprawia, że słyszymy więcej niż wy. Nie zamierzam atakować Małego Ofiru. Choc zapewne Itharos i Korathia zechcą wejść w nurt wydarzeń. Ale to jest jedyna rzecz, jaką mogę zaoferować z całą pewnością. "Nie zamierzam". Tak jak ty, panie Reshionie, nie możesz mi zaoferować stwierdzenia "Ofir nigdy nie zaatakuje ciebie". Z pewnością za to mogę ci powiedzieć, że ze swoimi bogami Ofir będzie musiał się pożegnać. Ale czy ciebie, Imperialistę, ma to poruszyć?
Pannę Toruviel rozumiem, ale ciebie? Bogowie... Powiedziałaś, Toruviel, że was leczyli. O, bezsprzecznie. Leczyliby was także, gdybyście pozostali niewolnikami. Leczyli was, byście nie poumierali. Wy, długowieczni, jesteście szczególnie cenni. Nie myślałaś nigdy, czemu właśnie wam dano dar tak skutecznego leczenia? Tawanien, Envyn... Jakże mały procent z was umiera od chorób i ran... Toruviel, Silva leczy was, bo dopóki zyjecie, dopóty trwa jej kult. Nie zależy im na tym, byście byli wolni, bezpieczni, silni, a jedynie na tym, byście byli żywi i wdzięczni. Nie są warci twojej prośby. A raczej - wy, uparcie walczący o powrót do domu, jesteście warci więcej niż spełnienie tej prośby...
O ironio, jest jeden tylko bóg, który gotów jest na wszystko dla swoich ludzi. I ten bóg, ta bogini umrze pierwsza. Drapieżna, zwodnicza, najpotężniejsza z nich wszystkich. Tavar...
Panno Primulo, Opiekunowie ... Są inni. Więź jest słabsza. Mniej aktywna. Ja
- tutaj jej głos zadrżał jakąś nuta niepewności czy zawahania, jakby nie była pewna, czy wam to mówić - ja nie zamierzałam ich budzić. Przerażali nas, zawsze. Ale już za późno, z wszystkich rzeczy, które mogę uczynić, czasu cofnąć nie mogę. Ale mogę co innego. To nie my poszliśmy na północ, kraść wasze bogactwa. To wy przyszliscie tutaj, rabować Minerał. Robić z niego ozdoby, latarnie, walutę. Północ jest jak silne, głupie dziecko. Macie siłę. Ale niczego nie rozumiecie. Pytasz, kiedy będziemy dość silni? Kiedy z pomocą Minerału zyskamy moc tworzenia i pełnego kontrolowania materii. Wtedy będziemy pewni, że tnąc Więź, nie zniszczymy własnego domu. Będę posłuszna Opiekunom, dopóki będę musiała - nachyliła się do Prim i spojrzała jej bardzo poważnie w oczy - I ani sekundy dłużej. A gdy będzie to możliwe, z rozkoszą sprawię, że umrą.


w tej chwili:

Tubylcy, którzy wam towarzyszyli i kilku uzbrojonych w obsydian strażników, którzy biegli właśnie przez całą długość Komnaty, rzucili się na pomoc swojej władczyni, była ona jednak mocno poza ich zasięgiem, wysoko ponad podłogą. Czarny, gęsty cień kłębił się, zamiatając po ziemi jak ogonem. Kilku, którzy podbiegli, zostało zamiecionych tak, że uderzyli o najblizsze posągi, jeden, przez którego ta skupiona ciemność przeniknęła, upadł na ziemię wrzeszcząc i krwawiąc z uszu.
Szamanka szamotała się z zaciśniętym gardłem, próbując się uwolnić.
Staliście oniemiali i przerażeni na progu komnaty, nie bardzo wiedząc, co zrobić. Wszyscy, za wyjątkiem niezawodnego Remusa. W sumie mogliście się spodziewać, że to zrobi. Rzucił się do przodu, wywijając ostrzem, w lewej ręce trzymał sztylet ostrzem wzdłuż przedramienia i biegł. Wyciągniętymi susami wbiegł na wysokie schody tronowego podestu, był już prawie na wysokości uwięzionej w uchwycie Szamanki. Wtedy przysiadł, aż oparł się niemalże o stopnie plecami, wybił się potężnie i skoczył.
Skoczył. Prosto na czarny kłąb, tnąc potężnie w powietrzu tę jego część, która zgodnie z anatomią powinna być ręką lub kontynuacją kończyny, trzymającej kobietę za gardło. Spodziewaliście się, że przeniknie przez dym i pacnie jak szmatka na posadzkę, ale tak się nie stało. Istota zareagowała. Miecz przeciął dym, zakłębił się i zamieszał, oplatając wokół napastnika tak, że jego postać niemalże zniknęła za zasłoną. Usłyszeliście jego rozdzierający wrzask.
Pierwszy zareagował Kurt, szarpnął zawieszona na ramieniu kuszę, przyklęknął, przycelował. Bełt świstnął w powietrzu, przeszył dym, usłyszeliście jak brzdęknął o posadzkę. Zabójca zarepetował kuszę i czekał.
Szamanka mocnym szarpnięciem odchyliła głowę, mogąc oddychać. Nagle rozpostarła szeroko ramiona, wyprostowała się. Dostrzegliście światło, które zdawało się ją otulać, czerwone, pulsujące, promieniowało zza jej postaci, jak pięć potężnych, skupionych promieni. Jej ogniste włosy uniosły się wokół niej jak wielka krwista aureola, jak rozlana plama falującej krwi. Oczy lśniły białym światłem, wybijającym się z czerwieni wyraźnie, groźnie, zimno.
Uniosła ręce, cień zaczął się cofać, kurczyć, kondensować.
Usłyszeliście głuchy łomot - to bezwładne ciało Astoriego padło na posadzkę u stóp podestu.
A ona promieniała. Teraz już wyraźnie dostrzegliście ludzkie kształty, postaci bez twarzy, stały za nią, podtrzymywały jej uniesione ręce, były światłem, którym promieniowała. Otworzyła szeroko oczy bez źrenic i rozległ się tak doskonale znany większości z was dźwięk, chrapliwie rzężący głos
- NIGDY WIĘCEJ!!
Cień skondensował się do postaci ludzkiej, falującej i płynnej, ale czytelnej. Szamanka powoli zniżała się, blask przygasał, gdy dotknęła stopami posadzki, miała już z powrotem normalne barwy, a stojące za nią postaci zniknęły. Tylko jej włosy wciąż drgały uniesione wokół niej, a oczy jaśniały białym blaskiem. Idąc, ledwie dotykała ziemi. Mówiła głosem już normalnym, po samnijsku.
- Nie wiń mnie za własne błędy, Mori-Khaan. Chciałeś władzy nad człowiekiem? Byłeś nieostrożny. Zlekceważyłeś ich. Ona jest tylko ostrzem, martw się bardziej ręką, która je trzyma. Uciekaj, wróć mocniejszy, lub zostań i walcz z nią. Ja ci pomogę, jak obiecałam, ale nie wyręczę. I jeśli jeszcze raz odważysz się używać mocy względem nas, odeślę cię w takie światy, które rozerwą twoją duszę na strzępy, pożrą i będą trawić przez kilka eonów ...
Czarny kształt wciąż przewyższał ją o połowę, ale teraz, mając już zarys ludzkiej postaci, wyraźnie pochylał się, niemalże klęczał przed nią. Po jej ostatnich słowach zafalował, rozległ się głuchy ryk, dym zrzedł i uniósł się, zakłębił sie pod rzeźbionym sklepieniem i rozwiał się.
Kurt opuścił kuszę.

