Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda #1.1
Autor Wiadomość
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 26-11-2014, 01:40   

Octavio
- O nic nie będę prosił styryjskich śmieci - warknął stojący nad tobą mężczyzna, mocno docisnął butem tarczę na której stał i pchnął sztych tak, że poczułeś strużkę własnej krwi na szyi, w odróżnieniu od spływającego po tobie deszczu - ciepłej - Wypatroszę tę mapę choćby z twoich zimnych flaków.

W tym czasie kusznik, nie spuszczając leżącej Conv z oka próbował uporać się z drobiazgami, które wypadły z sakwy. Rozgniatając butem szklane fiolki trącił drewniane pudełko. Nie otworzyło się, więc je nadepnął. Pękło, ujawniając zawartość. Została więc płócienna sakiewka. Aby ją otworzyć, musiał znów się schylić i sięgnąć na ziemię.
Kusza, którą trzymał, nie była duża, bez problemu utrzymywał ją w jednej ręce. Przyklęknął, wciąż patrząc na Convolve, podniósł woreczek, rozsznurował zębami.
- Mam pierścień - krzyknął do towarzysza, przekrzykując grom - Ale może być fałszywka!

Drugi zaklął.
- Zwiąż ją! I chodź tutaj!
Kusznik okrążył Convolve tak, żeby znaleźć się za jej plecami.
- Ręce do tyłu! - krzyknął - Szybciej! - uklęknął kolanem na jej plecach i odłożył kuszę. Do związania potrzebował dwóch rąk.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Owizor 
miewał złe sny o ogórkach...


Skąd: Kraków
Wysłany: 26-11-2014, 02:15   

Argan zamilkł, czując krew na szyi. Powoli zaczynało mu się kręcić w głowie - nie dość że był poobijany, to jeszcze zranione udo i poobdrapywane plecy krwawiły cały czas. Oby tylko od błota nie wdały się żadne zakażenia...
Ścisnął nieco mocniej trzymany miecz. Najwyraźniej szermierz, skupiwszy większość uwagi na trzymaniu sztychu na szyi, nie zwrócił uwagi na sztych miecza Argana opierający się o jego bok. Zawsze coś... Choć i tak nie było jak tego wykorzystać - nawet gdyby Argan wykonał pchnięcie, nadziałby się tym samym na miecz przeciwnika. A wcale niespieszno mu było do schodzenia w dwójkę z tego świata.
Ciekawe, czy przeciwnik był tego świadomy i dlatego pozwalał mu trzymać tak miecz, czy może tego nie zauważył...? Oby to drugie...
Póki co, jedyne co mógł, to utrzymywać uwagę przeciwnika na sobie. I kupować sobie czas...
...czas na co?
Pomysłów jak na złość brakowało... Nie miał jak się rozglądać, szukając inspiracji...
Ale a nuż stanie się jakiś cud? A nuż Reg się zlituje i trafi go piorunem?
Nieważne.
Skupiać na sobie uwagę szermierza i kupować czas. Tyle mógł robić...
- Tak formalnie rzecz biorąc, to nie jestem Styryjczykiem - wymruczał, starając się nie ruszać szczęką a tym samym i szyją - Tak formalnie to jestem z Ligii...
 
 
 
