Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
UWAGA! Przenosimy się na nowy adres: http://forum.silberberg.dkonto.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Wstęp fabularny
Autor Wiadomość
Elidis 
Administrator
Hydra


Skąd: Z ostatniej wioski
Wysłany: 28-09-2016, 13:28   Wstęp fabularny

Przestronne sale Toitsu Corode krzyczały desperacką, głuchą ciszą. Były niczym jątrząca się rana ciszy w samym sercu pulsującego dźwiękiem ciała. Niegdyś miejsce to pełen było głosów cudownej barwy i wielkiej mądrości. Młodzi pielgrzymowali tu z całego Larionu by zaznać mądrości Przodków ze Świątyni Jedności. Wszystko to skończyło się tuż przed Wielką Wojną.

Cisza zgniata umysł
Samotny Żuraw spada
Toczy jedną łzę
Echo niesie huk to spadła łza
Głos dawno nie słyszany

Klęczący przed pustym ołtarzem Altarsi powoli rozwinął płótno, w którym skryte były starannie ułożone przedmioty. Pióro, stojak na kadzidła, dwie trociczki o zapachu jaśminu i wiśni, mała czarka i buteleczka wina ryżowego. Powolnym pełnym skupienia ruchem umieścił trociczki w podstawce, zapalił je pocierając końcówki opuszkami palców. Nalał wina do czarki. Chwycił pióru i zaczął nim popychać dym do góry. W stronę swych nozdrzy.
Pierś elfa uniosła się w głębokim wdechu.
- Kilastmasu hua’tsan – powiedział elf nie otwierając oczu, a nie odwracając się do dalekiego wejścia.
- Atmarie ma’tui Altaris – odpowiedź miękkiego, kobiecego głosu wybrzmiała dopiero po dłuższej chwili. – Powiedz – przekrzywiła lekko głowę – czemu wciąż tu przychodzisz, skoro Osene’lda nie ma tu już od kilku lat?
Elf odłożył pióro, którym mieszał dym. Uniósł czarkę trzymaną na opuszkach palców obu dłoni. Trzymając ją nad głową wykonał powolny, pełen gracji i przemyślenia ukłon w stronę pustego piedestału na ołtarzu. Wyprostował się, wylał odrobinę wina do specjalnie przygotowanego żłobienia w pozornie idealnie gładkich, hebanowych deskach. Następnie uniósł czarkę do ust i wybił powoli zawartość.
- Ponieważ tradycje należy kontynuować, hua’tsan Kotome, a w obecnej sytuacji wparcie Przodków jest nam bardziej potrzebne niż zwykle.
- Zgadzam się – głos dobiegł z bardzo bliska, Altaris opanował chęć wzdrygnięcia się, zdolności Kotome nie stępiły się ani trochę.
Hua’tsan usiadła w klęczkach obok Altarisa. Miała na sobie lekki pancerz z poczerniałej stali, doskonale dopasowany pozwalał poruszać się bezszelestnie, jednocześnie chroniąc nie gorzej niż lamelka.. Jej kruczoczarne włosy, zwykle upięte w idealny kok, wymykały się teraz wbitej w nie szpili, opadając w dziesiątkach nieregularnych kosmyków. Niezwykle liczne tatuaże na twarzy przecinało paskudne poparzenie.
Kotome wracała z bitwy, lub raczej jednego z długich wypadów za linie wroga jakie zwykli urządzać Rhino. Lata wędrówek uczyniły z nich mistrzów sztuki przetrwania i maskowania swojej obecności. Byli w końcu Kagemu’mahta, Wojownikami Cienia. Altaris milczał, oczekując tego, co hua’tsan ma mu do powiedzenia.
- Osene’lda zaginęło dawno przed wojną, przed Wielką Wojną ludzi z północy, jeszcze zanim Qa podnieśli swe przeklęte łby. Ci którzy ruszyli w ślad za nim nigdy nie wrócili – starsza zapatrzyła się na pusty ołtarz, myśląc. – Czy wiesz czym jest ten przedmiot?
- To artefakt, z którym połączeni są nasi Przodkowie za pomocą specjalnych tabliczek, tworzących kostkę.
- Zgadza się. Za jego pomocą można nakazać Przodkom konkretne działanie – Kotome wzięła głęboki oddech, jakby to co miała powiedzieć nie chciało jej przejść przez gardło. – Za jego pomocą ci... ci nehta mogą rozkazywać naszym Przodkom.
W sali Świątyni zapadła głucha cisza, w której dało się słyszeć, jak palce Altarisa zaciskają się na rękojeści miecza. Skóra płaszczki wydała cichy syk nienawiści, który echem odbił się w duszy elfa. A może to właśnie z jego serca pochodził ów złowrogi dźwięk? Dźwięk niosący ze sobą śmierć. Kotome obróciła głowę w jego stronę. Pod spojrzeniem jej wielkich, lodowato zimnych, czarnych oczu Altaris poczuł jak jakaś część jego duszy właśnie godzi się ze śmiercią.
- Ty Altarisie – pominęła zwroty grzecznościowe, elf nagle poczuł się nie pewnie, miał stabilną pozycję pośród Laro, jednak Kotome znana była ze śmiałych posunięć, mogłaby chcieć wziąć go na zakładnika by wymusić działanie huanu Ahi w jej sprawie – ty już raz umarłeś prawda? Stałeś się Przodkiem, choć na chwilę. Na pewno czujesz Osene’lda. Prawda? – przekrzywiła lekko głowę, niby kot bawiący się swoją zdobyczą.
- Tak hua’tsan, to możliwe ale...
Otwarta dłoń wystrzeliła w jego kierunku, Altaris wypuścił gwałtownie powietrze ustami jak przy walce i pociągnął za rękojeść miecza, tylko po to by schować go chwilę później. Dłoń Kotoem nie celowała w jego grdykę lub oczy, nie miała pozbawić go oddechu czy wzroku. Była tylko prostym znakiem. Milcz.
Cień uśmiechu satysfakcji przekradł się przez twarz Kotome. Nie łatwo jest zedrzeć maskę z kogoś takiego.
- Udasz się do Wergundii wraz z małym oddziałem, którego członków sam wybierzesz. Bez dyskusji. Wszystko zostało już uzgodnione z Tan’tsan i nie podlega dyskusji. Wyruszysz za tydzień.
- Tak, hua’tsan – powiedział Altaris kłaniając się sztywno, po czym wyszedł z Toitsu Corode.