Maiput znieruchomiała, stanęła na ziemi. Włosy powoli opadły, oczy zgasły. Powiodła dookoła lekko zdezorientowanym wzrokiem, aż jej spojrzenie padło na leżącego bezwładnie Remusa.
- Nie! - szepneła, jakby to był rozkaz, i skoczyła w jego kierunku, rzucając się na kolana na posadzce. Ujęła w dłonie jego głowę, podnosząc ją delikatnie, oparła o swoje kolana.
Oddychał. Z uszu ciekła mu ciurkiem krew, plamiąc białą suknię.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Prim 
Villsvin
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 23-01-2015, 14:38   

Wcześniej, przy stole.

Wysłuchawszy odpowiedzi Szamanki, skinęła głową.
Rozważała w myślach każde jej słowo. Sojusz...to jedyna droga. Właściwie- nieunikniona. Jej ludzie wykonali pierwszy krok.
Być może nie zamierzała ich budzić...ale gdy umierał jej Lud...to była jedyna droga.

- Rozumiem. A jednak jesteście od nich zależni. Może słabiej, ale jednak. Martwi mnie ta kwestia, że jeśli zawrzemy sojusz, to czy nie skończy się na tym, że tak jak teraz Opiekunowie każą wam iść ku Północy, nie każą Wam zabić i nas. Przy waszej przychylności do nas, oczywiście, to będzie sytuacja, sama rozumiesz, bez wyjścia.
Pytam się, czy może tak być. Czy Wasi Opiekunowie zaakceptują sojusz z nami, którzy być może w przyszłości- będą chcieli ich zniszczyć.
Przychylam się do tego sojuszu, jednakże, jak sama widzisz, rozwiewam wątpliwości...


Znów przypomniała jej się Velida.
Czy Północ jest bezbronna wobec Południa?
Czy pomagając Tubylcom...pomagają im zniszczyć Świat, który tak dobrze znają? Poniekąd- ich Dom?
Ale uczynili już pierwszy krok. Największy. Zdecydowali się obudzić Opiekunów. A co gorsza- ich obudzili.
Sojusz jest nieuchronny.



***
w chwili obecnej
Stała jak wryta. Wpatrywała się w osłupieniu w wiszącą u sufitu Szamankę.
Widziała tubylców, biegnących w jej stronę. A potem ich ciała na podłodze.
Nagle, jej oczom ukazała się postać w ciemnym płaszczu, która wystrzeliła w w stronę uwięzionej Maiput.
Ach, to Remus.
Zaraz.
Chwila.
REMUS????

Dostrzegła, jak przeciął chmary dymu. Po chwili Kurt wystrzelił z kuszy.
A Yerbat opadł bezwładnie na ziemię.
Chciała rzucić się w jego stronę, lecz w tym momencie Szamanka wyrwała się z uścisku. Wielki blask oślepił szarozielone oczy hobbitki. Wpatrzona w nią wyłapywała każde jej słowo i podziwiała moc. Nie zapominając jednak o leżącym Astorim. Miała nadzieję, że sama Szamanka wyjaśni im wszystko za chwilę.

Gdy tylko cień znikł, zwalniając jej dostęp do oszołomionego mężczyzny, pobiegła w jego kierunku.
Szamanka trzymała jego głowę na kolanach. Nie wyglądał za dobrze.
Remus, Ty cholerny szaleńcze..... Teraz to na pewno mamy do pogadania... przemknęło jej przez myśl. Miała nadzieję, że się wyliże. Że tylko dostał po łbie i ta krew to jedynie pęknięte bębenki. Jego klatka piersiowa całe szczęście się lekko unosiła.
Szybko rozpięła ubranie przy szyi. Jedną rękę położyła na piersi, drugą na czole mężczyzny.
Przymknęła oczy i wymówiła zaklęcie: Arw gwerwyn afieghd gwd .
Zawsze okazywało się przydatne. Ujawniało nie tylko stan zdrowia, ale także osobę winną owemu faktowi.
Skupiła się, wsłuchując w ledwo słyszalne bicie serca Yerbata.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 25-01-2015, 01:27   

Wcześniej, przy stole

W Toruviel coś drgnęło, gdy Szamanka powiedziała, że nie chciała Ich budzić. To była ich wina. Gdyby tylko wiedzieli, jak to się skończy, nigdy nie poleźliby do tamtej Świątyni.
-Powiedziałaś, że dzięki działaniu Minerału zyskaliście niezwykłe zdolności. To prawda, wasza magia jest niezwykła. Jednak chciałabym wiedzieć też, na czym to polega, skąd czerpiesz moc? Z własnego wnętrza? Z Minerału? Czy jak nasi mistrzowie - z otaczającego cię świata? Bo moc, jakiej będziesz potrzebować, by obalić naszych Bogów jest nieosiągalna dla śmiertelników. Jeśli myślisz, że będziesz mogła obalić waszych Opiekunów, muszą oni być słabsi od Bogów Północy. Albo Minerał jest czymś nie z tego świata.
-Powiedziałaś mi też wcześniej, że będziesz prosić o Silvę. Proszę, zrób to. My przyjęliśmy ją, bo była naturalnym rozszerzeniem naszych pierwotnych wierzeń. Tak samo Laro przyjęli Klyftę i Swarta, a Talsoi - Tulvę. Jak powiedziałaś, ona nie walczy, jest bierna. Kiedy staniemy się waszymi sojusznikami, my, jej najwierniejszy lud, będziemy bezpieczni i ona też będzie bezpieczna. Z resztą wśród ludzi Północy czczą ją praktycznie jedynie Terale. Nie powinna walczyć z opiekunami.
-Chcę także zapytać, co zamierzasz uczynić względem Talsoi. To żeglarze i handlarze. Im zależy głównie na zysku. Spróbuj do nich dotrzeć, a zyskasz statki, jakich nie posiada nikt inny. Sądzę jednak, że będą oni woleli pozostać neutralnymi, by móc kursować, między Północą a Południem. A jeśli nie macie im nic do zaoferowania, to wiedzcie, że ani Vekowar, ani Leth Caer szybko nie upadną. Gdyby utworzyli oni ponownie morską blokadę torującą drogę na południowe wody, tamte porty byłyby odcięte. Jednak nie wątpię, że i mój ojciec poruszył tę kwestię i mam nadzieję, że omówimy to uczcie dokładnie.
- uśmiechnęła się, ukazując nawet maleńkie dołeczki.