Powój 
Villsvin
Rozwydrzona


Skąd: Z bajorka
Wysłany: 26-11-2014, 02:37   

Zaklęła widząc jak jej kilkugodzinna praca miesza się z błotem i krwią, odłamki szkła żałośnie lśniły w mdłym świetle oddalonych pochodni. Jednak szybko się uciszyła zaciskając wargi. Zerknęła na towarzysza, widziała plamę czerwieni powstającą pod nim na bruku, musiała się pośpieszyć bo inaczej będzie musiała wyprawić go na tamten świat zamiast pomagać zostać w tym miejscu.
Skupiła się na kuszniku, jego miała większe szansę spacyfikować, do miecznika miała zbyt daleko natomiast strzelec jeszcze zadanie jej ułatwiał. Gdy ruszył w jej kierunku odwróciła spojrzenie skupiając się na zmyśle słuchu by określać dokładnie gdzie jest. Po chwili pozbawił ją powietrze dociskając do zimnego podłoża. Kamienie uwierały ją w policzek gdy wyciągnęła za siebie ręce, oblizała wargi.
Gdy poczuła na rękach pierwsze dotknięcie powrozu gwałtownie wykręciła dłoń czując przy tym ból w stawie. Uchwyciła przeciwnika za palce, zdążyła odwrócić jeszcze twarz na tyle by jednym okiem spojrzeć na przeciwnika.
- Matko, Tavar zaślij na niego iluzję bólu. - Warknęła na wydechu, nie sądziła by miecznik ją usłyszał, jednak kusznik musiał wiedzieć co go czeka. jednak dziewczyna nie puszczała wbijając paznokcie w jego skórę, nie mogła zerwać kontaktu fizycznego. Wraz z wypowiedzianymi słowami przypomniała sobie wszystkie momenty w swoim życiu które sprawiały jej cierpienie i połączyła w jedno, mieszaninę strachu, bólu, bezradności i posłała w głąb umysłu ofiary.
Złamana noga gdy spadła z drzewa, wtedy co z Sonją i Mirkiem kradli jabłka z sadu. Ugryzienie w łydkę, zdziczały pies który zaatakował ją na trakcie. Cięcie przez ramię gdy pod Wisnohorą dostała przy tętnicy. Ból skrajnego wycieńczenia gdy podczas niektórych bitw nie było nic oprócz ciągłej pracy. Zęby szalonej dziewczyny wbijające się tuż pod tętnicą szyjną w mięśnie. Zatrzymana na kilka chwil akcja serca przez szalonego maga. I wieści, wiele, wiele listów, słów, wspomnień które budziły gorzki ból.
Wszystko to przywołane w nagłej chwili odepchnęła od siebie. Już dawno się z tym pogodziła, swoją psychiczną słabość i strach potrafiła przekuć na zaletę. I teraz te wszystkie uczucie splotła w jedno i umieściła w świadomości kusznika. To nie realny ból, chociaż... Dla niego był. Oddychała ciężko wciąż wpijając palce w jego dłoń.
_________________
Tej gry nikt nie wygrywa.
 
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 26-11-2014, 03:29   

Conv:
Kusznik wrzasnął. Tym wrzaskiem przekrzyczał deszcz, wiatr, a nawet piorun, który właśnie uderzył w róg budynku zaraz obok, krzesząc snop iskier i drobne płomienie. Niewiarygodne, pomyślałaś, jakie detale jest w stanie zarejestrować mózg w takich chwilach. Zapach kałuży, dźwięk kropel, smak krwi. I jak powoli sie to wszystko dzieje.
Próbował się wyrwać, rozdzierając skórę o twoje zaciśnięte paznokcie. W końcu mu się to udało, ale było za późno, skondensowany impuls już wędrował przez jego zakończenia nerwowe prosto do mózgu, oszukując postrzeganie i rozwalając na drobne emocje. Potężny mężczyzna padł na plecy, po czym skulił się w pozycji embrionalnej i trzymając się za dłoń i wrzeszczał, na przemian z łkaniem, smarkaniem i skowytem.
Byłaś wolna /przez 15 sekund, tyle, ile standardowe zaklęcie psioniczne/

Octavio
ten, który cię trzymał, zaczął coś mówić w odpowiedzi na twoją deklarację, ale siłą rzeczy odwrócił się, patrząc ze zdumieniem, co się dzieje z jego towarzyszem. Ciężar jego ciała przestał dociskać tarczę, a sztych na szyi się zluzował. Uniosłeś lekko głowę, chcąc też dostrzec co się dzieje. I wtedy za Convolve zobaczyłeś kształt, kontur człowieka, w sumie najbardziej widoczną jego częścią były krople deszczu odbijające się od jego kaptura. Dostrzegłeś błysk ostrza.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Powój 
Villsvin
Rozwydrzona


