Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda #6
Autor Wiadomość
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 15-11-2014, 07:40   Przygoda #6

Zdobycie pieczęci było najważniejszą rzeczą, jaką w życiu uczyniliście. Prawdopodobnie. W każdym razie dotychczas. Jednak, choć żadne z was tego głośno nie powiedziało, nie byliście pewni, czy było to coś warte swojej ceny. Życia trzech spośród waszego rodu.
Oby było – myśleliście zmierzając korytarzami pod Ahi tere, czyli tam, gdzie Savaranon kazał się wam stawić. Oby okazało się ważniejsze niż ten detal z bogami powierzchni, ta dziwna sprawa, w którą się wmieszaliście dążąc do zemsty. Zemsta w tym wypadku była jasną i klarowną sprawą. Zabili trzech waszych. Ranionych dobili orkowie, kolejnego zabili ludzie z kraju Zmienionej Bogini. Ale potem wpadliście w środek walki, w której orkowie walczyli z tymi ludźmi, stanęliście przeciw ludziom, tak kazał dowódca, ale nie rozumieliście dlaczego. A ludzie Bogini krzyczeli coś o Pani Klyfcie i zdjęła was trwoga. Jakieś potworne przeczucie.
Dotarliście do Kivet, to było coś jak rozstaje, trójwymiarowe, korytarze prowadziły we wszystkich kierunkach, w tym w górę i wgłąb. Stamtąd korytarz znaczony białymi porostami prowadził prosto pod AhiTere.
Na Kivet czekali wszyscy. Cztery pozostałe wielkie rody południa czekały na waszą pieczęć., czekały aż wasz ród ją przyniesie. I wszyscy widzieli, jak ją przynosicie, jak wręczacie ją naczelnikowi rodu, jak on unosi ręce w geście uznania zasługi i poświęcenia. Przez chwilę byliście bohaterami.
Krótką chwilę.
Nie odbyła się laudacja z racji waszego awansu, ani nawet nie odśpiewano Pieśni. Wszyscy stali w rynsztunku, w milczeniu, gotowi do walki. Szliście pod Świętą Kuźnię, pod Miejsce Świętego Ognia, szliście zdobyć legendę, nadzieję, zwycięstwo.
Na powierzchni były krasnoludy. Nie mogąc wejść do kręgów i przejść przez śluzy, zabezpieczyli ścieżki i warowali, szukając skrótów pod ziemię, jednocześnie uczynili niedostępnymi dla was wszystkie łatwiejsze wejścia. Wy zabezpieczyliście wszystkie cztery wejścia podziemne i wielka kapłanka waszego rodu, Rimertha, przystąpiła do łamania zaklęcia. Złamała pieczęć, z trudem chroniąc się przed uderzeniem energii, założyła ochronne sfery na Kamień-Klucz i zaczęła Śpiew. Śpiew zastępował wam większość zaklęć. Rimertha śpiewała, jej czysty wibrujący głos niósł się po korytarzach. Jej pomocnice wylały lak, a kapłanka uniosła ku bogini pieczęć, przyklękła i przyłożyła ją do Kamienia-Klucza. Jej śpiew wibrował, niemal wiercił kamień, dźwięk stawał się wyższy i wyższy, ona z trudem utrzymywała ton, opierając się energii, rozwiewającej jej śnieżnobiałe włosy. Aż wreszcie niemal niesłyszalne już dla ucha dżwięki wzmogły się nagle, aż wszyscy obecni padli na ziemię, zaciskając uszy.
I umilkły.
Zaklęcie pękło.
Ahi Tere było otwarte.
Następne dni spędziliście na fortyfikowaniu. Zabezpieczyliście wszystkie wejścia, kominy, wywietrzniki. Rozpaliliście Święty Ogień, kując w jego ogniu potężne zaklęcia, zakładaliście kolejne kręgi ochronne, linie energii, czarne pola. To były wspaniałe dni dla was wszystkich. Pełne euforii, wiary w przyszłość, dumy.
Ale potem przyszła noc. Krasnoludy uderzały z powierzchni kolejnymi zaklęciami, gotowe raczej zawalić wam na głowę kawernę niż ustąpić. A potem przyszły gobliny. Zieloni wojownicy mroku, władcy płomieni i białego ognia. Pod ziemią zaczęło się piekło.