Cały czas martwiła się co się stanie z ich społecznością... Wrócimy do Aenthil odmienieni. Rozerwiemy więź z Talsoi. Złamiemy przysięgę. Laro nami wzgardzą, ale kto wie... w końcu zadziałamy silnie i przełkniemy własną dumę, jak to oni mówią. A z resztą, oni też nas porzucili i przyjęli Telfambę od Tavar. Zdolność adaptacji... ciekawe, co powiedzą teraz... Ciekawe... ciekawe, czy przywrócimy Święto Jedności. Czy wrócimy do Dol Ystag ponownie, wszyscy razem... Kto wie... może za kilkanaście loa... Kto wie.

w chwili obecnej
Już to widziałam! - przemknęło Toruviel przez myśl na widok lśniących bielą oczu Szamanki. I przeszły ją dreszcze na dźwięk charczącego, świszczącego głosu. Słowa Szamanki dudniły jej w uszach. Ale doznała olbrzymiej ulgi, gdy cień samnijskiego szamana rozwiał się.
Uderzyła ją rozpacz Szamanki. Ale to prawda, stan Astoriiego był fatalny. Wyczuła jego oddech w powietrzu. Słaby, słabiutki. Bezwiednie podeszła w stronę klęczącej kobiety, w ślad za hobbitką. Miała zaklęcie w pogotowiu /arnasa aitoru indargari - oddech nasyć wzmocnij - reanimacja oddechowa?/.
-Widziałaś coś? - skierowała pytanie w stronę druidki, gdy ta podniosła się znad rannego.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 25-01-2015, 03:24   

Wróciwszy do stołu złoży dłonie i oparł je na stole. Po chwili dołączyła do nich głowa i tak z zamkniętymi oczyma. Nic czego by się nie spodziewał, nie usłyszała teraz. Mimo to jednak musiał znaleźć chwilę dla siebie, w samotności aby to wszystko czego dzisiaj się dowiedział przeanalizować, na spokojnie, najlepiej jeszcze się przed tym wyspać. Wspomnienie snu wywołało skryte w dłoniach ziewnięcie oraz marzenia o pójściu spać lub znalezieniu w okolicy ziaren z Pethabanu sławnych z rozbudzania. Jak na razie miał tylko alkohol, który zaczyna działać dopiero po jakimś czasie. Kiedy wreszcie zbadał każdy ciekawy detal stołu i swojego talerza wyszukał śpiącymi oczyma czegoś co wyglądało jak jedzenie z północy. Dwa niby kurczaki w jakimś sosie wyglądały smakowicie i najwyraźniej miska, w której się znajdowały wołała o pomoc - miała problem z ich pomieszczeniem.


***

Powoli zaczął łączyć fakty. Jakaś dziwna siła, dym, porwała w powietrze i coś po jakimś języku wygaduje, pewnie groźby bo co innego? Kto mógł jej grozić? I być tak potężny, że najwyraźniej ona nic mu nie może robić ... umhhh ... palce boleśnie nacisnęły na powieki kiedy przecierał twarz. Dobra, dalej to coś jest magiczne i albo może z da.. Dalszą pracę szarych komórek przerwał mu widok Astoriego przelatującego w powietrzu niczym jakiś akrobata a potem jakiś szybki przedmiot świsnął mu obok ucha. Kilka mrugnięć i jedne obrót kto strzelał i Remus leżał na podłodze a szamanka groziła temu czemuś jakby nigdy nie była w obliczu śmierci. Ona też musiał mówić z języku, którego nie znał nawet w młodości pijany ale jedno słowo go ruszyło. "Khan". Nie to mogło być tylko o samnicie a jedyny samnita, którego zna i ma jakąś koneksję z południem mógł być ..
- Władca Koni... - Wyszeptał cicho. To oznaczało, że jego przypuszczenia się potwierdziły. I tym samy Samnia może nap... . . nie nie teraz, tutaj nie. Potem jak będzie czas. Na razie skup się na Astorim i robieniu tego co reszta. Spoglądając na Astoriego, na którym widać skupiły się co najmniej trzy osoby wyczekał chwilę dając im czas na zajęcie się najpierw rannym-bohaterem. Może dzięki temu mu się udała. Rozejrzał się do na pozostałych po czym podszedł kawałek do przodu,
- Ktoś może powiedzieć co się tutaj teraz stało?
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 25-01-2015, 04:54   

Toruviel,
Maiput z wdzięcznością spojrzała na ciebie, widząc pozytywne skutki zaklęcia - Astori wciągnął powietrze i wypchnął je z płuc, jednak natychmiast przygnieciona krtań i tchawica zapadły się znowu. Kolejny wdech skończył się tylko bezsilnym szarpnięciem. Dusił się.

Prim, badanie przyniosło klarowne informacje. Zacisk na szyi spowodował zgniecenie chrząstki tchawicy. Silny impuls zaklęcia lub innej formy działania psionicznego spowodował szok i przeciążenie połączeń nerwowych, w efekcie obrzęk mózgu, owocujący krwotokiem z uszu. Do tego najpoważniejszym problemem było coś innego.
- Nie ma tu jego ducha - zwerbalizowała Szamanka to, co właśnie zrozumiałaś. Samnijska magia szamańska. Nie mogąc ranić kogoś w rzeczywistości, można wciągnąć jego ducha w tę płaszczyznę, w której duch szamana jest silniejszy.
Ale chwilowo najbardziej zagrażał mu brak powietrza.

Po chwili w Komnacie zaroiło się od ludzi. Biegli wojownicy, uzbrojeni w obsydianową broń, łucznicy, kto krzyczał polecenia, ktoś zajął się leżącymi na posadzce wojownikami, powalonymi przez nagłego intruza.
Do Maiput podbiegła kobieta, ubrana w ładnie tłoczoną i profilowaną skórznię z naramiennikami. Płomiennorude włosy miała splecione w drobniutkie warkoczyki, tworzące jeden gruby warkocz. Na biodrach, na zamszowej spódnicy ze szkarłatną zapaską, nosiła szeroki pas z przytroczonymi nożami i szablą.
Toruviel, znasz ją, widziałaś ją w osadzie Krevaina, jak przystrojona w szkarłatny pióropusz, prowadziła natarcie na was.
Reshi, wydaje ci się, że ją chyba kiedyś widziałeś, ale w sumie była dość podobna do pewnej urodziwej sklepikarki z Messyny... A może do tej nauczycielki, która lała cię linijką po łapach w szkółce... Wrrrrróć! Skup się!