Skąd: Z bajorka
Wysłany: 26-11-2014, 04:29   

Nie miała prawa zobaczyć postaci za sobą, w całym tym szaleństwie nawet nie zarejestrowała jego pojawienia się. Zamiast tego myślała o czymś innym, musiała pomóc Arganowi. Wiedziała, że wrzask kusznika rozproszy tego który przygniatał jej towarzysza do ziemi. Jeśli podeszli oni do niej na taką odległość by mogła ich dotknąć najwyraźniej nie wiedzieli co może się stać. Musiał więc być zaskoczony, a ona mogła to wykorzystać.
Kusza którą jej oprawca znalazła się w jej rękach, w końcu była naładowana, nie musiała tracić czasu na przygotowywanie broni. Zamiast tego uniosła się na kolana i wymierzyła w przeciwnika zwalniając spust. Mierzyła wysoko, w okolicę odsłoniętej głowy i szyi. Nie było szans by trafiła w Argana który leżał.
To co czaiło się za nią było niewiadomą, być może pojawienie się kolejnej postaci zagłuszało łkanie opryszka, cóż nie będzie on czuł bólu zbyt długo, być może gdyby utrzymała kontakt fizyczny trwałoby to dłużej. Jednak nawet po zakończeniu działania zaklęcia powinien być otumaniony i spowolniony przez to co zostało w jego umyśle, jeśli przeżyje to najpewniej skończy się to traumą na całe życie.
_________________
Tej gry nikt nie wygrywa.
 
 
 
Owizor 
miewał złe sny o ogórkach...


Skąd: Kraków
Wysłany: 26-11-2014, 09:22   

Zluźnienie sztychu, to było to, na co Argan czekał.
Nie obchodziło go zanadto co zrobiła Convolve, w zasadzie nawet nie zdziwiło go, że ta rzekoma medyczka ma jakieś jeszcze asy w rękawie. Teraz myślał tylko o jednym: o szermierzu na tarczy.
Wszystkie mięśnie spięte były do granic wytrzymałości. Teraz liczyło się tylko jedno - wywrócenie przeciwnika. Musiał się przetoczyć! Musiał się wydostać!
Z głośnym stęknięciem obrócił całe ciało, starając się nie ruszać głową by nie zawadzić przypadkiem o znajdującą się wciąż niebezpiecznie blisko klingę. Przetaczając się w lewo pchnął też swój miecz, wbijając go pod bok przeciwnika. Nie miał jak wziąć nim zamachu i pod tym kątem cios mógł okazać się nie być śmiertelny, ani nawet groźny, ale zawsze było to dodatkowe pchnięcie zwiększające prawdopodobieństwo, iż przeciwnik straci równowagę.
Przed oczami miał ciągle widok Ofelii, umierającej gdzieś w murze. Szermierz popełnił błąd, opowiadając o niej. Dla ratowania jej, Argan był w stanie przekroczyć wszelkie granice bólu. Był w stanie wyciągnąć ze swoich mięśni więcej, niż sam by się spodziewał że potrafi...
Ryknął wściekle, przetaczając się pod tracącym równowagę przeciwnikiem i wbijając mu miecz w bok tak mocno, jak tylko był w stanie.
 
 
 
Owizor 
miewał złe sny o ogórkach...


