Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda #4
Autor Wiadomość
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 26-11-2014, 01:10   

Z czego rozumiem, że wraz ze swoją obstawą podążacie w kierunku Przesmyku?
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 26-11-2014, 01:23   

Poszliście więc przez miasto. Spodziewając się, że jesteście obserwowani, rozdzieliliście się, gwardziści szli dyskretnie pojedynczo w sporym odstępie od was.
To była dzielnica magazynowo-handlowa. Szliscie przez wylot ulicy Kupieckiej, o tej porze dnia handlarze zajęci byli chowaniem wystawionych towarów do wnętrza sklepów, pakowaniem skrzyń z zaopatrzeniem, zbieraniem śmieci.
Dalej było kilka budynków mieszkalnych, trochę magazynów.
Potem weszliście w rejon targu rybnego. Z rybami był problem, jako że straż portowa od dawna nie pozwalała wypływać dalej niż na akwen, a na tym ryb było niewiele. Handlowano jednak czym się dało, a z racji na setki uchodźców, koczujących w północnej i wschodniej części, klientów było sporo.
Teraz, w zapadającym zmroku, na targu także pakowano dobytek na wozy i wózki, sprzątano, zwijano kramy. Kręciło się mnóstwo bezpańskich psów, wyjadających resztki, i trochę dzieciaków, zarabiających na noszeniu handlarzom skrzyń z towarem do postawionych w uliczkach wozów.
Zauważyliście też dwie znajome twarze. Krasnolud i człowiek (Szrapnel i Ysgard) podążali w kierunku Przesmyku, obładowani sporym zwojem konopnej liny, latarniami, bronią i jeszcze jakimś sprzętem.
Nie zaczepialiście ich.
możecie ewentualnie zadeklarować, że ich śledzicie lub każecie ich śledzić.

W oddali nad morzem słychać było grzmoty.
Trzymaliście się raczej budynków, nie wychodząc na otwarty plac. Obserwowaliście.
Na nabrzeżu też trwał ruch. Kręcili się ludzie ze straży portowej, trochę żołnierzy. Patrząc na południe w stronę Przesmyku widzieliście, ograniczone linami miejsce, gdzie ktoś położył kilka bukietów świeżych kwiatów. Tam zauważyliście też Octavia i Convolve.
Pytali o coś strażników (Conv pytała), potem podeszli na nabrzeże, było już prawie ciemno, więc ledwie widzieliście, na co z taką uwagą patrzyli. Potem gadali z jakimiś dziećmi.
Było juz niemal zupełnie ciemno, wzdłuż brzegu stały maźnice z olejem rybnym i starszy człowiek z pochodnią po kolei je odpalał. Dawały one światło w promieniu kilku metrów od nich, sprawiając, że reszta nabrzeża tonęła w mroku. Lekko oślepieni tym światłem zdołaliście dostrzec, że do tych dwojga ktoś podchodzi, kilku mężczyzn, potem zniknęli gdzieś między budynkami.
W tym momencie było już prawie ciemno, nie licząc momentów, kiedy się błyskało. Morze szumiało jak wściekłe, tłukąc o brzeg i klify przy przesmyku, huk zbliżających piorunów kazał myśleć, że burza będzie naprawdę potężna.
tę dwójkę także możecie śledzić, potrzebuję tylko deklaracji, czy mieszacie się w ich sprawę, czy też nie. Jeśli nie, idziecie prosto do Przesmyku
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 26-11-2014, 14:49   

Elfiki kochane, potrzebuję tylko krótkiej deklaracji - mieszacie się w sprawy Octavia i Convolve czy też nie :D Pls. Bo oni wiszą czekając na Waszą decyzję ;)
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 26-11-2014, 18:21   

Z mojej strony każę się zainteresować Szrapnelem i krśkiem, Octavio/Powój jak starczy czasu.

Dziś nie dam rady nic zrobić, od razu mówię.

Priorytety : ojciec Toruviel/sama wiesz co, sama wiesz skąd ;) /własne bezpieczeństwo

Indi co z tym co pisałem? ;)
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 26-11-2014, 18:26   

Przyjęte do wiadomości, jedno drugie i trzecie :)
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 26-11-2014, 21:58   

-Elidisie, zostaniesz tutaj? Spróbuj sprawdzić co z Octaviem i tą dziewczyną... A jeśli chodzi o Szrapnela... możemy tu chyba poprosić Stryjczyków o pomoc. Powiedz, by trzej poszli za nimi. Ale niech uciekają, jeśli zrobi się niebezpiecznie. Niech nie narażają się bez potrzeby. Nie chcę nadużyć życzliwości khorani.
Toruviel zostawiła Elidisa i pospieszyła w stronę targu rybnego mając w pamięci słowa ". Masz się pojawić sama, o zmroku, przy pierwszej kei przy targu rybnym. Bez broni. Żadnych othat w pobliżu."
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 26-11-2014, 22:49   