Kobieta przypadła do Szamanki, Prim i Toruviel usłyszały jej pełne troski słowa:
- Nic ci nie jest? Nie zdążyłam...
- I tak nic byś nie zdziałała. Przynieś mi skrzydło toighu ze stołu.
- Co...? - pełne zdumienia pytanie wojowniczki zawisło w powietrzu, ale wstała, gotowa spełnić jej prośbę.
- Przynieś, Taihire ! - krzyknęła Maiput. Trwało kilkanaście sekund, zanim nie wróciła z kawałkiem pieczonego ptasiego skrzydła. Szamanka jednym ruchem zdarła z niego mięso, wytarła w krawędź białej sukni. Wydobyła sztylet, odcięła sprawnymi ruchami obie główki kości, po czym wypięła z włosów szpilę i przeczyściła środek kości. Mijały kolejne sekundy.
Uniosła sztylet, nachyliła się nad Astorim. Jej twarz wyrażała absolutne skupienie, zaciśnięte szczęki, zmarszczone brwi. Szeptała coś, czego nie rozumiałyście, zaklęcia, może modlitwę.
I jednym szybkim precyzyjnym ruchem przecięła mu gardło.


Niewielkie, krótkie nacięcie tuż pod jabłkiem adama, rozchyliła delikatnie palcami, wsunęła kościaną rurkę. Dmuchnęła.
W klatce piersiowej Remusa zabulgotało, dobył się cichy charkot. Przez rurkę popłynęło trochę płynu i krwi. Po czym usłyszałyście świszczący oddech.

Szamanka upewniła się, że oddycha, po czym usiadła ciężko na posadzce. Wzięła kilka głębokich wdechów, żeby się uspokoić. Dopiero teraz zobaczyliscie, że sama też ma siną pręgę na szyi, tam gdzie zacisnęła się moc szamana, a przy uszach też ma ślady krwi.
- Taihire, muszę przyspieszyć inicjację Kamienia... - powiedziała ciężko - Dlaczego tak długo to trwało, gdzie byliście?
Wojowniczka zmieszała się.
- Więźniowie... - powiedziała w końcu - Jeden z nich zaatakował drugiego, chciał go zadusić. Nie uwierzysz, ale chwilę wcześniej ratowaliśmy tego człowieka identycznie, jak ty tego. Ten który go zaatakował, to jeden z tych, co uciekli.
- Taaak - powiedziała przeciągle Maiput - Z tych, którym pozwoliliście uciec, teraz, kiedy w jaskiniach grasuje przebudzony voghern, a oni nie mają nawet pojęcia o czerwieni - podniosła wzrok na was obie, wciąż siedzące obok, dostrzegła wasz zniecierpliwiony pytający wzrok - Mori Khan, Władca Koni. Odpowiedział na moje wezwanie, podobnie jak orkowie z gór, podobnie jak Primrose. Jest potężny... Potężniejszy niż ja. Ale ja nie jestem sama... Podnieście tego człowieka! Zacznijcie przygotowywać Inicjację...
- Siostro... - odezwał się Seitiri - Ale nie zdążysz przed kolejną Czerwienią...
Spojrzała na niego, w oczach dało się dostrzec zdecydowanie.
- Trudno. Oddajcie cześć Władcom! - zawołała głośno, a obecni tubylcy odpowiedzieli zawołaniem, kłaniając się posągom. Słyszeliście zawołania, które brzmiały jak rozkazy, inne znów jak modlitwy. Rannych i zabitych zaczęto wynosić z Komnaty.
Astoriego także podniesiono i połozono na plecionych z maty noszach.

Prim,
- Jakie rozkazy, szefowo? - usłyszałaś w zamieszaniu cicho wypowiedziane słowa Kurta - Myślisz, że ona go naprawdę ratuje? Co mamy robić?

/ruszyliście przez całą długość Komnaty, więc macie chwilę na rozmowę/
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Kodran 

Skąd: Warszawa/Piastów
Wysłany: 25-01-2015, 13:38   

Stał w pobliżu gdyby go potrzebowali.
Co? Jak? Ale... Czy ona właśnie uratowała go ptasią kością? Był zdumiony. Co ona zrobiła, co to za czary? Najważniejsze że działa...
Zbliżył się do Kurta aby usłyszeć co powie Prim.
_________________
2013- najemnik Nero(zapomnijmy o nim ;) )
2014- najemnik po stronie wergundzkiej Kodran
epilog 2014- najemnik Kodran, Imperialista (tak jakby)
2015- Sarell, okrzyknięty Heroldem z Wierzchu (dzięki El)
epilog 2015- Sarell, #dziękiBryn ;)
2016- Severo dar Rodlingen, poborowy z Dakonii, później magnifer Czarnego Tymenu
 
 
Prim 
Villsvin
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 25-01-2015, 23:22   

Klęczała przy Yerbacie dobrą chwilę. Zmarszczyła czoło. Niedobrze.
Spojrzała w oczy Szamanki. Dostrzegła w nich niepokój. I strach.
O Astoriego?
Nie miała czasu się zastanawiać, zaklęcie Toruviel powoli przestawało działać.
Na jej pytanie odrzekła tylko: Tak. Że jest niedobrze.
Podejrzewała pęknięcie podstawy czaszki. Jeśli tak jest, z Yerbatem będzie coraz gorzej.
W tym momencie w komnacie zaczął się rozgardiasz. Biegali jacyś ludzie, wojownicy, kobiety, mężczyźni. Szamanka posłała jedną z nich po coś ze stołu.
Wytrzymaj jeszcze chwilę..Zostań z nami Astorii.
Potarła dłonie o siebie, po czym rozgrzane przyłożyła na nowo do ciała mężczyzny. Zaczęła szeptać modlitwę. Jedną za drugą. Oddech zabójcy nie pogorszył się. Ale też nie ulegał poprawie. Pewne było jedno- że jest źle.
W tym czasie szamanka robiła coś z przyniesioną jej kością. Nachyliła się nad Astorim. Prim już wiedziała, co zamierza zrobić. Odsunęła się kawałek.
Po chwili Remus oddychał. Ale tylko oddychał. Szepnęła zaklęcie wzmocnienia: Arth Egnion.

Kilka minut później znalazł się na noszach. Wynosili go razem z resztą rannych.
Tuż przed tym, jak dowiedzieli się, że więźniowie uciekli.

