Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda #3.2
Autor Wiadomość
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 04-01-2015, 05:31   Przygoda #3.2

Spaliście. To jest większość z was spała, nie licząc tych, którzy nie spali.
W międzyczasie zrobiło się bardzo zimno i doceniliście idealnie pomyślane palenisko. Valahid kilkakrotnie dorzucał do niego porcje wysuszonych porostów.
Spaliście dobre kilka godzin. Na tyle długo, by naprawdę wypocząć. Choć bez wątpienia moglibyście spać drugie tyle. Hamaki były wygodnie, jedzenie smaczne (choć nieco mało), napitki ugasiły pragnienie, a rany... jak to rany, bolały.

Nieobecność Reshiego pierwszy zauważył Astorii, którego z niewiadomych przyczyn nosiło i też najwyraźniej nie mógł spać. Łaził w te i wewte, kilkakrotnie obsobaczony regularnie przez Cynthię za otwieranie drzwi i wpuszczanie chłodu do kwatery.
- No i co, że go nie ma - odpowiedziała spod koca na spostrzeżenie przyjaciela - Nie chce spać, to nie. Ja chcę! I chcę, żeby było tu cicho i ciepło, psiakrew!
Gdy jednak się zbudziliście, a Reshiego dalej nie było, zaczęliście się przejmować. Troszkę.
Gdy ktoś zapukał, byliście pewni, że to alchemik.
- Gdzie cię nosi, stary...- rozpędził się Astorii, otwierając drzwi. Za nimi jednak nie był "stary", a wasz znajomy, Seitiri.
- Nowy błękit już - uśmiechnął się, choć zdeprymowały go nieco wasze nic nie rozumiejące miny - No... Spać koniec ciepło błękit?
- Chodź do środka - zaprosił Remus.
- I drzwi zamknij! - rozległo się spod koca Cynthi. Zamknęli.
- Krótki czas będzie jak one wy na święto jeść z Maiput poszli - wykoncypował z trudem na bazie znanych sobie słów i gestów - Przygotowować jeść święto żeby goście wy razem my i Ona.
- Co...? Czekaj, jak? Będzie święto jedzenia?
- Nie, może chodzi o święte jedzenie, wiesz, dla bogów, ofiarę...
- No niby, ale ona jest Szamanką, nie kapłanką.
- I co, niby nie może ofiar złożyć? Ale co, mamy z nią to robić...? Bardzo śmieszne.
- Kurcze, może chodzi o jakiś rytualny posiłek...
- Może jak wiesz, na zawarcie sojuszu, jedzenie wątroby wroga, te sprawy...
- Psiakrew! - rozległo się spod Cynthiowego koca - Chodzi o wspólną ucztę, którą ona wydaje dla gości, tumany wy jedne! Lepiej zacznijcie robić makijaże. Dacie mi spać wreszcie, czy mam komuś krzywdę zrobić...??????
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 04-01-2015, 22:01   

Cytat:
"No to świetnie, jak widać ona też potrafi bo tubylczemu. Albo przynajmniej kilka słów rozumnie, skora ta do niej zaczęła, świetnie. Było ok, ale bogowie, ehhh.... nie reformowalni." - Pomyślał o swojej rozmówczyni byłej w drodze

Wpadł do swoich potem.

- Witam, witam. Za ile ta uroczystość? Bo w sumie to jestem już gotowy do niej i tak bym coś porobił jeszcze. - Powiedział do ogółu ludzi w pomieszczeniu.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 05-01-2015, 01:27   

- Jakbyście nie mieli nic przeciwko temu to by poszedł odwiedzić więźniów szybko bo w sumie mi się nie udało tego zrobić jeszcze... - Zaczął powoli wycofywać się w kierunku drzwi.
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 05-01-2015, 05:10   