Elidis przytaknął skinieniem głowy. Popatrzył za oddalającą się dziewczyną.
Jeśli coś jej się stanie... Dziwne - poczuł się nagle zmieszany.
- Dobra panowie, słyszeliście ją? Niech dwóch idzie za Szrapnelem i Ysgerdem, trzech to zbytni tłum. Trzech niech ubezpiecza Toruviel. Reszta za mną, odstęp pięć metrów od każdej osoby - mówił ściszając głos.
Skierował się w stronę Octavia i Powój, szedł tak cicho jak tylko potrafił nasłuchując wszystkiego wokoło.
Wiedział, że nie może podejść zbyt blisko, był, bądź co bądź, mocno charakterystyczny.
Chciał podejść dość blisko by słyszeć rozmowę, jednocześnie kryjąc się pod ścianami budynków.
Co i rusz oglądał się dyskretnie na Styryjczyków. Sprawdzał ich pozycje i to co robią, próbował możliwe ogarnąć całą sytuację póki jeszcze były na to szanse.
Był napięty jak struna, na każdą okazję miał zaklęcie, które powtarzał w pamięci.
Był gotów.
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
Ostatnio zmieniony przez Elidis 26-11-2014, 22:57, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 27-11-2014, 00:19   

Uhuhu, no to mi teraz zapodaliście zagwozdkę... :D No dobra, to jakoś z tego wychodzimy... ;)

Elidis:
dowódca styryjskich gwardzistów (miał na imię Jarrid, jak pamiętałes) podzielił oddział według twojego polecenia. Nie umknęło twojej uwagi, jak przy tym zgrzytał zębami. Z tobą zostało dwóch gwardzistów. Chwilę obserwowaliście, jak Toruviel, pozornie samotna, powoli idzie wzdłuż nabrzeża na południe (z czego morał, że dalszej części Toruviel już nie wie :) ), po czym ruszyliście między zaułki.
Grzmiało. Coraz bliżej.
Octavio i Convolve weszli między budynki w wąziutkie zaułki, eskortowani przez kilku ludzi. Zdążyłeś się im przyjrzeć - ubrani zwyczajnie, ale w sposób ułatwiający szybkie i ciche poruszanie się. Przylegające kaftany z kapturami, chusty na twarzach, bure kolory, czyniące ich w tym półmroku niemal niewidocznymi. Poruszali się zwinnie i cicho, jak zorganizowana grupa, dwóch szło z eskortowanymi, pozostali trzymali się w odległości, z czego jeden w ogóle w cieniu, prawdopodobnie niewidziany przez waszą dwójkę znajomych. Dwóch miało niewielkie kusze, wszyscy oprócz tego krótkie miecze, najlepsze do walki w ograniczonej przestrzeni.
Zaczęło się od dziewczyny. Gdy doszli do malutkiego placyku między trzema budynkami, ona wyrwała się, Octavio uderzył jednego tarczą w twarz.
Widząc rozkręcającą się bijatykę, poleciłeś Styryjczykom podejście na taki dystans, żeby w razie czego móc wkroczyć. Założyliście (pamiętając, że Ofelia, siostra Octavia, może być wam pomocna), że interweniujecie dopiero, jesli któremuś z nich zacznie grozić śmierć (nie ma możliwości interakcji, bo jesteście czasowo spóźnieni ;) )
Bijatyka rozkręciła się na dobre, na dobre też zaczęło lać. Widok przysłaniała wam ściana deszczu, więc podeszliście całkiem blisko, każdy z osobna, nie bardzo miałes jak wydać polecenia, więc polegac mogłeś wyłącznie na tym, że wykonają poprzedni rozkaz. Obserwowałeś, jak Convolve, sanitariuszka, w walce wręcz położyła dwóch sporych przeciwników, stosując chwyty i dźwignie, jakich nie powstydziliby się najlepsi zabójcy. Jeden złapał ją za włosy - połamała mu rękę wprawną dźwignią. potem skoczyła na kusznika, z którym dłuższą chwilę się szamotała i też go załatwiła. Ciekawe, czy wszystkie styryjskie sanitariuszki mają taki poziom wyszkolenia...
Octavio walczył tak, jak byś się spodziewał - dużo operował tarczą, ale ostatecznie uległ, wzięty w kleszcze między szermierza i kusznika. Dziewczynę też rozbroili.
Oboje leżeli na ziemi, napastnicy coś do nich mówili. Convolve rzuciła im swoją sakwę, wypatroszyli torebkę, najwyraźniej czegoś szukając. Potem kusznik schylił się do leżącej na brzuchu dziewczyny, po czym wyszarpnął się do tyłu, wyjąc i wrzeszcząc tak, że włosy zjeżyły ci sie na karku. Nie miałes pojęcia, co mogła zrobić temu człowiekowi, żeby tak wrzeszczał. Ona podniosła kuszę, strzeliła do tego, co trzymał Octavia, kusznik rzucił się na nią, okładając ją w jakimś ataku berserka. Tym razem nie miała szans.
Octavio podjął walkę z tym drugim, był zajęty.
Zanim zareagowałeś, zobaczyłeś, jak doskakuje do niej jeden ze Styryjczyków. W ostatniej chwili.

Zapraszam do #11 za jakąś chwilkę :)
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 27-11-2014, 00:20   

Toruviel -> to będzie jakoś #15, za jakąś chwilę.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 13