Prim zaklęła szpetnie pod nosem. Nienawidziła, gdy robota wymyka jej się z rąk.
Astorii był ranny, należało go zoperować.
Więźniowie uciekli, kręcą się gdzieś po Podziemnym Mieście.
Zbliża się do nich jakiś oddział, przed którym robi w gacie ten potężny Władca Kuców.
Szamanka też nie wygląda najlepiej, a chce przyspieszyć rytuał...
Cudownie.


Usłyszała ciche pytanie Kurta. Milczała kilka sekund
-Pomagamy Szamance. Remusem zajmę się osobiście, jak już będzie po wszystkim. W takim stanie powinien wytrwać kilka godzin. Wzmocniłam go na tyle, by nie było powodu do obaw.-zmarkotniała- nie podoba mi się to wszystko. Ale nie mamy wyboru.
Spojrzała w stronę oddziału. W oczy każdego Imperialisty. Byli gotowi. Odważni. Szaleni.
Prim uśmiechnęła się pod nosem. I Najlepsi.

Obróciła się w stronę Ognistowłosej. Przystanęła na chwilę. I ona wyczuła, że hobbitka chce coś powiedzieć.
- W imię sojuszu, który zawieram niniejszym, jako Namiestnik Castorów na Za- Południu- pomożemy Ci. Ja i moi ludzie.
W tym momencie ruszyli z miejsca. Prim kontynuowała:
-Ponieważ, jak rozumiem, zbliżają się do nas dwa oddziały- jeden z osobą, której lęka się Szaman, drugi, złożony z więźniów- proponuję, by Twoi ludzie ustawili dwie zasadzki. Są na tyle liczebni?
Powiedz nam jeszcze, kim jest ta osoba i dlaczego lęka się jej Szaman. I czy my również mamy się jej lękać. Jak i również- czy mamy się lękać Władcy. Zagraża nam jeszcze?
Czemu spieszysz się tak z rytuałem? Jak możemy Ci w nim pomóc i ile mamy na to czasu?

Przeszły jeszcze dwa kroki.
- A co do Remusa.. Powinien wytrzymać kilka godzin. Jeśli ciśnienie w czaszce nie wzrośnie przez ten czas dramatycznie, poskłada się go szybko...jeśli nie...trochę dłużej. Miejmy nadzieję, że nie wedrze się zakażenie. Co zaś się tyczy jego ducha... Będziesz potrafiła pomóc?

Miała nadzieję, że tak. I że Matka Natura również pomoże Imperium tak, jak zawsze pomaga swym dzieciom w potrzebie.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Kodran 

Skąd: Warszawa/Piastów
Wysłany: 26-01-2015, 01:16   

-Skąd idą ci, których obawia się Szaman? Z tego tunelu, z którego my przyszliśmy czy z jakiegoś innego? Domyślam się, że to nie jedyne wejście do Miasta... I gdzie są ci więźniowie?- zadał pytanie w przestrzeń, nie do kogoś konkretnego, ale oczekiwał w milczeniu na odpowiedź
Dobrze by było na własne oczy zobaczyć osobę, której lęka się Władca Kuców. Ale szukanie więźniów też brzmi ciekawie. No ale o tym decyduje szef.
_________________
2013- najemnik Nero(zapomnijmy o nim ;) )
2014- najemnik po stronie wergundzkiej Kodran
epilog 2014- najemnik Kodran, Imperialista (tak jakby)
2015- Sarell, okrzyknięty Heroldem z Wierzchu (dzięki El)
epilog 2015- Sarell, #dziękiBryn ;)
2016- Severo dar Rodlingen, poborowy z Dakonii, później magnifer Czarnego Tymenu
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 26-01-2015, 20:22   

Astroii był Imperialistą i w pewnym stopniu nim gardziła. Może nie nim, ale jego poglądami i sposobami. Ale mężczyzna uratował jej życie kilka razy w tym roku. I nie tylko jej. Zacisnęła zęby - wielu z nich coś zawdzięczała. Tak jak cały jej naród zawdzięczał przetrwanie Talsoi.
Wydała z siebie zduszony krzyk, gdy zobaczyła, co zrobiła Szamanka. Nie widziała nigdy w życiu czegoś takiego - kto wie, może na ludzkich uniwersytetach tego uczyli, może Envyn o tym wiedziały, ale ona sama była zszokowana, kiedy mężczyzna zaczął... oddychać? Nie wiedziała, jak to powinna nazwać.
Szła w pobliżu Szamanki i hobbitki, jednak nie przyłączyła się do pytań. I tak większość tych, które ją interesowały, już padła. Dorzuciła jednak swoje trzy grosze.
-Jeśli dobrze zrozumiałam uciekło pięcioro więźniów. Z czego wszystkich znamy, albo przynajmniej kojarzymy. Kim dokładnie są? Jakim cudem uciekli? Jestem niemal pewna, że mieli między sobą maga, więc jest z nimi Nem, Pethabanka. A zatem wiedzą o mojej obecności tutaj. A jeśli spotkają się z drugą grupą, która podobno tu zmierza, to możemy mieć poważny problem z zachowaniem naszego porozumienia w sekrecie.
-Jeśli chodzi o rytuał, jestem ciekawa w najzwyklejszy sposób, jak i powodowana pewną troską. To nie jest przecież rutynowe działanie i mimo wszystko nie powinnaś zbytnio się spieszyć - tu już nie chodzi o siłę ducha, ale o zwykłą fizyczną wytrzymałość. Ale masz zapewne swoje powody. Choćby to, czego dotyczy. Pani Primula ma tutaj rację - czy możemy jakoś cię wspomóc, chociażby użyczając energii?
Jeszcze jedna rzecz ją niepokoiła. Czy zbiegli więźniowie wiedzieli o niej i jej ojcu? O ich pobycie wśród Tubylców? I owocach tego pobytu. Jeśli tak, nie mogą uciec, nieważne, jak bym tego chciała.
-Czy ktoś z więźniów wiedział o umowie, jaką zawarłaś z moim ojcem? Jeśli tak, to musimy modlić się, byśmy ich przechwycili. A jeśli nie wiedzą, sądzę, że nie powinnam ryzykować ujawnienia się. Nie wiemy, jaką przykrywkę dla mojego zniknięcia wymyślił mój ojciec - chyba, że - obejrzała się lekko w stronę Kurta, który dowodził oddziałem... kontaktującym się... z nimi na powierzchni. -ustaliliście to z nim. A jeśli ogłoszono, że schwytało mnie Imperium to z całą pewnością powinnam unikać ludzi z Północy, przynajmniej do czasu otrzymania jakichkolwiek instrukcji od moich zwierzchników.
Na uwagę o Astoriim nie odpowiedziała w ogóle. Pokiwała tylko głową na słowa druidki.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 29-01-2015, 23:04   