- A idź w cholerę, tylko zamknij drzwi! - usłyszałeś spod koca na wiadomym hamaku. Jednak Kurt, który wyraźnie czuł się o wiele lepiej niż kiedy ich tu zostawiałeś, był innego zdania.
- Nie rozdzielajmy się teraz - powiedział - Chodzi ci o tę Pethabankę? Możemy spróbować wynegocjować jej uwolnienie, nie jestem pewien tylko, czy to celowe. Ona nie da się przekonać, będzie dalej walczyć z ... tubylcami, czy jak ich tam zwą. Wybacz, Seitiri...
Zwiadowca uśmiechnął się ze zrozumieniem.
- Nie zwą - odpowiedział - My ludzie nie mają zwą. Imię ludzie-razem nie. Przepadłe. Dawne przepadłe. Ale wrócone za mały czas. Za bardziejszy mały czas w uszu być wasze dźwięk - tu spróbował zabawnie naśladować coś jak trąbę - Wtedy szli do duża sala, moja was dalej przewodnik. Duża ważna.
Seitiri pożegnał się ukłonem i wyszedł, starannie zamykając drzwi, zanim spod kocyka poleciały za nim gromy.
- Kurt ma rację - odezwał się Astori, nawiązując do przerwanej wymiany zdań - Pethabanka będzie dalej knuć przeciwko nim, zastanów się, czemu mieliby ją wypuścić. A poręczać za nią nie mam zamiaru, jeszcze nam nabruździ. Po co ci ona właściwie?...
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 05-01-2015, 05:25   

- Znając ją pewnie knuje jak się stąd wydostać i nie chcę aby podczas próby ucieczki coś się jej stało. Zobaczę też w jakich warunkach ich tam trzymają. - Zabrał kilka jeszcze nie ruszonych owoców z miski i jedząc je dalej kontynuował. - Ona jest nie jest z prosztegoo ludu więc wystarczzy od - Miał lekkie problemy z mówieniem, ale znośne. - niej łowo honoru na coś. Oraz mam wrażenie, że przystanie na umowę ze mną ale to jeszcze muszę się jej spytać więc o tym później panowie i pani. - Mówił dalej żująć, starając się szybko skończyć. - Dobra, szybko skocze szybko wróć. Poza tym już teraz znam trasę do nich. Raz dwa będę to spowrotem. Jak się nie pojawię znowu za długi okres czasu to pośijcie po mnie do nich. Albo jak bardzo w nastroju to się sami pofatygujcie. - Mówił już otwierając drzwi. - A i ktoś musi być tym dobrym, co nie? - Powiedział po czym udał się po wcześniej przemierzonej trasie. Tym razem uważając w tunelu na pułapki i przy wyjściu z niego na jakiś nadpobudliwych strażników. Ale z umiarem aby nie wyglądał jakby się skradał.
Ostatnio zmieniony przez Reshion vol 2 Electric Bo 05-01-2015, 05:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 06-01-2015, 03:37   

Dobrze. Więc:

Reshi
wyszedłeś znaną już ci trasą w kierunku owej centralnej (chyba) wielkiej sali z obeliskiem. Ruch w podziemnym mieście zdaje się dopiero ożywał na nowo po przymusowej przerwie Czasu Czerwieni, więc w licznych miejscach widziałeś mieszkańców, rozpalających od nowa paleniska, spieszących z naczyniami do wykutych w kamieniach wodnych mis, sprzątających przed drzwiami do mieszkalnych pomieszczeń resztki lodu i coś, co chyba było wypalonymi resztkami porostów. Były bure, więc trudno było sprawdzić, czy to były te błękitne, czy też te czerwone.
Zresztą, chyba za bardzo cię to nie interesowało, więc rzucałeś okiem, notowąłeś w pamięci i szedłeś dalej.
Dźwięk, przypominający dęcie w rogi, zastał cię przy wejściu do dużej kawerny. W samej jaskini było ciemniej niż wcześniej. Gdzieś wysoko na otaczających obelisk galeriach skalnych widać było ognie, pochodnie, jakiś ruch. Swoją drogą, ciekawe, czy stamtąd też szły korytarze w głąb, czy też były to tylko galerie.
Przeszedłeś przez mostek, na którym wcześniej spotkałeś gobliny.
Trąby czy co to było za cholerstwo, robiły taki hałas, że miałeś wrażenie, iż cały grunt w jaskini drga. Z lekkim niepokojem spojrzałeś w górę szukając śladów pękającego stropu.
Na szczęście nic u góry nie trzeszczało i nie sypało się.
Trąby przestały dudnić i przez chwilę pomyślałes, że to dobrze, wreszcie trochę ciszy. Ale już po sekundzie pożałowałeś, że przestały.
Już chciałeś ruszyć dalej, kiedy do twoich uszu dobiegł przeraźliwy, świdrujący i doskonale znajomy głos:
- Reeeeeshionie!