Po kilku dniach obrony ahi tere wiedzieliście już, że można się tam bronić niemal w nieskończoność. Pod jednym warunkiem – że ktoś sprowadzi pomoc. Że ktoś sprowadzi wojowników pozostałych czterech rodów. Chcieliście zdobyć Ahi Tere sami, wybić się wśród innych rodów – ale możliwe, że nie dacie rady. Gdy Savaranon do was przemawiał, wszyscy czuliście presję chwili, wagę chwili, wielką historię, która działa się wokół was.
I gdy padło to pytanie, najważniejsze pytanie, będące wyrokiem śmierci, ale i obietnicą nieśmiertelnej chwały – „kto pójdzie?”.... sama się zdziwiłaś, kiedy powiedziałaś „JA!” o sekundę wcześniej niż pozostałych stu trzydziestu wojowników.
I ciebie też wybrano.
Miałaś dotrzeć do najbliższych straży najbardziej wysuniętego na południę terytorium czyli rodu Deire. Byle dotrzeć do patroli. Nie mogłaś jednak iść bezpośrednio na północ ani pod ziemią, ani powierzchnią, wszystko tam było strzeżone. Oddziały krasnoludów, goblinów i Laro, ścierając się ze sobą na wzajem tworzyły upiorny chaotyczny koloryt tej wojny. A ty byłaś sama.
Ruszyłaś na zachód, próbując przekradać się między oddziałami, omijać pułapki, wyczuwać magiczne blokady. Potem zamierzałaś odbić na północ.
I nawet całkiem nieźle szło. Udało się przejść aż za trzecie z kolei rozstaje, zwane Roith, i tam właśnie przestało sprzyjać ci szczęście. Wpadłaś prosto na gobliński patrol. Dosłownie zza winkla. Nie było jak nawet uciekać. Zabiłaś pierwszych dwóch błyskawicznymi, niemal odruchowymi ciosami noża, zanim w ogóle dobyłaś miecza. To ich powstrzymało na chwilę, dość długą, żebyś zdążyła wbić się w wąski korytarz wiodący na południowy wschód, wskoczyć w płytki szyb i przeturlać się dalej pod skalne załomy prosto w podziemny strumień. Skoczyli za tobą, z wrzaskiem i przeklinaniem, jak to gobliny, węsząc w ciemności. Jednak woda zmyliła ich zmysły. Minęli cię, pobiegli dalej. Słyszałaś jak klną, natrafiwszy na ścianę. Zaraz będą wracać. Szybem do góry droga jest wykluczona, za wysoko, nie doskoczysz.
Wtedy nagle z przeciwnej strony korytarza zobaczyłaś światło. Spodziewając się kolejnych goblinów przylgnęłaś do mokrej ściany. Ale zamiast nich zobaczyłaą ludzi. Powierzchniowców. Pomalowanych na barwy wojenne mieszkańców krainy, którą Laro nazywali Fea, a ludzie z północy Zapołudniem. Wiedli kogoś z workiem założonym na głowie.
Tymczasem gobliny wracały w twoim kierunku....
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Leite 
Elfi doradca


Skąd: Poznań
Wysłany: 15-11-2014, 18:50   

Wychodzę z ukrycia i idę w kierunku ludzi, wołając, że idą za mną gobliny i że mają uciekać, bo nie dadzą rady.
(mam ostatnio ciężki dostęp do komputera, przepraszam :C)
_________________
2014r. II - Infelix Laryjka [??]
2014r. Epilog - Sephi'Rah (Sefii) Podziemna [*]
2015r. II - Vela, Roythe (łowca) Wysoka [*]
2015r. Epilog - Vela, Roythe (łowca) Wysoka [*], aktualnie Tymen Mgieł
2016r. III - Tanwe'Ivare, Aenthilka
2016r. Epilog - Aurelia d'Lombre d'Itharo człowiek
2016r. Zimowy - Tulya'Leite Enri Aenthilka w futerku
2017r. III - Mea'Aran Tlais Orthogok, podziemna bliźniaczka
2018r. Zimowy - matrona Mea'Aran Tlais Orthogok, już nie bliźniaczka.
_______________________________________
"Mlem"

 
 
Indiana 
Administrator
Wilk dezaprobaty


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 15-11-2014, 19:47   

Gdy wyszłaś z ukrycia i zawołałaś, cały oddział zatrzymał się jak wryty, za wyjątkiem jednego, wydawało się że dowódcy. Ten - tubylec z czerwonym malunkiem na twarzy odwrócił się ewidentnie wystraszony i gdy zawołałaś, on jeden wciąż patrzył za siebie zamiast na ciebie.

Krzyknął coś, co mogło być równie dobrze rozkazem "stać!" jak i "uwaga" czy coś w tym rodzaju.
Tubylcy sprawnie otoczyli więźnia, na polecenie dowódcy oddzielili się od reszty - łącznie jest ich około 12 ludzi - i w pośpiechu wycofali się korytarzem na lewo od tego, w którym siedzieliście.
Ty jednak zamiast skupić się wyłącznie na tym, co robią ludzie, odwróciłaś się przez ramię - tuż za tobą usłyszałaś chlapnięcie, jakby ktoś zrobił krok w wodzie, w mokrym korytarzu. Ktoś tu był, tuż za tobą.
I dlatego nie zauważyłaś na czas.
Na kolejne polecenie dwóch ostatnich wojowników napięło łuki i wystrzeliło - dwie strzały poszły w ciebie, jedna w ramię, druga w łydkę.
Padłaś na ziemię.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Leite 
Elfi doradca


Skąd: Poznań
Wysłany: 15-11-2014, 19:54   

Próbuję wstać, lecz nie mogę, zatem oddychając głęboko, staram się nie stracić przytomności. Wiem, że tubylcy poszli jedynym wyjściem, wiem też, że przed sobą mam gobliny, które nie są zbyt inteligentne. Leżę, spowalniam oddech tak, żeby nie było widać, że jestem żywa. Jeżeli sobie pójdą lub mnie nie zauważą, na co są spore szanse, spróbuję wyjąć strzałę z nogi i ją wyleczyć. (mogę mieć eliksir?) Tej w ramieniu nie dosięgnę, muszę mieć pomoc.
_________________
2014r. II - Infelix Laryjka [??]
2014r. Epilog - Sephi'Rah (Sefii) Podziemna [*]
2015r. II - Vela, Roythe (łowca) Wysoka [*]
2015r. Epilog - Vela, Roythe (łowca) Wysoka [*], aktualnie Tymen Mgieł
2016r. III - Tanwe'Ivare, Aenthilka
2016r. Epilog - Aurelia d'Lombre d'Itharo człowiek
2016r. Zimowy - Tulya'Leite Enri Aenthilka w futerku
2017r. III - Mea'Aran Tlais Orthogok, podziemna bliźniaczka
2018r. Zimowy - matrona Mea'Aran Tlais Orthogok, już nie bliźniaczka.
_______________________________________
"Mlem"

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 13