Podziwiając widoki i zdobienia sali jakich wcześniej miał wrażenie nie zauważył kiedy tutaj jedli. Podziwiał zawijasy na suficie i ścianach do kiedy nie wpadli wojownicy i cała sala, co do jednej osoby skupiła się na Astorim, przynajmniej tak to wyglądało z jego perspektywy.
A skoro o naszym bohaterze mowa, leżał on sobie na podłodze, jakby nigdy nic, a nad nim samym pochylały się cztery niewiasty. Widać było z daleka ich zmartwione mordki oraz poruszające się usta wskazujące na jakąś konwersację. Jako, że i tak nie miał jak pomóc im, począł pomagać kolumnie utrzymywać się w stabilnej pozycji. Już miał ziewnąć, aż zauważył, że rudowłosa podcięła gardło nożem kudłatemu zabójcy a potem coś w nie wsadziła. Chwila minęła w niepewności po czym Remus zaczerpnął powietrza. To się nazywa tracheo... trachtom.... tracheotomia? Chyba, a może tracheotominia?
Nie robiąc nic ciekawego, czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Podążył potem za grupom, przysłuchując się ich wymianie zdań. Nie miał ochoty na razie im podpowiadać i udzielić odpowiedzi na pytania, na które znał odpowiedź, coś go lenistwo wzięło. Dał im chwilę na zakończenie zdań i myśli po czym się szybko wtrącił.
- Co tam mówiła szamanka i ten dym po samnijsku podczas scenki? Coś zrozumiałyście?
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 05-02-2015, 00:08   

Wśród panującego poruszenia i rozgardiaszu, nad którym ledwie panowała Taihire, dotarliście do wyjścia z Komnaty. Idący za wami wygaszali świecące przy wejściu pochodnie, tak że po chwili w całym monumentalnym pomieszczeniu zapadł półmrok.
Ognistowłosa zatrzymała się, wydała kilka organizacyjnych poleceń, po których wokół was zrobiło się nieco mniej tłumnie. Zostali tylko ci, którzy nieśli nosze z nieprzytomnym Astorim, Seitiri zwiadowca oraz Dirili. Wtedy padły słowa Primrose. Szamanka znieruchomiała, wyprostowała się patrząc przez chwilę w nieokresloną przestrzeń, po czym spojrzała na hobbitkę.
- Słowo - powiedziała niskim, pełnym powagi i ... czegoś jak smutek głosem - Słowo jest święte. Ja, dziecię bezimiennego ludu, ja, wybrana na jego przewodnika, zawieram sojusz z wami, z tymi, którzy dążą do wolności człowieka. Oby nasza droga jak najdłużej wiodła w tym samym kierunku.
Umilkła na chwilę, umilkli tez wszyscy pozostali, wyczuwając powagę chwili, ale nikt nie czuł się powołany do wzniesienia okrzyku czy jakichś innych przejawów celebry, więc stali tak przez dłuższą chwilę, milcząc. Być moze dlatego właśnie chwila wydała się jeszcze poważniejsza, hobbitka i szamanka stały tak naprzeciw siebie, jak skamieniałe posągi z Komnaty Władców.
Ale chwila minęła, a pytania domagały się odpowiedzi, gdy już zostały zadane. I odpowiedzi padły:
- Więźniowie, kilkoro z tych, których pojmaliśmy w różnych okolicznościach, uciekło do jaskiń. Nie wiem, ilu dokładnie, ani którzy, wie to Taihire. Nikt z nich, jak sądzę, nie wie o niczym, co między nami zostało ustalone, bo w czasie drogi chyba o niczym nie rozmawialiście.
Kurt, wywołany do odpowiedzi wzrokiem Toruviel, chrząknął, znów bezwiednie dotykając ręką nasady nosa:
- Toruviel, twój ojciec będzie się trzymał wersji, że cię uprowadziliśmy, będzie udawał zrozpaczonego, twierdząc, że go szantażujemy, a on się nie ugina. Wszyscy, którzy nas widzieli z nim, ci gwardziści styryjscy, których przyprowadziłaś, zginęli, do ostatniego. Ta Pethabanka chyba nic nie wie. Coś tam Reshi się do niej mizdrzył, ale to chyba nie miało jakiegoś sensu głębszego niż matrymonialny...

Wzrok wszystkich chwilowo skupił sie na Reshim, Reshi natomiast od dłuższej chwili skupiony był na analizie zmiennego położenia podłogi względem ściany i na odwrót... a może nie... albo obu na raz względem siebie po kolei pod kątem ... I jego bezbrzeżnie zdziwiona waszym zainteresowaniem twarz wyrażała własnie dokładnie taki chaos, jak poprzednie zdanie.

Szamanka odchrząknęła:
- W każdym razie uciekinierzy nie przeżyją tam. Pomijając niebezpieczeństwa pory Czerwieni, grasują tam istoty, których potęga jest niewyobrażalna dla istot powierzchni. Nawet mieszkańcy podziemi ich unikają. Miasto, które widzicie wokół siebie, nie jest zamieszkiwane non stop. Ludzie sciągnęli tu na rytuał. Ożywiliśmy dawne siedliszcze, rozpaliliśmy dawne ognie, wróciliśmy do dawnych siedzib. Ale jeszcze niedawno zwierzęta podziemne grasowały tu bez przeszkód, mają tu swoje terytoria i tereny łowieckie. Wyjście poza strzeżony teren bez przewodników, to pewna śmierć. Nie wiem, gdzie dokładnie są - odwróciła się do Kodrana - Moi ludzie pomyśleli, że ci zawrócą, spłoszeni chłodem Czerwieni, ale nie docenili ich. Uciekinierzy przetrwali Czerwień, a teraz błądzą gdzieś w tunelach.
- Nie wiem, kto ku nam idzie i którędy. Możliwe, że idzie waszym śladem. Mori Khan mówił o kobiecie, której użył jako ostrza, narzędzia, miał skłócić naszych wrogów, by dac nam możność operowania w okolicy świątyni na powierzchni. Nie wiem, jakim cudem ona stała się dla niego zagrożeniem, powinien jednak już dawno zniknąć na szamańskich ścieżkach. On jest potężnym duchem, włada wielką mocą. Gdy wzywałam pomocy, on odpowiedział. Jest z ludu, który ma z nami wspólnych przodków, nasza mowa jest podobna, nasze obyczaje są bliskie. Ale teraz zdaje się, że tę kobietę ktoś zmienił w narzędzie przeciw niemu samemu. Nie mam możliwości, by ją odnaleźć. Ale jeśli to prawda, że ona tu zmierza, to z pewnością nie sama i mamy się czego obawiać.
O ile mogę wysłać ludzi w ślad za uciekinierami, o tyle w tym przypadku możemy tylko wzmocnić straże w bramach, bo nie wiem, skąd nadejdą.
Władca Koni jest duchem potężnym, ale i niestabilnym. Jest pełen gniewu i niepokoju. Opiekunowie mnie chronią i wzmacniają, ale obawiam się, że nie zdążymy. Planowałam zacząć Rytuał Kamienia tuż po kolejnej Czerwieni, ale to wiele godzin. Wiele może się wydarzyć, zbyt wiele. I ... jest jeszcze on.