Skąd: Kraków
Wysłany: 26-11-2014, 12:14   

Widok Convolve trzymającej kuszę, ze zwijającym się z bólu kusznikiem na dole i czyimś kapturem w tle, widział ledwie przez ułamek sekundy. Będąc zajęty przetaczaniem się i wbijaniem miecza w bok przeciwnika, nie miał czasu ani głowy na dokładniejsze przyjrzenie się sytuacji.
- CONV!!! TYŁ!!! - krzyk niewiele się różnił od wściekłego ryku towarzyszącemu próbie wywrócenia i zranienia szermierza. Argan mógł jedynie liczyć na to, że Convolve zorientuje się, że nie był to żaden nieokreślony okrzyk bojowy, ani zaklęcie i że medyczka zrozumie ostrzeżenie.
Ale nie miał czasu się tym przejmować. Jego myśli skupiły się na jednym, jedynym zadaniu: wywalić tego grożącego Ofelii sk*******a i wbić mu miecz w bok aż po rękojeść! Bez względu na to, jak by nie jęczały mu ścięgna i nie paliły mięśnie...
 
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 26-11-2014, 15:28   

Conv:
od momentu, kiedy puściłaś rękę kusznika, minęło kilka sekund.
Podniesienie się - 3 sekundy.
Zerknięcie na kusznika, zlokalizowanie broni - 2 sekundy.
Doskoczenie do kuszy, podniesienie jej, przyjęcie pozycji strzeleckiej, wymierzenie - 4 sekundy
Strzał - 1 sekunda.
Znieruchomiałaś. Twój strzał trafił w bok głowy człowieka, walczącego z Arganem. Trafiłabyś dokładniej, ale w tym samym momencie Octavio szarpnął się i tamten stracił równowagę, lecąc na swoją lewą stronę. Grot rozerwał mu kaptur i szmatę, prawdopodobnie też skroń, ale trudno to było dostrzec. W tym momencie doszedł cię głos Argana "Conv, tył!", więc odruchowo spojrzałaś... na to, co Argan miał za sobą. I rzeczywiście dostrzegłaś.
W burej ścianie deszczu widać było kształt postaci z obnażonym mieczem, człowiek ten przyklęknął na niewysokim murku, obok którego leżało ciało jednego z zabitych. Obserwował, szykując się do reakcji. Skupiłaś się na nim na krótkie kilka sekund.

Argan:
Napastnik stracił równowagę po twoim szarpnięciu tarczy. Poczułeś, jak wokół rany na barku robi się bardzo ciepło, gorąco wręcz. Dłoń odczuwałeś jak zdrętwiałą, nie twoją niemalże. Ale pchnąłeś tarczę, tamten potoczył się na swoje lewo, czyli twoje prawo, prosto na nadstawiony sztych, którego rzeczywiście nie zauważył.
Ryknął, kiedy ostrze go dosięgło, przewrócił się i przetoczył na bok, nie wypuszczając z ręki swojego miecza, wyszarpnął dodatkowo nóż lewą ręką.
Mogłeś wstać.

Conv:
Na tym minęło ci dalsze 5 sekund. Zdałaś sobie sprawę, że kusznik wciąż wyje, ale jakoś inaczej. Odwróciłaś się w ostatniej chwili, żeby zasłonić się trzymaną w rękach kuszą. Skoczył na ciebie we wściekłym szale, okładając cię na oślep trafiał w większości w łuczysko i łoże kuszy, w rękach miał jakieś małe ostrze, więc tym bardziej włożyłaś wszystkie siły w to, żeby zdążyć się zasłaniać. Ale to był dość spory mężczyzna, dodatkowo napad furii uczynił go silniejszym i szybszym, niewrażliwym na twoje paniczne kopnięcia, wciąż ryczał i skowytał na przemian, jakby nie panował nad umysłem. Powoli zaczynało brakować ci sił i oddechu.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Powój 
Villsvin
Rozwydrzona