Altaris szybko wybrał swoich sojuszników w tym zadaniu. Z Larionu wyruszył w towarzystwie Cyryla, jednego ze swoich zaufanych elfów, który w dodatku posiadał dar do przemawiania. Jeśli mieli szukać przedmiotu, który mógł zmieniać od dawna właścicieli będą potrzebować kogoś zdolnego do wyciągania informacji. Co więcej będzie to świetna okazja dla młodego elfa by się sprawdzić i zyskać sławę.
Kolejnym z wybranych do misji był Etyan, który pozostał w Wergudnii po wydarzeniach Silberburga. Chciał dalej pomagać w walce stojąc u boku swoich przyjaciół z Czarnego Tymenu. Tym samym jego wartość dla misji była nieoceniona. Etyan znał miejscowych i to najwyższego szczebla, mógł tym samym zapewnić dostęp do bardzo użytecznych informacji, a nawet pomóc zapewnić oddziałowi wsparcie Wergundzkich powstańców.
Ci zresztą i tak będą musieli pomóc. Przecież nie odmówią swojemu najpotężniejszemu sojusznikowi w samym środku działań wojennych. Musieliby naprawdę nie mieć mózgów by zrobić coś takiego.

Cele:

- odnaleźć artefakt i dostarczyć go z powrotem w góry Larionu
- nie dać nikomu innemu zwłaszcza Qa choćby dotknąć artefaktu, oznaczać to będzie profanację świętego przedmiotu i Przodków
_________________
TO JEST MOJE BAGNO!!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 12