Głos Szamanki zmiękł i zmatowiał, gdy mówiła o Remusie, jej spojrzenie stało się ciepłe, a rysy twarzy złagodniały. Dłonią pogładziła nienaturalnie blady policzek nieprzytomnego zabójcy.
- Jego uczucie jest czyste i prawdziwe - powiedziała smutno - Jest warte wszystkich imperiów świata, bezcenne. Ja jednak nie mam niczego, czym mogłabym za nie odpłacić, niczego, co byłoby warte choćby jego tysięcznej części. Mogę go jednak ocalić i zrobię to. Jego ciało jest bezpieczne dzięki wam - podniosła wzrok na Prim i Toruviel - ale jego duch jest we władzy Mori Khana, w jego płaszczyźnie, w jego koszmarze. Nie mam dość własnej mocy, by go wyciągnąć. Ale Opiekunowie mogą to zrobić. Ale... - zawiesiła głos na moment - ale on wtedy stanie się jednym z nas. Jak ci spośród naszych jeńców, którzy wybierają, by z nami zostać. Stanie się dzieckiem mojego ludu. Nie znam innego sposobu...

Odetchnęła głęboko jak ktoś zdecydowany, kto wreszcie może pozbyć się potężnego brzemienia. Idąc powoli, znajdowaliście się już na brzegu podziemnego jeziora, przed wami pulsującym blaskiem pysznił się olbrzymi obelisk, migoczący milionami znaków. Wyraźnie, wręcz ewidentnie, wśród tego błękitnego blasku widniała niewielka, ciemna plama, przestrzeń, jak zacieniona wnęka wypełniona mrokiem odpornym na moc światła.
- Przynieśliście mi ostatnią tablicę, ostatnią część Kamienia Węgielnego. W tym kamieniu, którego moc wygaszono przed wiekami, zapisano pamięć i świadomość naszego ludu. Gdy ostatnia tablica stanie się jego częścią, odwołam tamte zaklęcia, rozpalę z powrotem jego moc. Każdy z naszego ludu odzyska to, co wiedzieliśmy wieki temu, ale także to, co próbuję odzyskać, to, co dopisałam do kamienia i co jeszcze dopiszę. Przez pokolenia niebytu straciliśmy możliwość rozwoju, jesteśmy więc skazani na żałosną kradzież wiedzy innych. Wiem, widzę w waszych umysłach pogardę dla tego czynu, i podzielam ją. Ale innego wyjścia nie mam. Ostatni, których świadomość zapiszę w Kamieniu, albo umrą, albo dołączą do nas.
Potem wymażę zaklęcie wygaszenia i Kamień zapłonie z powrotem. Jeśli zrobię jedno bezpośrednio po drugim, tak... słusznie uważacie, zabraknie mi sił. Jeśli... Nie ośmielę się prosić was o to i zrozumiem waszą odmowę. Jeśli jednak tak zdecydujecie, przyjmę waszą pomoc z wdzięcznością, jeśli zechcecie wspomóc mnie przy rytuale obudzenia Kamienia i przywrócenia Pamięci.
Jeśli nie, będziemy zaszczyceni, jeśli zechcecie przy nim asystować.

Podczas waszej rozmowy trwały przygotowania. Niedaleko korytarzy na prawo (stojąc tyłem do jeziora) od wejścia do Komnaty dało się zauważyć Taihire, jak formowała trzy oddziały, w tym jeden złożony z goblinów, wydawała polecenia, przeglądała broń. Szli w pościg za więźniami.
Zza nich dobiegały odgłosy kolejnej bieganiny i po chwili dostrzegliście tubylców, niosących kogoś na noszach. Gdy doszli do was, dostrzegliście postawnego człowieka, w wieku może 50 lat. Nie dało się zobaczyć jego stroju, siwiejące włosy miał spięte w kucyk, a reszta przykryta była kocem. Z zakrwawionego gardła widać było wystającą krótką rurkę.
- To ten, na którego rzucił się ten dziwny kapłan.
- Ironia losu - uśmiechnęła się szamanka, widząc kolejną wykonaną tracheotomię - Nie róbcie mu krzywdy. Niech go przyprowadzą ostatniego do wnętrza piramidy. On nie jest kapłanem, ale jest w nim coś groźnego. Cień...
Tubylcy ruszyli z noszami przez pomost na jeziorze i po chwili zniknęli pod piramidą.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 11-02-2015, 21:10   

Toruviel szła szybko, rejestrując tyle ile się dało z tego, co działo się dookoła. Miała wyostrzone zmysły.
W temacie więźniów, zanotowała sobie w pamięci, by zapytać o to Taihire.
-Niestety, o ile dobrze pamiętam, to ktoś z was wspomniał, że nie jestem tu więźniem, lecz gościem. Więc nie możemy być niczego pewni.

-Jeśli chodzi o waszą wiedzę - rozumiem ile znaczy dla was dziedzictwo i kultura. Sama rozpaczliwie czepiałam się swojej w ciągu ostatnich dwóch loa. O ile nie odejdę w ten sposób od duchów moich przodków, o ile nie wyrwie mnie to i nie przemieści mojej duszy, o ile nie stanę się członkiem waszego ludu, pomogę. Jeśli nie, będę zmuszona zrezygnować.

Gdy w sali pojawiła się Taihire z oddziałkiem przeprosiła na chwilę rozmówców i podbiegła do dowodzącej, a gdy ta spostrzegła obok siebie elfkę, wydała jeszcze jeden rozkaz i zapanował rozgardiasz.
-Nie mam czasu teraz. O co chodzi? - pytanie padło w języku Tubylców.
-Wiem. Tylko dwa pytania. Kto uciekł? I czy macie jakichś elfów?
Po otrzymaniu odpowiedzi szybkim krokiem wróciła do reszty, gdy tych mijała grupka z noszami.
Dziwny kapłan?
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 12-02-2015, 03:45   

Spojrzenie Taihire było dalekie od przyjaznego. Nie dało się nie zauważyć, że to na niej ciążyła odpowiedzialność za zamieszanie z więźniami, co w dużej mierze tłumaczyło jej opryskliwość.
- Kto uciekł? Elfy właśnie między innymi. Ghor-u-kha-mane, Ci-którzy-malują-ciała. Ale ludzie także. Kobieta z pustyni, jeśli o nią pytasz. Tamten tam - wskazała ręką na Reshiego - ochlaptus też o nią wypytywał i próbował się do więźniów dostać. Lepiej, żeby się nie okazało, że miał z tym coś wspólnego...
Niedopowiedziana groźba zawisła w powietrzu, ale Taihire nie odważyła się na zbyt daleko posunięte deklaracje względem ludzi, z którymi jej siostra właśnie zawierała sojusz.
Chociaż Reshi nie bardzo wyglądał, jakby mógł cokolwiek zawierać poza intensywną znajomością z jakąś miłą poduszką...