Skąd: Z bajorka
Wysłany: 26-11-2014, 17:51   

Krzyknęła z zaskoczenia próbując odbijać ciosy kuszą. Nie miała zbyt wiele szans w porównaniu do ciężkiego i silnego przeciwnika, zwłaszcza, że najprawdopodobniej miał ukryte ostrze w rękawie, tak jak ten który rozpoczął całą bitkę. Miała więc niewielkie szanse na to, by sięgnąć po własny nóż który leżał gdzieś w okolicy rozrzuconych rzeczy z sakwy. Przeciwnik zachowywał się jak zaszczute zwierzę i nic dziwnego, sama go do tego doprowadziła. Nie mogła też liczyć na Octavia, ostatnie co zarejestrowała to jego wściekły krzyk, więc prawdopodobnie walczył z drugim przeciwnikiem.
Z coraz większym trudem łapał oddech widocznie męcząc się coraz bardziej. Podłoże było śliskie od deszczu. Przy kolejnym silnym ciosie dotarła do jej świadomości informacja, że nie ma szans tym razem odbić uderzenia, była zbyt wolna. Ryzykując cięcie po barku lub ramieniu odskoczyła w bok skupiając się na łapaniu równowagi. Liczyła na to, że oszalały kusznik w bezmyślnym szale straci równowagę i upadnie. Wtedy mogłaby spróbować z nim walczyć. Nawet jeśli byłaby ranna.
_________________
Tej gry nikt nie wygrywa.
 
 
 
Owizor 
miewał złe sny o ogórkach...


Skąd: Kraków
Wysłany: 26-11-2014, 21:04   

Nie dając przeciwnikowi chwili na pozbieranie się z ziemi, rzucił się w jego kierunku, młócąc go wściekle tarczą, samemu jeszcze będąc na klęczkach. Zadawał ciosy w ślepej furii, przejmując się tylko jednym: nie może zmarnować okazji! Nie może pozwolić, by przeciwnik się podniósł!
Walniecie tarczą.
Wiedział, że pewnie będzie potrzebował długiego i spokojnego leczenia lewego barku po tym wszystkim. Ale teraz go to nie obchodziło. Teraz adrenalina nie pozwalała, by cokolwiek poza walką go obchodziło.
Walnięcie tarczą.
Podparł się na mieczu, by wstać. I by mieć lepsze podparcie do kolejnego ciosu.
Walnięcie tarczą.
Nieważne, co znajduje się po drugiej stronie trumny, powinno być już poobijane i ogłuszone. Podniósł się na równe, choć chwiejne nogi.
Walnięcie tarczą.
Lekko się zatoczył, wkładając w kolejny cios ruch całym swym tułowiem, dla zwiększenia zamachu.
Walnięcie wolnym już mieczem, lecącym zaraz po tarczy. Nieco na oślep, ale niewątpliwie w cel.
Cofnął się parę chybotliwych kroków do tyłu, dopiero teraz spoglądając przytomniej na oponenta. A zaraz potem zerwał się do kulawej parodii biegu, by pomóc Convolve.
Nieważne, czy szermierz żył czy nie. Nawet jeśli jeszcze jakimś cudem żył, powinien być na tyle ogłuszony i poobijany, by dać mu tę chwilę na dobiegnięcie bliżej medyczki. Gdy będą stali bliżej siebie, będą mogli się jakkolwiek wzajemnie wspierać... I może będą mieli jeszcze jakieś szanse na przeżycie...
 
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 27-11-2014, 01:27   

Octavio:
nie zdążyłeś podbiec do Convolve. Ten kusznik atakował w tak ślepym szale, że prawdopodobnie powaliłby kogoś dwukrotnie od siebie większego, a sam był dość sporym mężczyzną. Dziewczynę ratowała tylko kusza, którą się zasłaniała, ale z każdym kolejnym ciosem robiła to coraz wolniej, a on coraz szybciej. Twój ruch w jej kierunku, choć był maksimum, na co mogłeś się zdobyć w tym momencie, skończył się w kałuży. Raniony mięsień czwórgłowy odmówił współpracy, wyłożyłeś się jak długi, jakby ktoś ci podciął nogi. Resztę mogłes juz tylko oglądać w zwolnionym tempie, łapiąc jednocześnie za sobą odgłos ruchu. Twój szermierz żył i właśnie ruszał na ciebie.