-> #19 :)
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 06-01-2015, 03:54   

Kodran:
od wyjścia Reshiego minęło może z 10 minut, może troszkę więcej, kiedy cała jaskinia zadudniła niskim, wibrującym dźwiękiem. Domysliliście sie wszyscy, że to zapewne obiecany sygnał.
Gdyby nie to, że dźwięk zagłuszył większość innych odgłosów, usłyszelibyście barwną opinię na ten temat spod pewnego kocyka. Cyntha, bluzgając pod nosem, wygramoliła się z hamaka i zabrała się za przeglądanie wcześniej rozwieszonych przy palenisku ciuchów.
- Czego?- burknęła na przyglądającego się temu z rozbawieniem Verlana - Idziemy na ucztę, nie? Zamierzam jakoś wyglądać, nie jak łach.

Kurt i Verron kończyli właśnie posiłek, Astori siedział w kącie przy palenisku, gapiąc się tępo w płomienie.
- Ruszcie się, towarzystwo - uśmiechnął się półgębkiem dowódca, po czym od razu skrzywił się, gdy zmarszczona na twarzy skóra naciągnęła świeży strup na ranie - Idziemy obalać mocarstwa...
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Kodran 

Skąd: Warszawa/Piastów
Wysłany: 06-01-2015, 22:37   

Staram na szybko doprowadzić się do ładu, szukam jakieś miski z wodą i przemywam w niej twarz. Jeżeli jest taka możliwość to myję się cały i zmieniam ubranie.
"Ciekawe co takiego Reshi robił skoro nie było go u Nem? Cóż ja przynajmniej odpocząłem"
_________________
2013- najemnik Nero(zapomnijmy o nim ;) )
2014- najemnik po stronie wergundzkiej Kodran
epilog 2014- najemnik Kodran, Imperialista (tak jakby)
2015- Sarell, okrzyknięty Heroldem z Wierzchu (dzięki El)
epilog 2015- Sarell, #dziękiBryn ;)
2016- Severo dar Rodlingen, poborowy z Dakonii, później magnifer Czarnego Tymenu
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 07-01-2015, 01:12   

Pogonieni przez Kurta wyszliście z waszej kwatery. Każdy, a zwłaszcza Cynthia, starał się przygotować w miarę elegancko i uroczyście, więc podarte, ubłocone płaszcze zostały w pokoju. Zresztą, było naprawdę ciepło jak na miejsce wiele metrów pod ziemią.
Alchemiczka jako jedyna miała czyste i pachnące ziołami ubranie (zapach, jaki dawała mieszanka, używana jako mydło przy waszej umywalni), panowie musieli zadowolić się pospiesznym zmywaniem co bardziej zaawansowanego uciapania i plam z błota w asyście wielce krytycznego i kpiącego wzroku Cynthi.

Szliście na ucztę, to było jasne, jednak każdy zabrał ze sobą broń, sztylety i drobne noże trafiły rozplanowane w różne części garderoby, a duże klingi mieczy, szabel i pałaszy znalazły oficjalne miejsca przy pasie. Kurt zresztą dość jasno to nakazał - jesteście grupą zbrojną, nie ma co sie z tym kryć, czasy są wojenne, bezpiecznie nie jest nigdzie. Najwyżej w razie wielkiej chryi odwiesicie broń gdzieś na bok.

Wyszliście więc na korytarz, tak jak to opisałam Reshiemu:
Cytat:
w kierunku owej centralnej (chyba) wielkiej sali z obeliskiem. Ruch w podziemnym mieście zdaje się dopiero ożywał na nowo po przymusowej przerwie Czasu Czerwieni, więc w licznych miejscach widziałeś mieszkańców, rozpalających od nowa paleniska, spieszących z naczyniami do wykutych w kamieniach wodnych mis, sprzątających przed drzwiami do mieszkalnych pomieszczeń resztki lodu i coś, co chyba było wypalonymi resztkami porostów. Były bure, więc trudno było sprawdzić, czy to były te błękitne, czy też te czerwone.
W samej jaskini było ciemniej niż wcześniej. Gdzieś wysoko na otaczających obelisk galeriach skalnych widać było ognie, pochodnie, jakiś ruch. Swoją drogą, ciekawe, czy stamtąd też szły korytarze w głąb, czy też były to tylko galerie.

A na samym środku obszernego nabrzeżnego bulwaru zobaczyliście... leżącego jak długi na kamieniach Reshiego, wierzgajacego nieco, twarzą do ziemi z wykręconymi do tyłu rękoma. Ręce te trzymane były przez drobnej budowy kobietę, niziołka, która najwyraźniej coś intensywnie alchemikowi tłumaczyła.

-> zapraszam do #19
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 13