Tymczasem wracając do stojących przy pomoście dostrzegłaś grupę strażników (tj. chyba z ośmiu), prowadzącą związanego człowieka. Nie był po prostu związany - pod wygiętymi do tyłu ramionami przeciągnięto mu belkę, by nie mógł manewrować rękami, nadgarstki miał związane, szedł, a właściwie był prowadzony w pochylonej do przodu postawie.
Strażnicy podeszli do was.

-> wątek #23
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Prim 
Villsvin
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 12-02-2015, 12:41   

>przed przeniesieniem :) <
Primula z powagą wysłuchała odpowiedzi szamanki. Skinęła głową. Przymierze zostało zawarte.
Stała chwilę w bezruchu, wpatrując się w oczy Tej, która postanowiła odbudować Potęgę Ludu Za- Południa. Widziała w nich powagę i nutę nadziei. Na to, że współpraca z Imperium nie zakończy się szybko.
Potem nadeszły odpowiedzi na zadane wcześniej pytania. Głos zabrał Kurt. Prim w skupieniu wpatrywała się w przestrzeń nad głową Ognistowłosej. Analizowała możliwe wyjścia i podział oddziału. Niestety. Wykluczony.
Sprawa Toruviel również ją martwiła. Nie wiadomo ile zdołał powiedzieć więźniom ten adorator od siedmiu boleści żołądka. Lepiej, by oficjalna wersja się utrzymała. Trzeba będzie się spytać przy okazji Reshiego, ile im wypaplał. Wiedziała, że Kurt o to zadba. Póki co, były ważniejsze rzeczy.
Tymczasem wzrok wszystkich padł na owego adoratora, który kontemplował sklepienie sali. I zadawał sobie w myśli z pewnością trudne, egzystencjalne pytania: „Góra? A może Dół?”.

Przewróciła wzrokiem. Przeprosiła na chwilę obecnych, po czym podeszła do niego i lekkim kopniakiem doprowadziła jego umysł do stanu „lekkiego otrząśnięcia”. Sprawnym ruchem sięgnęła do małej kaletki przy pasku i wyciągnęła z niej niewielką, ciemną buteleczkę, w środku której połyskiwał oleisty płyn. Odkorkowała. Cierpka woń rozniosła się w odległości kilku metrów od wylotu naczynia. Odjęła z ręki Reshiego puchar, z którego sączyła się wąską strużką resztka wina, po czym wlała do niego kropelkę płyny.
-Pij- rzuciła szybko. Łyk mikstury druidzkiej, oczyszczającej organizm z trucizn (a czym innym był alkohol w tej sytuacji?) powinien pomóc ledwo żywemu imperialiście.
Dołączyła z powrotem do Szamanki. Wszystko trwało może jakąś minutę. Góra dwie. Liczyła, że za kolejnych 5 Reshi będzie w stanie przynajmniej się zdecydować, gdzie jest Dół. Wiedziała, że na cud w przypadku tego konesera trunków będzie trzeba jeszcze poczekać.

Tymczasem Ognistowłosa wyjaśniała sytuację więźniów, kobiety, Mori Khana, Rytuału i Remusa.
Gdy skończyła, Prim chwilę milczała, po czym rzekła:
W takim razie wyślij ludzi, wzmocnij straże. Nic innego nie wymyślimy na ten moment. Powinniśmy zastawić kilka pułapek na odwiedziny tej Kobiety. Kimkolwiek ona jest,powinniśmy stawić jej czoła. - popatrzyła po swoim oddziale. Westchnęła.- Jeśli zaś chodzi o Remusa... Jeśli jest to jedyny sposób, to nie mamy wyjścia. Myślę, że jest jednak przywiązany do swojego ducha... - zamyśliła się. Głęboko.
Nie masz nic do stracenia. I tak wszystko, co ważne dla Ciebie już się skończyło.
Podniosła wzrok, spojrzała Szmance w oczy.
Pomogę Ci w rytuale. Bez względu na wszystko. Moc Matki Natury wspomoże dzieło jej sługi. Użyczę mocy. Czego będzie trzeba.
Mój oddział również pomoże, jak będzie mógł. Jako obstawa, asysta...Ktokolwiek. Nie chcę jednak, by z nich ściągano moc, czy wymagano ofiary, jeśli sami nie wyrażą chęci do takiego działania. Nie wystawię ich na otwarte niebezpieczeństwo. Niech służą tak, jak wybiorą.
- zwróciła się w stronę oddziału- Ja natomiast pomogę Ci wszystkim, co mam.


Tymczasem Toruviel oddaliła się w stronę jednej z tubylek, rozporządzającej oddziałami. Stały niedaleko. Prim wychwytywała pojedyncze słowa ich rozmowy. Nietrudno i bez tego było domyślić się, o co chodziło spiczastouchej. O pobratymców, rzecz jasna.
Weszli ludzie z noszami.
Ciekawe kim jest ten czlowiek? spojrzała na Szamankę. Dziwny kapłan? O co w tym chodzi
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 14-02-2015, 03:51   

>również przed przeniesieniem... co zrobić... ;) <
-Więc mieliście elfów... Takich jak ja? Leśnych? Czy czarnych, malujących tatuujących twarze w kreski i kropki? A Pethabankę znam i darzę sympatią. W tym momencie bałam się jedynie, czy nie mieliście kogoś z Aenthil. Nie mogę powiedzieć, że cieszy mnie, że skradliście sekrety mojej rasy. Nieważne, jakiego odłamu. Ale rozumiem. - skinęła kobiecie. - Dziękuję. - wróciła
Wątpię, by trzymali Aenthil, nie teraz, kiedy się z nami porozumieli. To pewnie byli Laro. Ewentualnie podziemni. A jeśli Szamanka przeczytała myśli Laryjczyka, to ma informacje z pierwszej ręki. Ikni, do diabła. Czy Ikni popchnie ich ku tej wojnie, kiedy mogliby pertraktować? Prawdopodobne. Tacy już są. Ale nie przestanę próbować. Muszą tam być tacy jak ja, którzy chcą, żeby elfy żyły w jako takiej koegzystencji. Jesteśmy różnymi narodami, ale jedną kulturą. Mamy wspólne tradycje, na wszystkich bogów. Nie odpuszczę tego.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 13