Conv:
kusznik nie stał, właściwie na wpół klęczał, na wpół leżał, niemalże odbijając się przy każdym ciosie. Wciąż opętańczo rycząc, uderzał na oślep, z góry, kurczowo zaciśniętą na nożu pięścią. W jego oczach widziałaś cały koszmar, jaki mu zafundowałaś, i pomyślałaś, że taki silny, a tak słabą ma psychikę. To była myśl z gatunku tych, które pojawiają się przy nagłym wyrzucie adrenaliny, kiedy cały świat zwalnia, masz czas na wszystko. Na wszystkie myśli, które idą przez głowę. Powoli. Klarownie. Czytelnie.
Nie zdążysz odbić następnego. Nie masz już siły.
Ile on waży? Ze sto kilo, jak nic. Potężny facet.
Nie masz już siły.
Więc tak to się skończy. W kałuży na miejskim bruku na końcu świata. No tak. Do tego to wszystko prowadziło.
Zobaczysz ich? Po tej drugiej stronie, tych, co odeszli? Meriel. Sonię. Vuela. Ingeboren.
Ciekawe, co ci powie wyszczekana krasnoludzka baba.
Będzie z ciebie dumna, przemknęło ci przez myśl. Z pewnością.
Westchnęłaś.
To już. Tego już nie odbijesz.
Nóż zmierzał w kierunku twojej twarzy z powolną, nieubłaganą pewnością.

...

Po czym opadł na bruk tuż obok twojego ramienia.
Spojrzałaś na tego kusznika. W jego oczach malowało się zdumienie, bezbrzeżne, ale też coś jeszcze. Ulga. Bezbrzeżna ulga kogoś, kto właśnie przestał straszliwie cierpieć. Teraz on westchnął i opadł całym ciężarem na ciebie, ale po chwili podniósł się. Nie, to ktoś go podniósł i przerzucił obok. Nad tobą stał człowiek. Ten sam, poznałaś po zarysie postaci. Ukląkł nad tobą i odsunął do tyłu kaptur, który nie był kapturem, tylko styryjskim kapeluszem w rudych barwach gwardii. Ylva?
- W porządku? - przekrzyczał ulewę męski głos, przekonując cię, że to nie ona - Jesteś ranna?

Octavio:
nawet się nie modliłeś, żeby ten z tyłu okazał się przyjacielem. Nawet ci to przez myśl nie przeszło. Dopóki nagłym skokiem nie znalazł sie bliżej i nie dostrzegłeś kapelusza. Też pomyślałeś, że to Ylva, ale był sporo wyższy.
Usłyszałeś za sobą chlupot i zgrzyt stali. Ach, tamten... Niemal o nim zapomniałeś przez tę strasznie długą sekundę... Psiakrew. Zdążysz się odwrócić...? Oby, żeby przynajmniej nie dostać w plecy.
Podniosłeś się nadludzkim wysiłkiem, tylko po to, żeby zobaczyć błysk stali. Tuż przy twarzy.
Po czym stal z brzdękiem opadła na bruk.
stojący nad tobą przeciwnik miał niemal niewidoczną spod mieszaniny krwi i błota twarz, twoja tarcza musiała trafić przynajmniej kilka razy. Ale stał. W jego oczach malowało się zdziwienie.
Po kolejnej straszliwie długiej sekundzie opadł na kolana, a potem na twarz. Stojący za nim gwardzista opuścił miecz i rozejrzał się po okolicy, szykując się do odparcia kolejnych przeciwników. Gdy żadnych nie zobaczył, schował broń do pochwy i podał ci rękę, by pomóc ci wstać.

(zapraszamy do #11 :P )
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 13